FANDOM


Anomalia (eng. Anomaly) to pierwszy rozdział serii Wymiar Wojny.

Część pierwszaEdytuj

Wytrzymaj! Luke? Luke! Nie odpływaj, proszę cię! Został nam tylko kawałek, nie zamykaj oczu! Portal jest w zasięgu mojego wzorku, brachu, dasz radę! - Takie mniej więcej słowa docierały do półżywego Zabójcy Tytanów, który był bardzo bliski utraty przytomności, a nawet życia. Drugi chłopak, Adrian Dragneel, który był na tyle silny, by udźwignąć przyjaciela, biegł ze wszystkich swoich sił. Nie widać było po nim zmęczenia, a jedynie stres i dziką furię. 

Luke! - Dragneel wrzasnął po raz kolejny, jednak słowa Zabójcy Feniksów nie dotarły do Reyesa. Chłopak nie dawał już żadnego znaku życia.


Piętnaście godzin wcześniej. Piękny, słoneczny poranek. Do sypialni Luke'a przez okno dotarła spora ilość promieni słonecznych, które przyczyniły się do gwałtownego wstania osiemnastolatka. Zerwał się na równe nogi, podszedł do okna i zasłonił żaluzję. Nie chciał kłaść się z powrotem do łóżka, ostatnio zdarzało mu się spać jedynie od trzech do czterech godzin, dlatego też znalazł sposób, by nie czuć zmęczenia. Postanowił wziąć zimny prysznic, a następnie ubrać się i wyjść. Pobiegł w stronę drzwi, a następnie otworzył je, jednakże nie wybiegł, gdyż w progu stała jego najlepsza przyjaciółka, Chloe, która w mgnieniu oka rzuciła mu się na szyję i pocałowała w policzek.

- Jak dobrze, że już wróciłeś... 

- Też się cieszę, że cię widzę, Chloe. - Luke nie powiedział już nic więcej. Dwójka magów rozumiała się bez słowa, a minęło dużo czasu od ich ostatniego spotkania. Właściwie to nawet nie mieli okazji się pożegnać. 

Oboje zdecydowali się udać do sąsiedniego baru, którego właścicielem był pan Gerard Graves. Sympatyczny pan w kwiecie wieku zawdzięczał Luke'owi życie i właściwie istnienie tej knajpki. Bowiem kilka miesięcy temu doszło prawie do spalenia lokalu i wymordowania wszystkich znajdujących się w środku. Od tamtej pory Luke ma darmowe jedzenie oraz picie. Panu Gravesowi zdarza się robić wyjątek i nie każe płacić za jedzenie przyjaciołom chłopaka. Chłopak ze swoją towarzyszką usiedli w zacisznym koncie z dala od hałasu. 

- Bardzo lubię ten bar... Dawno tutaj nie byłam. Nie chciałam przychodzić tutaj sama. Zrozum, że od dziecka trzymamy się razem, aż w końcu musiał nadejść ten czas i opuściłeś kraj na pół roku. Tęskniłam. - Chloe uśmiechnęła się szeroko, a następnie spuściła głowę. Luke wziął ją kurczowo za rękę i powiedział:

- Słuchaj... To była dla mnie naprawdę ogromna szansa, aby rozwinąć swoje umiejętności. Pod okiem genialnego maga, Rodericka Scamandera. Wyobrażasz to sobie? Na świecie jest bardzo dużo magów, którzy praktycznie mogli zająć moje miejsce! Szkolenie w Sah-Manoi, wyobrażasz to sobie? Przez sześć miesięcy uczyłem się nowych rzeczy. Nigdy tego nie zapomnę, a to była jedna z moich najlepszych przygód i życiowych doświadczeń. Teraz jestem tutaj; tu dla ciebie, dla was... Nigdzie się nie ruszam. Na długo... 

- Mam taką nadzieję... Obyś już nigdzie się nie ruszał.

Mimo wieloletniej przyjaźni, między Luke'iem, a Chloe w końcu doszło do zbliżenia. Po tym incydencie natychmiast wyjechał do Sah-Manoi i nie pożegnali się w ogóle. Nie mieli okazji, czuli się oboje zawstydzeni, byli na siebie źli, że do tego doszło. 

Przez dłuższy czas oboje rozmawiali o tym, co wydarzyło się w ich życiu w przeciągu kilku miesięcy. Cameron miała wiele do powiedzenia Reyesowi, a ten uważnie przysłuchiwał się dziewczynie i sprawnie odpowiadał na zadane przez nią pytania. Głównie dotyczyły one przebiegu całej edukacji ze Scamanderem. Minęła godzina, dwie, aż w drzwiach baru pojawił się Adrian Dragneel.

Adrian Dragneel jest najlepszym przyjacielem Luke'a. Obaj traktują siebie jak bracia, jednocześnie rywalizując ze sobą. Adrian był jedną z nielicznych osób, z którymi Luke się pożegnał, gdy wyjeżdżał z Roderickiem daleko w góry. Reyes nie zdawał sobie sprawy z tego, że za chwilę po raz pierwszy od bardzo dawna zobaczy swojego najlepszego kumpla. 

- Zdecydowanie najbardziej podobała mi się zabawa rzeczywistością... Jednak nie zostałem wtajemniczony za bardzo do całego sekretu tej zabawy, ale mam nadzieję, że z czasem Roderick zaufa mi na tyle, by mi o wszystkim opowiedzieć. On naprawdę nie jest takim zarozumiałym bucem z zawyżoną samooceną. Ta cała praktyka magii nauczyła go pokory i zrozumienia. 

- Może i tak.. Dawniej wydawał się być po prostu dupkiem. 

Oparty o ścianę Dragneel słuchał uważnie, aż w końcu postanowił podejść bliżej. Spojrzał się na Luke'a i uśmiechnął się bardzo szeroko.

- Witaj z powrotem, braciszku! - Luke podszedł do Adiego i uścisnął go, klepiąc go po tyłku plecach. To samo zrobił Adi, a po chwili wybuchli tym samym śmiechem. 

Luke ponownie opowiedział o wszystkim Smoczemu Zabójcy. O przebiegu edukacji magicznej, o poznaniu całkowicie innego świata, a nawet rzeczywistości, o samym Rodericku Percivalu Scamanderze również. 

- Wooow! Inna rzeczywistość, mówisz? To świetnie! A czego cię jeszcze nauczył?

- Tak naprawdę to o wszystkim wam już powiedziałem. Nauczył mnie też panowania w pełni nad swoimi umiejętnościami, a także opracowałem henzei, czyli własną sztukę walki. Kombinacja kilku stylów, wiesz... A co ty powiesz ciekawego?

- Stary, właściwie od sześciu miesięcy szara codzienność i rutyna. Zdarzały się wyjątki, czyli obiłem kilku złym ludziom mordy, część z nich wyniosła się z miasta, a pewnego dnia to nawet wszedłem do ich tego całego klubiku i nie dość, że skopałem ich szefa frajera to jeszcze całą budę puściłem z dymem. Dosłownie, haha! - Adrian uniósł kieliszek zacnego trunku zwanego wódką i rzekł:

- Wznieśmy toast za nas wszystkich. Za ciebie, ciebie droga Chloe, za mnie i za całą naszą rodzinę!

- Za nas! - krzyknęli wszyscy troje.

- Ech... Dobra... A właściwie co to za frajerzy byli?

- Mroczny Syndykat... 

- Co? Poszedłeś sam na cały Mroczny Syndykat? - zaskoczony Luke zerwał się i wytrzeszczył oczy.

- Aye. Co w tym dziwnego? Wiesz co, szykowaliśmy obaj tą akcję od dawna, ale kiedy wyjechałeś to nie miałem zamiaru czekać. Wparowałem tam jak dzikus, skopałem wszystkim dupy i postawiłem ultimatum ich szefunciowi. Wyniesiesz się z miasta i już nigdy tutaj nie wrócisz oraz znikniesz raz na zawsze z przestępczego świata, albo połamię ci wszystkie kości i zostawię cię bez pomocy. Gość widział wokół nieprzytomnych kolegów, więc raczej zmiękła mu rurka. Natychmiast się wyniósł, a ja cały klub spaliłem. I tyle.

- No dobra... Trochę szkoda, że beze mnie, ale w sumie cieszę się, że to zrobiłeś. Dobrze was znowu widzieć, tęskniłem za wami.

Chloe i Adrian spojrzeli się na siebie i uśmiechnęli. Luke odwzajemnił uśmiech i oparł się o krzesło.

- Aaach... - ziewnął Reyes i zaczął bawić się małym płomyczkiem. - Co teraz robimy?

- Ja proponuję wracać do gildii. Reszta chciałaby cię w końcu zobaczyć, L!

- Masz rację. Chodźmy już. 

Trójka przyjaciół była bliska dotarcia do gildii, aż coś ich zatrzymało. Coś bardzo niepokojącego. Całe błękitne dotąd niebo zaczęło zabarwiać się na czerwono, a chmury przybrały ciemny odcień fioletu. Zaczął wiać mocny wiatr, który zmiatał wszystko dookoła. W oddali było słychać grzmot. Gdy Luke odwrócił się, zauważył, że wózek z warzywami zaczął lecieć w stronę Chloe, więc gwałtownie złapał ją za rękę i oboje wylądowali na ziemi. Luke załagodził upadek przyjaciółki swoim ciałem.

- Dziękuję... Co tutaj się dzieje?

- Ja... Ja nie wiem!

- Luke, Chloe, uważajcie! - Adrian wskazał palcem na dziurę, która wytworzyła się na niebie, a po chwili wyleciał z niej ogromny głaz. Luke stanął na równych nogach i skoczył bardzo wysoko.

- Stalowe Pięści Ognistego Tytana! - Magiczna tarcza objęła całą dłoń Luke'a i skupiła w niej małą część płomieni. Chłopak zamachnął się i rozkruszył głaz na tysiące malutkich kawałeczków. Wylądował i otrzepał spodnie z pozostałości po kamieniu.

- Dzień pełen wrażeń, hm? 

- Na to wygląda. - Zgodził się Adrian, który w tym momencie pozbył się dwóch głazów lecących z nieba. Były one dziwne, gdyż całe niebieskie i świeciły się jasnoniebieską poświatą. Mimo szybkiej interwencji, anomalia zdążyła wyrządzić kilka poważnych szkód. Na szczęście nikomu w zasięgu wzroku magów nic się nie stało. 

Wszystko wokół zaczęło się uspokajać, niebo znów nabierało błękitnego koloru, a chmury mimo powrotu do swojej pierwotnej formy zanosiły się na deszcz. 

- Zrozumiem wszystko, ale jak na razie nie rozumiem co to wszystko miało znaczyć?

- Mogłem się tego spodziewać...

- Czego? - Chloe spojrzała się na Luke'a. Ten odpowiedział:

- Te wszystkie dziwne anomalie są oznaką czegoś niepokojącego. Zawirowania rzeczywistości, jej zaburzenia, zabawa i manipulacja czasem i przestrzenią... Takie tam pierdolenie Rodericka Scamandera. Wiecie mniej więcej o co chodzi...

- Jeszcze jak. - odparł krótko Adrian i z poważną miną spojrzał się na niebo. Chwilę później całą trójkę oślepił ciemnopomarańczowy blask i dziwny odgłos. Luke doskonale wiedział, że był to odgłos portalu. 

Z okrągłego portalu wyskoczył Roderick Scamander. Brunet o błękitnych oczach i całkiem okej zarostem ubrany był w czarno-białą szatę i czerwony płaszcz z wysokim kołnierzem. Na szyi wisiało Oko Nihileni, potężny artefakt, który służył jako źródło całej energii magicznej Rodericka. 

- Wiedziałem, że się tutaj zjawisz. - rzekł Reyes i podszedł do Scamandera. 

- Wiem... Obserwowałem was przez dłuższą chwilę... Lepiej będzie, jak pójdziesz ze mną. 

- Czy mam się czegoś obawiać?

- Wydaje mi się, że my wszyscy powinniśmy się czegoś obawiać. Jeśli chcesz, twoi przyjaciele mogą iść z nami.

- Z chęcią pójdę. - powiedział Adi.

- Ja też. - zgodziła się Chloe.

- Mhm... Zatem chodźmy.


Podróż przez portal przebiegła bardzo sprawnie. Za nim trójka Dragonów się obejrzała, byli już w środku Sanctum Urbeus - siedziby, w której Scamander miał cały podgląd na magiczny świat. Płaszcz, który wydawał się żyć, zsunął się z ramienia właściciela i zaczął lewitować nad Roderickiem. 

Sanctum Urbeus jest ogromną rezydencją z kilkunastoma pokojami wypełnionymi magicznymi artefaktami, ale też niebezpiecznymi obiektami, do których lepiej się nie zbliżać bez obecności rezydenta. Na ostatnim piętrze znajdowało się największe pomieszczenie, z którego ekscentryczny mag miał całkowity podgląd. Roderick posiadał trzy ogromne lustra, znajdujące się na końcu pomieszczenia, które służyły jako swego rodzaju monitoring. Wystarczyło nacisnąć guzik obok lustra, by zmienił on podgląd na inny obiekt. Takim sposobem mógł mieć podgląd na wszystkie magiczne elementy, jakie są w stanie się poruszyć, wywołać niebezpieczeństwo, lub po prostu są interesujące do obserwowania. 

Scamander usiadł wygodnie w swoim fotelu, a obok niego na wieszaku pojawił się Płaszcz Lewitacji. Skrzyżował ręce, a następnie ułożył palce w charakterystyczny sposób i rozstawił lustra w trzech różnych miejsach tak, aby goście miały podgląd na to, co się dzisiaj wydarzyło. Adrian oparł się o ścianę i powiedział:

- Przepraszam czcigodny arcymagu, Rodericku Scamanderze i w ogóle, ale o co chodzi?

- Anomalie, których byliście świadkami, pochodzą z całkowicie innego świata. Możnaby rzecz, że z innej rzeczywistości. Nie mogłem przyjrzeć się bardziej, dlatego was zapytam, czy te... kamienie były jakoś charakterystyczne? Wyróżniały się czymś?

- Tak. - odpowiedział krótko Luke. - Były niebieskie i odbijało się od nich jasnoniebieskie światło. Z dziur, z których wylatywały te głazy również wydobywało się niebieskie światło. I wtedy to wszystko skojarzyło mi się tylko z jednym. 

- Z załamaniem rzeczywistości, poprzez wytworzenie portalu do innego świata i mieszanie w nim? Jeżeli o tym pomyślałem, to serio się czegoś nauczyłeś w Sah-Manoi, ale dobrze...

- Tak, dokładnie z tym mi się to wszystko skojarzyło. Tylko takie pytanko - kto lub co było w stanie załamać rzeczywistość na tyle, by obiekt z tamtego świata przedostał się do naszego? 

Roderick kwinął głową i złączył trzy lustra w jedno, a następnie nacisnął zielony guzik przy swoim fotelu. Na lustrze pojawił się obraz grupki, która wytwarza ogromny portal, a następnie znikają w nim, pozostawiając po sobie jedynie granatowo-fioletową smugę i prawdopodobnie dym. Luke zauważył kilka szczegółów, które mogły przydać się do zbadania całej sprawy.

- Zaraz, zaraz... Jedna osoba z tej grupy wyczarowała magiczną tarczę, która przypominała mi moją, tylko, że była uchylona o trzysta osiemdziesiąt stopni. No i była koloru fioletowego, ale poza tym to moja tarcza.

- A jak wszyscy wiemy, każda magiczna tarcza różni się od siebie...

- Ja też zauważyłam podobieństwo tarczy Luke'a do tarczy tej osoby. - odparła Chloe i podeszła bliżej. - Można cofnąć ten obraz o trzy sekundy i zatrzymać go?

- Oczywiście. - Scamander spełnił prośbę Cameron i cofnął obraz o kilka sekund i gwałtownie go zatrzymał. Oczom wszystkim zgromadzonym ukazała się twarz osoby, która wyczarowała fioletową tarczę. Roderick postanowił przybliżyć, a następnie poprawić jakość obrazu, by widać dokładnie rysy twarzy tajemniczej postaci. Wszyscy spojrzeli się na Luke'a, a on sam nie mógł uwierzyć w to co zobaczył.

Postać, odpowiedzialna za wytworzenie portalu była dosłowną kopią Luke'a. Jedyne, co różniło te dwie osoby to kolor włosów i oczu, dodatkowo sprawca całego zamieszania miał bliznę, która przechodziła przez prawe oko, aż do szyi. 

- Wszystko jasne. - Luke podszedł bliżej, przyjrzeć się swojemu sobowtórowi. - Nic dziwnego, że posiada podobną, wręcz identyczną magiczną tarczę do mojej, skoro nawet mordę ma tą samą. Tylko zastanawia mnie jedno - jak?

- Już wyjaśniam. Nasz świat jest jednym z kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu, możnaby powiedzieć, że kilkuset innnych światów. Dodatkowo nasz wymiar jest jednym z kilku, a rzeczywistości jest nieskończenie wiele. Rzeczywistości dzieli się na kilka różnych, mógłbym właściwie wam to wszystko wyjaśnić, ale wystarczy, że będziecie wiedzieć kilka rzeczy. Rzeczywistość normalna, to taka w której my żyjemy. Rzeczywistość astralna to taka, w której nasze ciała są nieaktywne, jednak duch może uwalnić się z ciała i przebywać na wolności. Rzeczywistość luster tworzy sztuczną rzeczywistość, w której wszystko dookoła żyje, jednak nikt nie może zawuażyć co dzieje się z osobami, odpowiedzialnymi za lustrzaną rzeczywistość. Możnaby wywrócić świat do góry nogami, a wszyscy dookoła i tak tego nie zobaczą i nic im się nie stanie. Co innego z magami odpowiedzialnymi za zmiany w otoczeniu. Zdarzały się wypadki, nawet śmiertelne. 

- Wszystko co powiedziałeś zdążyłem już poznać w Sah-Manoi, ale nie wspomniałeś o multiversum? Multiversum to wszystko to, co wymieniłeś?

- Tak... Wszystkie te pojęcia różnią się całkowicie od pojęć naukowców i filozofów, ale ja wiem co mówię... Przedwieczny też wiedział co mówił... Nasz wszechświat jest jednym z wieloświatów. W każdym z nich stałe fizyczne są nieco inne, a nawet bardzo różniące się od siebie. Dlatego też nikt nigdy nie odkrył portalu do całkowicie innego wszechświata, bo to by właściwie graniczyło z cudem. Jedynie do innych światów w naszym sektorze... wiem, że to dziwne, ale tak jest. Przedwieczny doświadczył wszystkiego na własnej skórze, ale nigdy nie był w stanie tego opisać. Mówię wszystko dokładnie tak samo jak on kiedyś. Dlatego mogliście być świadkami zmiany rzeczywistości, ale nigdy tego nie doświadczyliście. Jeżeli jednak pojawiły się te anomalie, to powinniśmy się czegoś obawiać. Mówiono o końcu świata, mówiono o zderzeniu się dwóch światów, mówiono wiele rzeczy, jednak można przygotować się na najgorsze. 

- Dobrze, więc co powinniśmy zrobić?

- Narazie... - Wypowiedź Scamandera przerwało czerwone światło wydobywające się z połączonych luster. Był to w pewnym sensie alarm ostrzegający, że coś się dzieje. I nikt się nie pomylił, bowiem sprawcy odpowiedzialni za pojawienie się anomalii ponownie pojawili się w świecie zgromadzonych w Sanctum Urbeus. Roderick zerwał się na równe nogi i utworzył większy portal, w którym widać było zamaskowane postaci, tak to byli ci od sobowtóra Luke'a. 

-  Za mną. - rzekł krótko, a trójka magów Dragon Tale jednocześnie weszła w portal. 

Podróż jak zwykle przebiegła błyskawicznie. Scamander narzucił na siebie Płaszcz Lewitacji i w obu dłoniach wyczarował swoją magiczną tarczę. Podobnie zrobili towarzyszący mu magowie. Zmaskowani sprawcy całego zamieszania ani drgnęli. Przyglądali się magom i nie mieli zamiaru nic zrobić. Sobowtór Luke'a narzucił maskę i wytworzył swoją magiczną tarczę, która tym razem nabrała jasnoniebieskiego blasku, a następnie zmieniła kolor na fioletowy. 

- Pan przewidział, że ktoś się zjawi, ale nie sądziłem, że pojawi się czwórka magów. I to w dodatku trójka całkowicie mi kogoś przypomina, hahahaha!

- Kim jesteście i o co wami chodzi? - zapytał Adrian i zrobił krok do przodu.

- Po pierwsze - radziłbym się nie zbliżać, zaś pod drugie - nie będziemy się tłumaczyć komuś takiemu jak wy! 

- Jestem Roderick Scamander. Sorcerer Supreme, Oko Nihileni, jeden z najpotężniejszych czarodziejów na świecie, radziłbym się wam przedstawić, jeżeli wam życie miłe!

- No dobrze. - Przywódca grupy zdjął maskę i Luke mógł doskonale zobaczyć twarz skrywającą się pod nią. Był to naprawdę jego sobowtór, zaś jedynie kolorem włosów i oczów oraz blizną się od siebie różnili. - Zwą mnie Morbiusem i jestem przywódcą Niszczycieli Istnień. Można nas też nazywać Ligą Cienia, ale kto co woli... Naszym powołaniem jest służenie naszemu Panu, Pożeraczowi Światów, Khronosowi. I za cel postawiliśmy sobie wasz świat, hahaha!!! - Morbius wskazał palcem na Luke'a, a następnie wybuchł szyderczym śmiechem. Jego tarcza zaczęła maleć, a po chwili zniknęła. Luke widział siebie, jednak trochę bardziej niestabilnego psychicznie. 

- Powtórka z rozrywki... - mruknął Reyes. - Nie wiem, czy wiecie, ale źle trafiliście. Jestem magiem Dragon Tale, a ze mną są równie potężni magowie, nie licząc Rodericka Scamandera, który umiejętnościami i wiedzą magiczną przewyższa zapewne was wszystkich... i przy okazji nas też!

- Nie śmiem wątpić w jego zdolności, jednakże, gdy będziemy musieli, zabijemy i jego. Najpierw jednak zacznę od ciebie!

W tej chwili na dłoni Morbiusa znów pojawiła się fioletowa tarcza magiczna. Zdjął ciemny płaszcz z kapturem i zaczął biec w kierunku Luke'a. Luke nie miał zamiaru atakować. Czekał na odpowiedni moment. 

Morbius podbiegł do niego i zamachnął się nad Reyesem, który zrobił szybki unik i odepchnął napastnika kopniakiem. Morbius upadł, ale szybko się podniósł i zaczął atakować ponownie. Tym razem to on był szybszy i za nim Zabójca Tytanów uderzył, ten trzymał go już za rękę, przeskoczył nad nim, złapał za gardło i podniósł. Następnie cisnął nim o ziemię i wyczarował ogormnę kulę ciemnofioletowego ognia.

- Wiesz... Nie chcę Ci nic mówić, ale... - Luke wyczarował spore ilości czerwonych płomieni, których siła odepchnęła go od Morbiusa. Stanął na równe nogi i wytworzył ogromną magiczną tarczę, po czym użył Krzyku Ognistego Tytana. Morbius oberwał, jednak otrząsnał się z tego niesamowicie szybko. Odpowiedział Luke'owi tym samym, jednakże jego Krzyk był bardziej potężny i odrzucił Tytana na kilka metrów. Ten z impetem uderzył o ogromną kamienną ścianę, w której pozostawił dziurę. Zsunął się na ziemię i otrzepał z gruzów, jednak Morbius już nad nim stał. Miał zamiar wykonać ostateczny cios, ale Roderick Scamander przybył na pomoc wyczarowując linę złożoną z wiązki energii, przewiązał ją na szyi Morbiusa i przeciągnął go do siebie, po czym oberwał magiczną tarczą Najwyższego Czarnoksiężnika. Reszta Niszczycieli Istnień pośpieszyła na pomoc Morbiusowi, który wzbił się w powietrze bardzo wysoko i utworzył dwa długie miecze ze swojej energii, by zaatakować Luke'a, jednak ten sprawnie użył Bariery Ognistego Tytana i jedynie widział lidera złowrogiej grupy, odbijającego się od płomieni Reyesa i uderzającego o ziemię z takim hukiem, że nie podniósł się od razu. 

Adrian Dragneel błyskawicznie unikał ciosów zamaskowanego napastnika. Wyczarował magiczną tarczę i uderzył przeciwnika w twarz, co zerwało mu kaptur z głowy, a jednocześnie maskę. Oczom Dragneela ukazała się postać identyczna do niego. Sobowtór Adiego zerwał się błyskawicznie i sprzedał mu cios w brzuch, powodując odskoczenie i salto w powietrzu. Jeknął i odbił się od ziemi wykorzystując własne płomienie, by zaatakować otrząsającego się Morbiusa, oddając go w ręce Luke'owi. 

- Nie daruję skurwysynom... - warknął Morbius i z magicznej tarczy utworzył długi, powstały z materii magicznej miecz, którym przywódca Niszczycieli miał zaatakować Reyesa. 

Morbius uniknął ciosu Smoczego Zabójcy i uderzył go łokciem w twarz, powodując utratę równowagi u tego drugiego. On sam zeskoczył z klifu prosto na swoją ofiarę i przycisnął go do ziemi. Dragon zdołał jedynie wydać cichy jęk i uderzył plecami o podłoże. Morbius przyłożył swój miecz do jego gardła. Obaj wymienili się spojrzeniami.

Roderick i Chloe walczyli ramię w ramię i z prędkością światła unikali ciosów napastników, korzystając ze swoich tarcz magicznych jako narzędzie samoobrony. Na pomoc przybył im Dragneel lądujący przy nich z wielkimi, płomienistymi ptasimi skrzydłami. Scamander podał Dragonowi linę z wiązki energii magicznej i opletli ją dwóch zakapturzonych osobnikówm, po czym jedynie mocniej ścisnęli oraz zablokowali linę na jakiś czas tak, aby nie mogli się z niej wydostać. 

- Sprytny pomysł z tą liną. - rzekł Dragneel uśmiechając się.

- Twój przyjaciel mi ten pomysł podsunął. Powinniśmy mu pomóc. - Najwyższy Czarnoksiężnik wskazał palcem na Morbiusa stojącego nad leżącym Luke'iem. Miał zamiar wykonać cięcie, ale Chloe udało się odepchnąć podwładnego Khronosa na sporą odległość. Ten nie poddał się bez walki i zaczął szarżować na dwójkę czarodzieji. W tym momencie Adrian przeskoczył oboje przyjaciół i sprzedał potężnego kopniaka Morbiusowi, który mimo wszystko powstał i spróbował ponownie. 

W tym samym czasie coś stało się wokół pola walki. Wiatr zaczął wiać co raz mocniej, zaś deszcz zaczął padać nieregularnie. Zachmurzone niebo rozpogodziło się, ale tylko na chwilę. Słońce, które do tej pory było żółtawe i rozpromieniowane, zmieniło swój kolor na czarny. Po chwili nic już nie było widać. Światło dawały jedynie magiczne tarcze i błyskawice, pojawiające się od czasu do czasu. Drzewa, słupy oraz głazy zaczęły się przewracać, co nie pozwoliło Dragonom na zaatakowanie reszty wydostającej się z siedeł grupki. 

- Moi towarzysze, uciekajcie stąd jak najszybciej! - wrzasnął Morbius i pstryknął palcem. Obok jego przyjaciół pojawił się portal, do którego wszyscy bez zastanowienia wskoczyli. Scamander postanowił uratować członków Dragon Tale i również stworzył wielki portal, który mimo swojej wielkości był niestabilny. Niestabilność spowodowana była uszkodzeniem Oka Nihileni, czyli źródła całej mocy magicznej Rodericka.

- Wskakujcie, natychmiast!

Luke przeczołgnął się po ziemi i odwrócił. Morbius w powietrzu próbował znów zaatakować, ale nie tym razem. Luke użył Kopnięcia Ognistego Tytana i pozbył się zagrożenia. Niestety, tylko na chwilę. Kiedy Chloe oraz Czarnoksiężnik wskoczyli do środka, zaś Adrian za nimi. Luke nie zauważył, gdy rozwcieczony przywódca Niszczycieli Istnień rzucił w napadzie furii swój magiczny miecz w środek portalu. Na nieszczęście Reyesa, miecz ugodził go w brzuch i przeszył na wylot. Portal zamknął się, a Morbius zmienił się w smugę czarnego dymu i rozpłynął się w powietrzu. 

Część drugaEdytuj

Adrian leżał przygnieciony przez gruz. Obok niego leżał półprzytomny, jęczący z bólu Luke, który błyskawicznie wyjął miecz, a właściwie to, co z niego zostało. Dragneel zerwał się i wziął obolałego przyjaciela i przerzucił go przez ramię. Zaczął biec ile sił w nogach. Całą koszulkę miał zaplamioną krwią przybranego brata.

Wytrzymaj! Luke? Luke! Nie odpływaj, proszę cię! Został nam tylko kawałek, nie zamykaj oczu! Portal jest w zasięgu mojego wzorku, brachu, dasz radę! - Takie mniej więcej słowa docierały do półżywego Zabójcy Tytanów, który był bardzo bliski utraty przytomności, a nawet życia. 

Luke! - Dragneel wrzasnął po raz kolejny, jednak słowa Zabójcy Feniksów nie dotarły do Reyesa. Chłopak nie dawał już żadnego znaku życia.

I faktycznie, kilkanaście metrów dalej znajdował się aktywny jeszcze portal. Jeszcze aktywny, ponieważ był o wiele mniejszy od poprzedniego i wydobywały się z niego mniejsze iskierki, co oznaczało, że został on naruszony. Naruszony znaczy w pewnym sensie zniszczony i za kilka sekund mógł wygasnąć, dlatego też Zabójca Feniksów przyszpieszył, zauważając smugę dymu zbierającą się i układającą w sylwetkę mężczyzny. To był Morbius, chcący wykończyć obu Dragonów. 

- Przepraszam, co teraz zrobię... - warknął szatyn i wrzucił ciało przyjaciela do portalu, by następnie zatrzymać się przy nim i odwrócić się do Morbiusa. Dragneel jedynie wystrzelił kilka większych płomieni w Morbiusa, by ten zdołał się podpalić. I po jakichś kilku sekundach jego skórzany płaszcz zaczął płonąć, co spowodowało, że musiał się gwałtownie zatrzymać i zrzucić ubranie. To dało magowi kilka sekund na ucieczkę i zdecydowanie w porę przeszedł przez portal, bo dosłownie sekundę później zamknął się i nie można było go odtworzyć. 


Scamander trzymał się za podbródek, natomiast zdenerwowana Chloe zakryła twarz. Ręcę trzęsły jej się ze stresu i nie potrafiła choć na chwilę opatrzyć swoich drobnych ran po walce z Niszczycielami Istnień. Napiętą atmosferę przerwał otwierający się portal z którego wyleciało ciało Reyesa i Dragneel.

- Khe... Szybko, zabierz go i zrób coś z tym. - wskazał palcem na przyjaciela, który bez żadnych oznak życia tracił co raz to więcej krwi. Blady jak kreda do tablicy Reyes został przeniesiony przez Najwyższego Czarnosksiężnika na stół. 

Roderick Scamander znał się również w pewnym stopniu na medycynie. Przyniósł kilka buteleczek z tajemniczą neonowo-niebieską substancją i namoczył nią waciki, które włożył w otwartą ranę Luke'a.

- Co ty w ogóle wyprawiasz? - zdziwił się Dragneel i spojrzał gwałtownie na czarodzieja.

- Spokojnie, wiem co robię... To... to polichromian neonu. Wiem, nazwa całkowicie z odbytu, ale spokojnie... Substancja powoli zaczyna regenerować tkanki i odbudowuje krwniki. Wysterylizuj narzędzia i natychmiast je podaj!

Adrian z prędkością światła wykonał wszystkie polecenia Scamandera i czekał niecierpliwie na rezultaty. Sorcerer Supreme błyskawicznie zaczął opatrywać ranę, regenerować ją polichromianem. Po jakimś czasie zaczął zszywać ranę. Życie jego pacjenta utrzymywała magiczna aparatura. Chloe nie mogła powstrzymać emocji. Wybuchła płaczem, dlatego Adrian przytulił ją do siebie. 

Magiczne zaklęcie Rodericka miało za zadanie przywrócić rytm serca Luke'owi, dlatego też powtarzał je kilka razy, aż w końcu się udało. Serce zaczęło prawidłowo pracować, jednak operowany nadal nie oddychał prawidłowo. Zaczął się dusić krwią.

Roderick zdenerwowany napełnił strzykawkę czerwoną substancją, aby następnie wstrzyknąć ją w brzuch Tytanowi Zabójcy. Otarł miejsca oplute krwią i otworzył powieki magowi.

- Źrenice pracują prawidłowo, ciśnienie w normie, krwotok wewnętrzny... nie ma. Tkanki i krwinki wciąż się regenerują. Podałem mu środek nasenny. Powinien wypoczywać przez kilka dni. Zostanie w Sanctum Urbeus przez trzy dni. Powinien się wybudzić niedługo. Przenieś go do pokoju i połóż. I bez obaw, nic mu nie będzie.

- Skąd się tego wszystkiego nauczyłeś?

- Przedwieczny mnie uczył. Tak to o medycynie nie miałem zielonego pojęcia, właściwie nadal nie mam, ale poradziłem sobie. To był mój pierwszy raz.

- Pierwszy raz? - Adrian myślał, że padnie. - Jakie były szanse, że Luke przeżyje?

- Jedna do miliona, nie wiem, jest dobrze. 

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki