FANDOM


Niebezpieczna gra
Angielski

Dangerous Game

Informacje
Seria

Kroniki Dragon Tale

Tom

1

Saga

Saga Początki

Inne rozdziały
Niebezpieczna gra (eng. Dangerous Game) to pierwszy rozdział Sagi Początki oraz pierwszego sezonu Kronik Dragon Tale.

Do ogromnego budynku w środku miasta wszedł chłopak, dźwigając na plecach worek. Nie czuł zmęczenia, ani jakiegokolwiek obrzydzenia, gdyż z worka zaczęła kapać krew. Podszedł do drzwi i chciał zapukać, ale starszy mężczyzna otworzył je i rzekł:

- Wejdź, chłopcze - staruszek uśmiechnął się i przepuścił Luke'a. Luke rozejrzał się i postawił worek na stole. 

- Tak jak się umawialiśmy i jak było napisane w zleceniu. Zwykły scolopendromorf, którego można załatwić gołymi rękoma. Pluł kwasem, więc trochę się zeszło. - powiedział chłopak, pokazując staruszkowi kurtkę wyżartą przez kwas.

- Rozumiem, że nic ci się nie stało?

- Gdzie tam, taki scolopendromorf to łatwizna dla nas magów. Gorzej było z jego gniazdem. Były tam trzy młode, strasznie dzikie. 

- I co z nimi zrobiłeś?

- No cóż... Nie było innego wyjścia, więc je zabiłem... - mruknął i pokazał staruszkowi zawartość worka. Na widok zawartości staruszek szybko odsunął się od stołu i zamknął oczy.

- To się ruszało!!!

- Faktycznie. - powiedział Luke i dotknął ruszającej się części ciała potwora. Wytworzył ogień, który spalił pozostałości po scolopendromorfie. - Już po wszystkim.

- Dobrze się spisałeś, chłopcze. Nagrodę odbierzesz od mojego szefa, który na chwilę obecną przesiaduje w swoim gabinecie na trzecim piętrze. 

- Dzięki wielkie! - Luke miał zamiar opuścić pomieszczenie, ale staruszek krzyknął:

- Zaczekaj! To drobna zapłata ode mnie, jeszcze raz dziękujemy i mógłbyś właściwie...

- Co mógłbym właściwie? - powtórzył Reyes i spojrzał się na stół. - Aaaa... Zabrać szczątki? No dobra! 

Chwilę później Luke wyszedł z pokoju. Rozejrzał się szukając schodów na górne piętro. Kiedy je znalazł, przez okno wpadła Hope.

- Luke! Zgubiłam cię jak przechodziliśmy przez rynek, dlaczego się tak śpieszysz? - zapytała zmęczona lotem Hope.

- Haha, trzeba było nie rozglądać się po towarach, a iść za mną. Wiesz, że jesteśmy tutaj służbowo?

- Wiem, ale ten naszyjniczek był taki fajny!

- Jeżeli dobrze przeczytałem, za to zlecenie dostaniemy 10 000 kryształów. Postaram się kupić ten naszyjniczek, skoro ci się tak bardzo podoba.

Hope uśmiechnęła się i przytuliła się do ramienia Luke'a. Luke pogłaskał ją po głowie i zatrzymał się.

- To tuta... Ej! - krzyknął trącony przez tajemniczego mężczyzne, który szedł w przeciwną stronę. Tajemniczy osobnik nawet się nie odwrócił. - Żadnego przepraszam, ani pocałuj mnie w dupę!?

Luke poszedł na koniec korytarza, a mężczyzna w czarnej zbroi zniknął.

- Chodzić w takiej zbroi w środku lata? Chyba jakiś gość z północy, mniejsza o to, to chyba tutaj, co nie Hope?

- Ja nie wiem, to ty czytałeś zlecenie i ty rozmawiałeś ze zleceniodawcą.

- Ze zleceniodawcą nie rozmawiałem, tylko z jego pracownikiem. Mówił mi, że to na tym piętrze, ale które pomieszczenie...

Ze schowka na miotły wyszeł woźny, trzymając w ręku gruby sznur. Na policzku przyczepioną miał taśmę.

- Co się panu stało?! - zdziwił się Luke i spojrzał się w kierunku, w którym poszedł zakuty w zbroję osobnik.

- To ten... to ta... Jasna cholera!!! Podszedł do mnie i zapytał się, gdzie jest prezes, ja mu powiedziałem, że cały czas prosto i tam od razu po prawo są drzwi do jego gabinetu, a on pstryknął palcem i film mi się urwał. Obudziłem się związany w schowku na miotły... Głupio się czuję... 

- Jasna cholera... - szepnął Luke i zaczął biec w kierunku drzwi do gabinetu zleceniodawcy, kiedy je otworzył zastał makabryczny obraz. Zleceniodawca leżał cały zakrwawiony, miał wyłupane oko, naprzeciwnko stał ten sam mężczyzna w zbroi, który trącił Luke'a na korytarzu.

- Ty skur... Ej!!! - wrzasnął i tworząc kulę ognia, rzucił ją w kierunku mordercy. Ten lekko syknął i odwrócił się.

Luke miał zamiar uderzyć, ale mężczyzna złapał Luke'a tajemniczą siłą i cisnął nim o biblioteczkę, która zawaliła się za nim. Chwilę później Luke odrzucił ją z całych sił, książki latały po całym gabinecie, ale zbrodniarz niestety zniknął w wyczarowanym portalu. 

LukeManga

Jasna cholera...

- Jasne cholera... - syknął Reyes i uderzył pięścią o podłogę. To wszystko wydarzyło się tak szybko...

Do pomieszczenia wszedł woźny z dwoma strażnikami. Strażnicy wrzasnęli i chcieli rzucić się na Luke'a, ale on odskoczył i lekko odepchnął ich Podmuchem Smoka Wiatru.

- To nie on! - krzyknął woźny, by uspokoić strażników. - Tamten miał zbroję i był wielki na dwa metry! On przyszedł tylko po nagrodę, zabił tę kreaturę w opuszczonej rezydencji Banhoffa!

- Aaa... - przeciągnął strażnik. - Trzeba było tak od razu, myśmy nie wiedzieli, panie magu, że to nie pan.

- Spoko luz. - powiedział szybko Reyes i rozejrzał się po gabinecie. 

- Zabierzcie stąd ciało i niczego nie ruszajcie! Nie mówcie nikomu co tutaj się stało i oddajcie klucz woźnemu. Powiedzcie, że to wszystko wydarzyło się... gdzieś indziej, okej? Czy to jest jasne?

- Czemu mielibyśmy to robić?

- Mam dosyć, gdy w takie afery miesza się Rada, sam dowiem się, co tutaj zaszło. Tam wam znać, gdy będę potrzebował pomocy. Na razie muszę coś załatwić. Wrócę tutaj i zbadam miejsce zbrodni, dobrze? - powiedział Luke w kierunku woźnego.

- E-e, d-d-dobrze, rozumie...rozumiem. - powiedział wystraszony pracownik. 


Luke wyszedł spod prysznica i owinął się ręcznikiem. Do łazienki weszła Hope.

- Luke...

- Ja nie wierzę... Ja od razu wiedziałem, że z tym typem jest coś nie tak, ale pozwoliłem mu przejśc, bo przecież dużo ludzi tak trąca i zachowuje się jak buraki. No nie??

- To nie twoja wina, Lukey, przyszedłeś tam w sprawie zlecenia, nie wiedziełeś co się wydarzy...

- Tak, ale nie dość, że ze zlecenia nici to i przeze mnie zabili człowieka! A przecież nie będę okradał nieboszczyka, nie wejdę sobie od tak to jego gabinetu, nie włamie się do sejfu i nie wezmę 10 000 koron.

- I tak musimy tam wrócić...

- Ja muszę tam wrócić. Ty zostaniesz tutaj i zaczekasz do mojego powrotu. Kiedy wrócę, natychmiast wracamy do domu. Muszę naradzić się z pozostałymi. Mogłabyś wyjść?

- Tak, tak... Sorki - powiedziała Hope uśmiechając się i zamykając za sobą drzwi. 

Co to był za koleś? Czemu od razu nie zareagowałem? Silny był, cisnął mną o tę biblioteczkę tak, że nadal czuję ból w plecach. Miałem do czynienia z czarodziejem... Czarodziej zakuty w zbroję? Trochę to dziwne... Właściwie czemu dziwne? Dziwne było to, że miał zakrytą twarz, miał dwa metry i czerwone oczy... Może to wcale nie był człowiek, tylko jakiś potwór... Potwór ukrywający się w ciele człowieka... No tak... przecież ludzie są potworami... - pomyślał Luke zakładając koszulkę i patrząc się lustro. Oczy zapaliły mu się ogniem, czuł wściekłość, po tym jak nie udało mu się pomóc swojemu zleceniodawcy. Teraz przyszła pora na zbadaniu miejsca zbrodni...


Ciąg dalszy nastąpi