FANDOM


OkładkaRozdziału3KDT
Rex Wszechwiedzący
Angielski

Rex the Wise

Informacje
Seria

Kroniki Dragon Tale

Tom

1

Saga

Saga Początki

Inne rozdziały
Rex Wszechwiedzący (ang. Rex the Wise) to trzeci rozdział Sagi Początki oraz Kronik Dragon Tale.

- Szybciej, pośpiesz się Hope! - krzyknął Luke pakujący swoje rzeczy do torby. Po wrzuceniu do niej książki O obrotach ciał kobiecych, zasunął torbę, przewiesił ją przez ramię i rzekł: - Dobra, wszystko spakowane. Rzeczy z gabinetu mam, list w książce O obrotach..., kryształ schowałem w pudełeczku i jest pod bielizną w torbie... Okej, mamy wszystko, chodź Hope, musimy oddać kluczę recepcjonistce.

Luke i jego Exceed zeszli po schodach i szybkim ruchem podeszli do recepcji. 

- Ślicznie pani dzisiaj wygląda i równie ślicznie dziękuję za każdą wspaniałą chwilę spędzoną z panią, kiedy to pani przychodziła ze śniadaniem do mojego pokoju, czy wymieniła pani parę słów ze mną. Mam nadzieję, że się kiedyś zobaczymy, a kto wie...

- Luke... Niki... - szepnęła Hope na tyle cicho, że tylko Luke to słyszał.

Bardzo seksowna recepcjonistka zarumieniła się, po tym jak spojrzała na Luke'a, który uwodzicielsko uśmiechnął się. Luke postanowił się troszkę zabawić i podkręcił temperaturę, przez co recepcjonistka zdjęła mundurek i rozpięła trzy, może cztery guziczki przy koszuli i lekko się nachyliła przybliżając się do Luke'a, który również się przybliżył podpierając się łokciem. Uśmiechnął się, spojrzał dziewczynie w oczy i powiedział:

- Bardzo mi przykro, ale na mnie już czas. Mam nadzieję, że się kiedyś zobaczymy. Oczywiście zapraszam do Urbem, nieopodal znajduje się moja gildia, a troszeczkę dalej akademik, w którym mieszkam. Otworzę przed tobą drzwi z wielką przyjemnością, bowiem taka piękna kobieta jak ty musi mi dotrzymać towarzystwa chociaż na momencik. Napewno będą to wspaniałe chwile. - uwodzicielskim głosem całkowicie zarumienił dziewczynę i odsunął się. 

Recepcjonistka uśmiechnęła się szeroko, rumieńce zniknęły jej z policzków i odsunęła się od Luke'a oblizując dolną wargę. Luke oczywiście puścił do niej oczko i wyszedł z motelu.

- Luke, czy ty musisz robić to za każdym razem kiedy w okolicach są ładne panny? - zapytała Hope. - Tej recepcjonistce zrobiło się mokro na samą myśl, co by mogła z tobą robić, gdyby nie Niki...

- Kocham Niki i nigdy bym nie zrobił jej świństwa, ale wiesz jak to ze mną jest, zabawić się zawsze można. Widziałaś jej minę? Haha! - Luke ponownie uśmiechnął się, a Exceed usiadł mu na rumieniu i wtulił głowę w jego włosy. 


Pociąg jadący do Urbem już ruszył, a Luke wszedł do swojego przedziału. Na korytarzu było dość pusto, ale czemu się dziwić. Była późna godzina. Usiadł i wyjął z torebki smakowitą kanapkę, którą zaczął ze smakiem zajadać. Spoglądał na okno, księżyc świecił się srebrzyście, obok spała Hope, na którą od czasu do czasu zerkał mag.

Nie wiedząc co robić, sięgnął po książkę O obrotach ciał kobiecych, która nieźle go zaciekawiła. W myślach powtórzył sobie pewien cytat:

Nie musisz być wielkim fanem koszykówki, żeby wiedzieć, że rzut za trzy punkty jest lepszy niż "osobisty" za jeden. Ta zasada obowiązuje zarówno na parkiecie, jak i w łóżku. Hehe. Bardzo wciągająca lektura. - pomyślał i po przeczytaniu kilku zdań odłożył ją z powrotem na miejsce.

Nie mając co robić, wpatrywał się w kryształ. Będący w kształcie ptaka kawałek kryształu bardzo zaciekawił Reyesa i przez chwilę Luke zastanawiał się, czy aby napewno kryształ był kluczem do teleportu? Przeczytał też również list, w którym Alexander opisywał pomoc, któej udzielał dla niejakiego Jacoba. Podsumowując wszystko Luke powiedział:

- W takim razie ten cały Jacob musi być kluczem. Dlatego Klan Upadłych go ściga, a morderca Alexandra musi być jednym z generałów armii. Prawdopodobnie nadal go ścigają, jednakże ostrożnie, gdyż chłopak posiada zdolności magiczne, bardzo potężne, gdyż jest potomkiem samej Dary Lorren, także dla samych upiorów jest ciężko...

- Zgadzam się z tobą w całości, Luke... - powiedziała lekko zaspana Hope. - Ale mógłbyś pozostawić to cale śledztwo na jutro? Jest późna godzina, zdrzemnij się.

- Masz rację. - przyznał rację swojej kociej siostrze i zamknął drzwi do przedziału. Położył się i faktycznie zasnął.

Nagle zza paru ścian dobiegały odgłosy jęku i płaczu. Luke gwałtownie zerwał się na równe nogi i otworzył drzwi. Stanął w progu i spojrzał się w lewo, tam, gdzie ktoś płakał, mówiąc:

- Proszę... Zostawcie mnie... Nie róbcie tego... Zostaw!!! - to był głos młodej dziewczyny, następnie Luke usłyszał śmiech dwóch, może trzech mężczyzn.

- Sku*wysyny... - warknął i pobiegł do przedziału należącego do młodej dziewczyny. Leżała tam w rozerwanych ubraniach, a obok niej stali dwaj grubi mężczyźni. Jeden z nich leżał na niej z rozpiętym rozporkiem i rowem na wierzchu. Płakała broniąc się ze wszystkich sił. Po jednym facecie widać było, że go zadrapała. 

- To cię dziwko nauczy kultury! - wrzasnął leżący na niej typ.

- To może ja was nauczę kultury, łajzy! - wrzasnął Luke. Mężczyźni gwałtownei odwrócili się w jego stronę.

- A w ryj chcesz, pedale? - zasyczał jeden ze stojących obok dziewczyny facetów. Gwałciciel wstał z dziewczyny i zapiął spodnie.

- Na co się gapicie, na niego? Z tą małą pobawimy się później. - Typek wyjął nóż spod kamizelki i podszedł do Luke'a, który westchnął i powiedział:

- Serio tego chcecie? Wyjdziecie stąd grzecznie, proszę, albo się zdenerwuję i nakopię wam do dupy tak mocno, że prawdopodobnie będą was stąd wynosić na szynach... - syknął złowrogo Reyes.

- Ha! Mamy się ciebie bać, człopczyku?? - zaśmiał się gruby facet z blizną na twarzy. - Jak ci sklepiemy mordę, to już nie będziesz taki piękniś. Na niego!

Luke zrobił unik, na tego, który chciał go dźgnąć nożem. Obrócił się i zaowocowało to potężnym uderzeniem, który powalił jednego z typów na ziemię. Luke szybkim ruchem wyjął nóż z ręki faceta, złamał mu rękę, a następnie z półobrotu sprzedał kopniaka drugiemu mężczyźnie, który rozbił szybę głową i zsunął się na ziemię. Ostatni, wcześniej gwałcący dziewczynę chłop ze złamaną ręką zamachnął się nad Luke'iem, ale ten był szybszy i ekspresowo sprzedał mu lewego sierpowego w twarz. Facet zachwiał się i upadł na kolana. Luke odwrócony do niego plecami odwrócił się po chwili i kopnął go tak, aż ten wyleciał poza przedział. Dwaj jego koledzy dyszeli i jęczeli z bólu. Tamten leżał nieprzytomny.

- Spokojnie, żyje, ale jest nieźle poturbowany. Liczę do trzech i macie stąd spieprzać, za nim się zdenerwuję i będzie z wami jeszcze gorzej.

- Ech... To ta mała dziwka!

- Jeszcze raz - zamachnął się Reyes. - Jeszcze raz usłyszę to słowo, a utnę ci jęzor, a przy okazji też coś innego!

- Dobra, dobra... Spokojnie, pozwól skończyć... Ta-ta mała poprosiła nas o to, abyśmy ją zabrali do Satro. Nie miała kasy to ją wzięliśmy. Była milutka, ale Ernest klepnął ją w tyłek, włożył rękę pod spódniczkę, a ta szmata... - Luke nie wytrzymał i sprzedał mu kopniaka w twarz. Typ stracił przytomność.

- Co... Zadrapała cię, biedaczku? Wasz przedział, okej, ale dziewczyna idzie ze mną. Spróbujcie jej spojrzeć w oczy, syknąć cokolwiek, przejść obok mojego przedziału, a będzie o wiele, wiele gorzej. Powtórz to kolegom, jak się obudzą. A trochę pośpią.

- Kim ty do cholery jesteś?

- Nie szczekaj tyle... Jeśli tak bardzo chcesz wiedzieć, jestem Luke Reyes, Smoczy Zabójca, mag... Uwierzcie mi, to co z wami zrobiłem to tylko przedsmak tego, co mogę dopiero zrobić... - Luke spojrzał się na dziewczynę.

- Chodź ze mną. - Luke złapał ją za rękę, owinął kocem i przytulił. Zaprowadził ją do swojego przedziału i powiedział:

- Już wszystko dobrze, nic ci nie grozi. Jeżeli tutaj przyjdą, Hope wrzaśnij, a ty zatkaj uszy. Wtedy przyjdę i nauczę ich kultury definitywnie.

- Dzię-dziękuję, ja... Ja tak się bałam - dziewczyna rozpłakała się i wtuliła się w Luke'a. - Dziękuję.

- Jedziesz do Satro? - zapytał.

- Ja...ja nie mam domu, nie mam gdzie się podziać...

- W takim razie jedź ze mną do Urbem. Mieszkam tam w akademiku, w mojej gildii. Są tam najlepsi ludzie, jacy mogą chodzić po tych ziemiach. - Reyes uśmiechnął się i wstał. Hope usiadła dziewczynie na kolanach i zaśpiewała przepiękną melodię, dzięki której dziewczyna przestała płakać. Mag na chwilę wrócił jeszcze do przedziału gwałcicieli. Jedną ręką złapał jednego mężczyznę, a drugą drugiego. Trzeci wpatrywał się głupio w chłopaka. Luke postanowił to wykorzystać i rzucił kulą ognia obok trzeciego faceta.

- Aaaa!!! Aaaaa!!! - wrzasnął ze strachu i schował głowę pod poduszkę. Smoczy Zabójca opuścił przedział, topiąc zamek. 

- Posiedzicie tu sobie, a rano znikniecie mi z oczu raz na zawsze!


Środa, godzina 7:30 rano. Dziewczyna spała jak zabita, ale przebudziła się. Luke siedział naprzeciwko i uśmiechał się. Dziewczyna lekko się zarumieniła.

- Nie zapomnę tego, co dla mnie zrobiłeś... em... Luke. Naprawdę mogę jechać z wami?

- Oczywiście. Poznasz moich przyjaciół, członków ogromnej rodziny. - Luke oddał szczery uśmiech i dał dziewczynie zamkniętą miskę z ciepłą zupą. - Zjedz, marnie wyglądasz, ale nie dziwię Ci się. Dużo przeszłaś. Za chwilkę dotrzemy na miejsce. 

- A... a tamci? - zapytała.

- Haha, wszyscy jęczą z bólu. Dobrze im tak, za to co ci zrobili... Nadal nie wiem, jak masz na imię?

- Marika.

- Marika. - uśmiechnął się. - Miło mi cię poznać Marika, jestem Luke. - podał dziewczynie rękę i spojrzał się na jej ubranie. - Łajzy... zerwały z ciebie ubranie. Załóż moją kurtkę i owiń się kocem. Jest wyjątkowo zimno.

- Dziękuję. Jestem ci wdzięczna.

- Nie jesteś... Zrobiłem, co należało. - Mag uśmiechnął się znów i wstał. - No! Jesteśmy na miejscu, czas wysiadać. Spokojnie, oni już dawno wyszli, widzę ich przez okno, spieprzają, gdzie pieprz rośnie, haha!

Marika uśmiechnęła się i wstała. Luke biorąc torbę otworzył drzwi i przepuścił dziewczynę. Hope siedziała mu jak zwykle na ramieniu.


Dwie godziny później on, Marika oraz Hope stali w progu drzwi siedziby gildii Dragon Tale. Jest ona remontowana, ale pełno w niej ludzi.

- Nic się nie zmieniło przez ten tydzień! - westchnął Luke uśmiechając się do Naomi. - Naomi! Zrób tej dziewczynie coś do jedzenia i picia i koniecznie daj jej ubrania!

- Co się jej stało? - zapytała Naomi zakrywając usta.

- Jej współlokatorzy w przedziale byli bardzo niekulturalni. Nauczyłem ich kultury. Cześć, ślicznoto. Idę szukać Rexa, widziałaś go może?

- Ach tak! Szedł właśnie na górę, pewnie do biblioteki. Jest z nim Adrian.

- Okej, dzięki.

Luke wszedł do biblioteki. Na widok Adriana i Rexa uśmiechnął się. 

- Brachol! - krzyknął Adrian, podbiegł do Luke'a i klepnął go przyjacielsko po ramieniu. Luke również przyjacielsko uścisnął Adriana, a następnie Rexa.

- Super znów was widzieć, ale nie czas na przyjacielskie imprezy i tym podobne. Muszę wam coś opowiedzieć.

I tak Reyes opowiedział chłopak, jak to zabił scolopendromorfa, był świadkiem morderstwa, odkrył wiele ciekawych informacji na temat Klanu Upadłych i tajemniczej postaci Jacoba.

- Wiem z czym do mnie przychodzisz... - szepnął Rex. - Tak się składa, że wiem sporo na temat Klanu Upadłych, właściwie o ich władcy, Iredanie. Tak się składa, że wierzę w ich istnienie. Jest to raczej pewne.

- Zaciekawiłeś mnie, kontynuuj. 

- Otóż... Iredan zazdrościł swojemu bratu władzy, dlatego go zaczarował, a następnie powiesił. Zwałszował list, w którym rzekomo pisał, że wszystkie obowiązki po nim przejmie Iredan. Szczegóły nie są mi znane, jednak muszę przyznać, że to co zrobił było po prostu bestialskie. Żołnierze, którzy mu pomogli w zabiciu króla, szybko zostali zabici przez samego Iredana. Rozłupał im czaszki... 

- Jasna cholera... - rzekł Adrian. - Ta książka jest super! - krzyknął podnosząc O obrotach ciał kobiecych. - Przeczytam wam coś...

- Później, Adi... Kontynuuj Rex.

- Po tym wydarzeniu zrobiło się głośno. W ich świecie Ean Ardh nigdy nie było tak, jak za czasów Taira. Rzecz w tym, że po tym czynie, Iredan kompletnie oszalał. Rządny krwi zaczął podbijać ziemię należące do jego kuzynów, mordując ich pracowników i rodziny. Nie oszczędził nawet dzieci... Najbrutalniejszych zbrodniarzy w ich świecie mianował generałami, a sam użył potężnego magicznego obiektu, by zasilić nim swój okręt powietrzny... zbudowany z kości ofiar... 

- Co? - Luke nie mógł uwierzyć w słowa wypowiedziane przez Rexa. - Skąd to wiesz?

- Tłumaczyłem książki ze starszej mowy na nasze. Znałem również osobę, która osobiście znała jednego z generałów, ale ona już nie żyje... dopadli go trzy dni po tym, jak mi wszystko opowiedział. Byłem w pobliżu... Bardzo dobry człowiek, ale zadał się z nieodpowiednim towarzystwem.

- Co oni mogą chcieć od tego chłopaka... Jacoba?

- Jak już wiesz... jest on dziedzicem mocy Dary Lorren. Dara Lorren dla niektórych była wielką władczynią, dla innych brutalną morderczynią. Miała potężny dar w którym się zatraciła. Dlatego jej matka zaklęła swoją rodzinę na wieki. Czar był tak potężny, że każde pokolenie Dary było potężne, jednakże ich potęga miała skutki uboczne. Niekontrolująca się nad sobą Dara doprowadziła do katastrofy, końca świata, jednakże w tym czasie potężni czarodzieje, m.in. Zarah, zablokowali bramę, pomiędzy światami. Wtedy Klan Upadłych wstrzymał się z podbojem naszego świata. Aż do teraz.

- Czyli... Trzeba znaleźć Jacoba, za nim zrobi to Iredan.

- Dokładnie. - zgodził się Rex.

- Jasna cholera... - syknął Adrian. - To poważna sprawa... Ale nie martwmy się na zapas! Musimy oblać twój powrót. Chodźmy na dół!

- Nie mam nic przeciwko. - powiedział Rex.

- Ja też nie, ale dołączę do was później.

Adrian i Rex zniknęli, a Luke jeszcze przez dłuższy czas myślał o tym, co powiedział Rex. To naprawdę niepokojące. Iredan okazał się nie tylko królem i potężnym czarnoksieżnikiem, ale też bezwzględnym i brutalnym mordercą, nie znającym litości. Nie pozostało nic innego jak brać się do roboty.


Ciąg dalszy nastąpi

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki