FANDOM


Narodziny tytana to jedenasty już rozdział serii Magia i Krew, poprzedzony rozdziałem dziesiątym - "W pułapce". Zapraszam do lektury.

Część I Edytuj

Po kolejnym pirrusowym zwycięstwie nad Cheo i jej ludźmi, Dragoni zmuszeni zostali wrócić z powrotem do Yoroshi. Przez to, że Yarato nadal używał swej magii, chwytał się kurczowo za lewe oko, które go bolało coraz bardziej; zniszczony w boju Matsu szedł wspierany przez Dragneela i Viridi; Chloe szła z tyłu, podziwiając widoki, dla bezpieczeństwa cały czas eskortował ją jednak przyzwany przez nią duch Pudziana.

Weszli do miasta, a ich obolałe, poniszczone ciała nieco przerażały nieprzyzwyczajonych do takiego widoku tubylców. Nikt z nich nie miał ochoty na żadne działanie związane z magią. Potrzebowali przerwy, a do swego favela dotarli pierwszym lepszym tramwajem.

Na miejscu okazało się, że mieszkańcy znów imprezują - tym razem trzymali się mniej hiszpańskich i portugalskich klimatów - todos bailamos do muzyki elektronicznej. Żaden z Dragonów, prócz Yarato, Viridi i Adriana nie byli zainteresowani skakaniem do rytmu glitch hopu wraz z setkami meksykanów. Całą imprezką dowodził El Vulcanica, dwudziestoletni chłopak przeciętnej budowy, przeciętnego wzrostu i o przeciętnym wyrazie twarzy, aczkolwiek z nieprzeciętnym słuchem muzycznym, wyjątkową zdolnością rozkręcania imprez i niesamowitymi wzmacniaczami.

Te były do tego stopnia potężne, że Liria nawet nie usłyszała Shirego, który fartownie odnalazł ją w tłumie ludzi. Byli sto metrów od basów, a jednak młodzieniec musiał użyć swej magii, by ta go zauważyła. Krzyczenie nic nie dawało. Dziewczyna uśmiechnęła się na jego widok, ten widząc to dał jej znak ręką, by odeszła kawałek dalej, gdzie będzie już można normalnie, to jest: krzycząc, rozmawiać.

Adrian i Viridi bawili się w najlepsze, a gdy El Vulcanica zmienił klimat z powrotem na coś brazylijskiego, było im tylko lepiej. Po jakimś czasie do Dragneela dołączyła się jeszcze Chloe, po czym oboje nagle zniknęli w tłumie, zostawiając Viridi samą, ta jednak szybko znalazła grupkę kompanów. Byli oni na tyle mili, że poczęstowali ją browarem.

Matsu nie był w nastroju, zablokował więc cały dom z każdej strony piaskiem, który nie przepuszczał dźwięku i wygodnie rozłożył się na hamaku, po czym włączył telewizor na kanał TVY1, to jest: telewizja Yoroshi, stacja pierwsza. Nadawano program o tym, jak to kiedyś wytępiono Exceedy i dlaczego była to cudowna sprawa.

Luke zawtórował jego działaniu i również ułożył się wygodnie, korzystając z niczym nie naruszonej ciszy, Xandred i Peter zaś postanowili łupać w karty, jednak przy ich zmęczeniu dali radę tylko w wojnę, co stale wygrywał Murata dzięki swej umiejętności kantowania kart.

Shiri udał się ze swoją kompanką do jej domu, z racji tego, iż nie chciał przeszkadzać swym przyjaciołom w odpoczynku, do tego uważał że tam lepiej będzie porozmawiać z nią o jej problemach, które miała. Wnętrze było raczej małe, typowe dla glinianych domków w faveli - wejście na mały dywanik, gdzie można było zostawić buty, niedaleko szafa z telewizorem, rzeczy poukładane na półkach wiszących na ścianie. Pod nimi była mała kuchnia, to jest kuchenka gazowa, dwie szafki, mikrofalówka, mała lodówka oparta na freonach oraz toster.

Jej rodzice siedzieli wygodnie na hamaku i oglądali serial o latających kotach-tostach na TVY3, a wejście Yarato i Lirii zbyli tylko chłodnym hola i oglądali dalej; młodzieńcy weszli więc do pokoju dziewczyny, gdzie zamknęli drzwi, by dźwięki telewizji nie przeszkadzały im w rozmowie.

- Shiri, po co mam ci mówić? Nie zadręczaj się, skoro masz sprawę z tą babuszką i jeszcze mafię na głowie. My sobie poradzimy... - mówiła dziewczyna nieco tajemniczo, zachowując skromnie. W jej oczach było jednak widać pewne zawstydzenie. Chłopak spokojnie siedział obok, wpatrując się w okno.

- Wszystko w swoim czasie. A chcę ci pomóc, przecież widać po tobie, że nie jest dobrze... - Yarato spojrzał na jej twarz, po czym uśmiechnął się do niej i znów odwrócił, by w zamyśleniu patrzeć na krajobraz faveli, coraz bardziej zasłaniany przez kończących już imprezę ludzi, rozchodzących się do domów, w tym samego El Vulcanica, niosącego na swych plecach półtonowy wzmacniacz.

- Ale ja nie chcę o tym opowiadać. - Liria zaczerwieniła się jeszcze bardziej i spojrzała w dół. Jej twarz zmieniła twarz jeszcze mocniej, gdy Shiri złapał ją za dłoń i z uśmiechem poprosił ją jeszcze raz, by powiedziała co jest. Ta znów się nie zgodziła - mimo, iż wiedziała, że potrzebuje pomocy.

Dopiero po dłuższym czasie wyznała o swoich problemach z jednym z członków gildii Salvanti, niejakim Pablo d'Brus, który regularnie napada i grabi jej rodzinę, a także kilka innych. Jak to na Złego Człowieka przystało, żąda świadomie coraz większych kwot, grożąc, że gdy nie zapłacą, zgwałci kobiety i zabije mężczyzn. Yarato poczuł w tym - oprócz, oczywiście, grozy - pewną sucharowość w działaniu. Zobowiązał się jednak swej przyjaciółce, że gdy tylko załatwi sprawy z Cheo oraz mafią Sokoban, zajmie się też d'Brusem - jeśli nie sam, to z przyjaciółmi.

Na jego barki spadł szybko kolejny obowiązek, gdy wracając od Lirii zauważył, że grupka kilku ludzi kradnie potężnie wzmacniacze El Vulcanica, a on sam leży skatowany na ziemi. Podbiegł do niego i pomógł wstać, po czym gdy ten poprosił go o dwa łyki srogiego basu, wyjął z kieszeni swój głośniczek i puścił pierwszy lepszy kawałek Dropteka, co od razu ocuciło młodego artystę od imprez. Poprosił on o pomoc Shirego w odnalezieniu jego wzmacniaczy, które czule nazywał nakurwiatorkami, Yarato zaś odpowiedział mu, że spoko, ale gdy tylko rozprawi się ze swoimi innymi problemami. Tydzień wydał mu się odpowiednim terminem.

- Kurwa, Shiri, jaki tydzień? - krzyknęła na niego Viridi, gdy ten opowiedział jej o tej sytuacji. - Skąd wiesz, ile czasu zajmie nam ta partacka robota z Cheo?

- Spokojnie, spokojnie... - odpowiedział Yarato, po czym spojrzał w dół i zasłonił sobie prawe oko. - Widzę Cheo, aktualnie jest, ugh... no, gdzieś w drodze do Riffautae. Ciekawe, co chce tam zrobić tym razem...

- Idzie pieszo? - spytała się dziewczyna, wyraźnie zaciekawiona tym, co widział jej przyjaciel.

- Si, mio chica - odpowiedział chłopak. - Y que?

- Sam jesteś, kurwa, kłem - odparła mu Viridi, o mało nie uderzając w twarz. - Mów w jedynym słusznym języku, to znaczy polskim.

- Tak, tak. Idzie pieszo... - odpowiedział chłopak, śmiejąc się.

Wykurwiście. - pomyślała dziewczyna, po czym uśmiechnęła się i usiadła na murku pomiędzy ulicami Kalvi oraz Remi; spojrzała w niebo i zaczęła zastanawiać nad planem. Robiło się już ciemno, godzina dochodziła dwudziestej pierwszej, jeśli mówić o czasie słonecznym; zachód słońca upiększały nieliczne chmurki, rozbłyskujące wieloma kolorami. Yarato nie przeszkadzał jej w myśleniu, również spojrzał w górę, postanowił jednak po prostu zachwycić się widokiem nieba.

Noc minęła spokojnie, rano zaś, gdy wszyscy się obudzili, Viridi przedstawiła plan działania. Wiedziała już, że Cheo jest gotowa do fuzji ze swymi wnukami oraz że jest w stanie ich zmusić do niej. W starciu z taką potęgą, jaką jest jednostka po fuzji, zwłaszcza gdy chodzi o połączenie babuszki z Aridu i Filemonem - trójki znakomitych magów, którzy mogliby każdy z osobna połasić się o tytuł maga klasy "S" - możliwość była tylko jedna, a była to siła Matsu wsparta przez duchy Chloe i magię Shirego; reszta miała ich wspierać w razie czego. Samą prowokację do fuzji miała wykonać Viridi, atakując tą trójkę frontalnie.

Zabezpieczeniem przed Magią Obserwacji, którą posługiwał się Filemon miała być ta sama magia w wykonaniu Rexa, który w jakiś tam sposób ma zapewnić, że ten nie wyczuje obecności pierdyliarda Dragonów. Inuictus zgodził się na wykonanie takiej dywersji.

Zgodnie z planem, wszyscy wyruszyli o piętnastej w stronę Riffautae skradzionym tramwajem. Do nadrobienia mieli kilkaset kilometrów, a więc właściwa walka miała odbyć się późnym wieczorem, po zmroku. Ciemność nie była aspektem ani pozytywnym, ani negatywnym, a zmęczenie raczej dopisuje starym babciom, a nie młodym drapieżnym magom.

Drogi czytelniku, nawet nie chcesz wiedzieć, w jaki sposób ci kretyni ukradli tramwaj.

A tym bardziej nie chcesz wiedzieć jakim cudem poruszali się nim tam, gdzie nie ma torów i elektryczności.

Część II Edytuj

Wybiła północ. Idealny moment na atak, nieprawdaż? Tak też pomyśleli nasi kochani bohaterowie! Cheo i jej dwójka wnuczków jednak nie spała - pruli naprzód. Nie byli zbyt zmęczeni, tak samo jednak najarani walką Dragoni. Rex rozpoczął dywersję, przez co Filemon zaczął wyczuwać dokoła siebie setki nagich panienek. Gdy jednak zrozumiał, że ich nie ma, było już za późno by myśleć.

Na twarze rodzinki Saroth padło potężne światło przebijające otoczenie. Mimo północy i zachmurzonego nieba, wszystko było dokładnie widać - i to jednak Dragoni mieli zaplanowane. Chowali się wystarczająco daleko, a na miejsce starcia wybrali las, więc nie było ich widać.

Viridi zaatakowała, wytrącając Aridu i kilka drzew za nim z równowagi oraz z korzeni; Filemon chciał zareagować, ta jednak była za szybka i uderzyła go prosto w orzeszki, a gdy ten zwinął się z bólu, ta kopnęła go w twarz, co spowodowało jego przelot w powietrzu na kilka metrów w tył oraz podwójny koziołek. Biedak zawył wysokim głosem.

Cheo dawała radę parować ciosy Kiby przez całe piętnaście sekund, wiedziała jednak że coś jest nie tak. Gdy tylko na chwilę się rozkojarzyła, została trafiona jej wiązką oślepiającego światła, przez co na dobre straciła wzrok w prawym oku, a temperatura o mało nie spaliła jej twarzy.

Nawet z jednym okiem była w stanie utrzymać przez chwilę kroku Viridi, nie wychodziło jej to jednak zbyt dobrze. Już po chwili została trafiona drugi i trzeci raz, wtedy jednak z odsieczą ruszyła magia Aridu. Jego dym został jednak całkowicie zniszczony przez niesamowite światło Kiby. Ataki lustrami Filemona bardziej poruszyły Rexa, który wzruszył się na widok tego cudownego wykorzystania magii obserwacji, aniżeli samej dziewczyny, która po prostu je rozbijała na bieżąco.

Dwie minuty tej niesprawiedliwej walki jeden na trzech doprowadziły jednak Viridi do zmęczenia, podczas którego zaczęła tracić przewagę coraz bardziej. Kontrując tworzone przez maga obserwacji lustra została trafiona przez Skowyt Śmierdzącego Smoka Aridu, przez co upadła na ziemię, gdzie dopadły ją Kleszcze Obrzydzenia Śmierdzącego Smoka tego samego maga. Wydawało się, że już jest przesądzone, gdy nagle dziewczyna wydostała się potężną, świetlistą eksplozją z opresji i użyła swej Świetlistej Lancy Feniksa na Filemona, który został nią trafiony i przyparty do szóstego drzewa, które było za nim - resztę obalił swoimi plecami z ogromnym bólem.

Nie miał już ani orzeszków, ani kręgosłupa. Zwłaszcza moralnego.

Został pozbawiony jakiejkolwiek możliwości ataku. Kiba jednak niespodziewanie przegrała starcie z Cheo oraz Aridu - wygrywała jeden na trzech, przegrała jednak jeden na dwóch. Gdy jednak tylko staruszka miała zadać decydujący cios, Rex wytworzył dwa lustra - jedno przed nią, drugie za nią, przez co babcia ogłuszyła samą siebie. Przypał.

Viridi wydostała się z kolejnych już kleszczy stworzonych przez Aridu i sama użyła Eksplozji Światła Feniksa, oślepiając ich obu. Miała szczerą nadzieję, że wreszcie się połączą w jedność i będzie można podejść do planu tak, jak zaplanowała. Cheo jednak nieco zwlekała z tą decyzją - toczyła walkę ramię w ramię ze swoim wnukiem, dzieląc z nim nawet tą samą magię, jako iż sama również potrafiła korzystać z Magii Śmierdzącego Smoka.

Tyle cuchnących ataków obrzydzało nieco pedantyczną - jak większość magiczek światła... - Kibę, przez co jej furia wzmogła się jeszcze bardziej. Ruszyła frontalnie na Aridu, a gdy ten zaatakował, przecięła jego Wstęgę Smrodu swoim Mieczem Lśnienia, po czym uderzyła go w pysk, a gdy ten się zbierał do siebie po ataku, użyła na nim Wspaniałej Szczęki Świetlistego Smoka. Światło stało się nie do wytrzymania dla każdego w pobliżu.

Mag dymu zamknął swe oczy, nie mógł przez to jednak się bronić, przez co Szczęka Smoka zmieniła jego prawą nogę w czysty żywioł. Z jego przeciętego w pół uda zaczęła cieknąć krew. Był bliski śmierci, a Cheo to wiedziała.

Fuzja korzystała z potencjalnego maksimum siły fizycznej i duchowej osób nią połączonych, dlatego mogła jeszcze odratować młodego Sarotha. Jej wykonanie trwało zaledwie ułamek sekundy, podczas której jednak eksplodował mrok tak silny, że światło Viridi zostało z niej literalnie zdmuchnięte, a gdyby ona sama nie zmieniła swego ciała z czystego żywiołu na zwykłe, zginęłaby na miejscu. Matsu również poczuł niesamowitą siłę tego mroku.

Z ciemności wyłoniła się postać mężczyzny, jako iż fuzja połączyła więcej osobników tej płci. Jego włosy były czarne, ich głębia przebijała nawet głębie czerni włosów Viridi. Fryzurę miał ułożoną w stylu podobnym do Gohana, aczkolwiek jego wyraz twarzy nie był pogodny. Miał stosunkowo duże oczy koloru zielonego, średniej wielkości nos i smukłe wargi, które nadawały mu wyglądu irytującego typka.

Odziany był w czarną szatę, niczym członek Akatsuki z Naruto, jednakże bez jakiś pedalskich chmurek. Była cała czarna, jedynie na piersi wyrysowany był zielony krzyż celtycki. Jego obuwiem były granatowe, modne buty ze skóry. Cała jego postać nieco się świeciła.

Viridi wiedziała, że jej atak jest bezskuteczny; Matsu jednak już miał przygotowaną swą formę dwóch żywiołów i wystarczyło ją tylko aktywować. Dragoni wychylili się zza drzew, by dokładniej móc obserwować przebieg akcji, Rex jednak dał im znać by w miarę możliwości użyli swych zaklęć obronnych na samych siebie oraz daleko się odsunęli. Yarato użył swego Wsparcia Krwi na Sharpa, nie wycofując go jednak od Viridi. Jego Strumień Wzroku, który miał śledzić Cheo, eksplodował, przywracając Shiremu doskonały wzrok w lewym oku.

- Cześć, śliczna - spokojnie powiedziała postać stworzona dzięki połączeniu trójki Sarothów. - Jako iż powstałem z Aridu, który jest najsilniejszym z tej trójki, Filemona oraz Cheo, raczę przedstawić się jako Arileo. Moje nazwisko raczej znasz. - mężczyzna ukłonił się szyderczo. - Nie zamierzasz ze mną walczyć, prawda?

- Masz absolutną rację. - odparła Viridi, oddalając się. Wtem w oka mgnieniu została ugodzona przez fuzyjnego Sarotha w plecy z pięści. Z jej ust trysnęła krew, a ona sama przewróciła się z krzykiem. Moc Arilea nieco przeraziła wszystkich Dragonów, a zwłaszcza samego Matsu, który miał z nim, wraz z innymi Dragonami jako wsparcie, stanąć do walki.

Mężczyzna stanął nad zaskoczoną i obolałą dziewczyną, po czym obrócił ją kopniakiem tak, że jej twarz była skierowana ku niebu; siłą otworzył jej oczy. Widzisz? Moja moc też się świeci - rzekł do niej, po czym gotów był już zmienić jej głowę w krwawą papkę, gdy wtem uderzyła go seria lodowych robaczków, nieco wytrącając z równowagi. W tym czasie światło buchnęło w niesamowity sposób po raz kolejny - Sharp stał się gotowy do walki.

Zanim Arileo zdążył uderzyć Viridi w celu jej uśmiercenia, pięść Matsu wylądowała już na jego twarzy, co odepchnęło go o pół metra. Sharpa nie zdziwiło to ani trochę, był nawet zadowolony że jego atak wskórał cokolwiek. Saroth nie atakował.

- Ah, więc twoja forma również preferuje pięści w walce, a nie magię? Cudownie. - powiedział mężczyzna w czerni. - Rozumiem, że jak spróbuję ją uśmiercić, albo tego duszka, który właśnie gdzieś spierdala z jej ciałem, to znów mnie uderzysz? - spokojnie zapytał się swojego oponenta, wskazując palcem na ducha stworzonego przez Chloe, który ratował Kibę.

- Jasne. To co, do dzieła? Wiem, że cię to kusi. - powiedział Matsu. Nie był jednak tak pewny siebie jak Arileo.

Rex przygotowywał już w razie czego plan ucieczki. Jego magia jasno pozwoliła mu ocenić sytuację - widział więc, jak duża jest przewaga Sarotha nad Sharpem.

Część III Edytuj

Arileo rzucił się na Matsu z prędkością na tyle wielką, że jego własna poświata miała problem z nadążeniem za nim; w biegu przygotował sierpowego, który został zablokowany przez gardę Sharpa; uderzenie było na tyle mocne, że wywołało małe tąpnięcie i pod oboma walczącymi ziemia nieznacznie pękła. Członek Dragonów postanowił kopnąć swego przeciwnika, ten jednak uniknął ciosu odpychając atakującego, wybijając się na jego ciele na tyle mocno, by umożliwić sobie podwójne salto w tył.

Wylądował na jednej z gałęzi pobliskiego drzewa, które jeszcze stało. Adrian i Luke wychylili się zza kryjówki i spokojnie obserwowali wydarzenia; Shiri stale starał się mieć oko na to, co się dzieje.

Matsu zahamował nogami, trąc nimi o ziemię tak mocno, że zapadł się w niej na ćwierć metra wgłąb, ale dzięki swej magii tą zaoraną glebę przerzucił sobie na nogi w sposób taki, że wzmacniała ona jego bieg. Rzucił się na Arilea, próbując zajść go od boku, jednak jego sztuczka nie powiodła się, gdyż ten nie czekał, tylko wyszedł mu naprzód. Przyjął wzmocniony dwoma żywiołami cios Sharpa na swe skrzyżowane ręce; ziemia znów tąpnęła.

Widząc to, Matsu wpadł na pewien pomysł. Skupił się na drobną chwilę, wytwarzając tarczę ze światła dokoła siebie. Zaoszczędzony w ten sposób czas wykorzystał na zniszczenie tego fragmentu lasu, w którym walczył. Liczył, że zaorana ziemia pełna połamanych drzew da mu, jako magowi piasku, przewagę. Był to przecież jego żywioł.

Rozległa się eksplozja, której fala uderzeniowa dotarła daleko poza las, płosząc zwierzęta. Wszystkie drzewa w promieniu kilkunastu metrów zostały połamane, a Dragoni musieli nieźle się wysilić, by nie stracić równowagi. Duch Pudziana przywołany przez Chloe trzymał wpół przytomną Viridi.

Arileo nie został jednak zmieciony ani zniszczony przez wybuch - po prostu zasłonił sobie twarz rękoma, by ani jedno ziarno piasku nie wpadło mu do oka. Gdy piach o mało nie wessał go pod siebie, ten po prostu skoczył na kilka metrów w górę.

Pomysł Sharpa nie okazał się być zbyt dobry - zużył on na niego dużo swej energii, a prędko okazało się, że nie dało mu to żadnej przewagi - Arileo po prostu przemieszczał się po zniszczonym terenie tak szybko, by nie móc się zapaść, oraz skakał po obalonych drzewach. Matsu próbował go dopaść jednocześnie używając magii do wytwarzania i kontrolowania ziemi, która była dokoła oraz swej siły fizycznej. Żaden z tych sposobów nie sprawdzał się za dobrze.

Sharpowi udało jednak zbliżyć się i doprowadzić do chwilowej wymiany ciosów. Mimo tego, iż to on był atakującym, został trafiony dobitniej - gdy tylko chciał zaatakować Arilea z łokcia, ten sparował jego cios i podciął mu nogi, po czym gdy Dragon odruchowo się schylił, został trafiony obiema rękoma Sarotha tak, że trafił na ziemię. Widząc, że się przewraca, Matsu stworzył sobie podziemny tunel, dzięki któremu wydostał się za plecami swojego przeciwnika.

Ten jednak wyczuł plan swojego przeciwnika i wręcz natychmiastowo obrócił się z wyciągniętą pięścią do ataku, którą Sharp zablokował jedną ręką. Uderzeniu towarzyszył potężny rozbłysk światła, który Matsu przechwycił i wycelował Sarothowi w oczy. Udało mu się trafić w lewe oko, okazało się to jednak niewystarczające i kolejne dwa ciosy Dragona poleciały - chcąc nie chcąc - w powietrze.

Arileo miał przewagę nad Sharpem, którego zaczynało już dopadać zmęczenie. Zauważyli to Adrian i Luke, więc w momencie gdy Matsu znów prowadził dynamiczną wymianę ciosów z Sarothem, przygotowali swój atak na pomoc. Gdy tylko obaj walczący oddalili się od siebie, potężna salwa ognistych pocisków wystrzeliła w potrójną postać oponenta.

Niespodziewanie, wszystkie pociski zniknęły za szklaną ścianą, którą Arileo wytworzył wręcz w oka mgnieniu. Chwilę później, gdy ten śmiał się już z niemałego zdziwienia na twarzach Dragonów, uderzyły one w Xandreda i Petera, którzy - jak im się wydawało - byli dobrze ukryci. Magia Obserwacja Rexa nie dawała rady nadążyć nad taką siłą.

Magowie wody otrzymali wręcz natychmiastowe wsparcie od Shirego, który dzięki swym wszechobecnym wręcz strumieniom wzroku niejako przewidział, co może się stać, jego magia nie zablokowała jednak całkowicie ataku Luka i Adriana, dała jednak czas atakowanym na wytworzenie swych własnych barier.

Matsu wrócił do walki z Arileo ze zmienioną, nowatorską techniką. Wszystkie ciosy zaczynał bowiem z pięści, gdy były jednak blisko celu, otwierał pięść, z której wydostawało się potężne światło. W ten sposób było mu łatwiej trafić; technika odniosła sukces - Saroth został trafiony cztery razy i na chwilę zepchnięty do defensywy.

Jego obroną okazał się atak - i to nie byle jaki. Używając całej swej siły podniósł jedno z mniejszych obalonych drzew i cisnął nim w Matsu, do czego dorzuł jeszcze kilkanaście chmur dymu. Każda z nich była na tyle mocna, że przeżerała powietrze dokoła siebie. Sharp dał radę przełamać rzucone drzewo na pół, po czym odskoczyć i uniknąć toksyny; gdyby jednak nie użył magii do wybicia się, byłoby kiepsko.

Dragon powoli tracił zdolność do utrzymywania dwóch żywiołów na sobie - zmęczenie zdecydowanie brało górę. Rex zauważył to, lecz wstrzymał się od decyzji ucieczki. Poprosił swoich kompanów o możliwie jak najbardziej irytującą formę ataku, jaką tylko się da - naparzanie słabymi atakami w celu rozproszenia przeciwnika. Szybko w stronę Sarotha poleciały tysiące pozornie bezsensownych kul ognia i wody; sopli lodu i eksplodujących duszków.

Pole bitwy pokryło się dymem, który teoretycznie powinien dać przewagę Arileo, jednak Matsu wykorzystał to o wiele lepiej, atakując go z zaskoczenia. Saroth został ugodzony w kark z całej siły przez Sharpa, po czym wytrącony z równowagi przez kopniak w tył kolana i sprowadzony na ziemię kilkoma kolejnymi uderzeniami.

Kurz szybko opadł i znów widać było magiczne rozbłyski żywiołów światła i piasku po każdym uderzeniu Dragona, który po raz kolejny wyszedł na prowadzenie w boju. Arileo dwa razy podjął próbę wyrwania się spod ciosów swego oponenta, został jednak zablokowany raz przez parę Adrian/Luke, a raz przez Xandreda/Petera. Następna próba mu się nie powiodła, gdyż był już opleciony przez wodę Shirego, która blokowała mu ruchy.

Gdy ten postanowił pozbyć się wodnych więzów, eksplodując energią na zewnątrz, okazało się to być jego największym błędem od początku walki. W wodzie pływały bowiem tysiące małych, destruktywnych duszków-samobójców przywołanych przez Chloe i gdy Arileo uwolnił swą energię, one wszystkie eksplodowały, o mało go nie zabijając. Chloe i Yarato przybili sobie piątkę.

Atak ten znacząco osłabił Sarotha, był on jednak w stanie walczyć dalej. Był zirytowany tym, w jaki sposób dał się podejść, ruszył więc na Matsu całą swą siłą. Mimo obrażeń, Sharp był w gorszym stanie i z trudem powstrzymywał się od dezaktywacji swojej formy dwóch żywiołów, został więc boleśnie trafiony prosto w brzuch - nie dał rady uniknąć szybkiego ciosu Arilea, który na dodatek użył luster do jego idealnego przekierowania.

Dragon upadł na ziemię, po czym został kopnięty dwa razy w głowę. Wszelkie ataki kompanów nie dawały sobie rady, gdy były puszczane na taką odległość - Saroth był w stanie przekierowywać je jak tylko chciał.

Adrian i Luke nie czekali aż Arileo zabije im kompana, którego wygląd stał się z powrotem normalny, ludzki. Jego magia opadła z jego ciała. Widząc, jak Sharp z trudem oddycha i powoli mdleje, ruszyli z odsieczą. Dragneel rzucił się frontalnie, a Luke stanął i wyciągnął dłoń do przodu.

- Nie rozumiem, co ma dać im ten atak, ale w sumie jesteśmy bez wyjścia... - pomyślał Rex patrząc na atakujących magów ognia. Wiedział już, co knują jego kompani. - Shiri! Wiesz co robić! - krzyknął na Yarato, który obrócił się w jego stronę i uśmiechnął się, unosząc kciuk w górę.

Zapowiedź rozdziału XII Edytuj

Ale jaki atak? Co ma im dać? Autor serii znów przerywa w najgorszym momencie, każąc czekać na rozdział dwunasty, zatytułowany "Siła Woli: Fuzja". Stay tuned!

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki