FANDOM


Muzeum Sztuki Magicznej, część 1
Kanji

魔法の美術館

Wymowa

Mahō no Bijutsukan

Angielski

Art Museum of Magic part 1

Informacje
Seria

Dragon Tale

Tom

3

Saga

Saga Rodu R

Inne rozdziały
Muzeum Sztuki Magicznej, część 1  (jap. 魔法の美術館, Mahō no Bijutsukan, eng. Art Museum of Magic part 1) to dziewiąty rozdział serii Dragon Tale

Do wielkiego starcia zostało ok. czternaście godzin. Wszystko mogło się zmienić w zależności od tego, kiedy Liga Cieni zaatakuje i będzie próbować wykraść Smoczy Kryształ. Bezimienny nie jest na tyle głupi, aby wpaść w zastawioną przez Dragonów pułapkę, dlatego też Luke cały czas opracowywał plan akcji z pomocą czarnowłosego Zabójcy Feniksów. Mieli tyle pomysłów, a tak mało czasu... Ostatecznie jeden z nich musiał wypalić.

Kira podeszła do stołu i rozwinęła plan całego muzeum. Było ono wielkie z mnóstwem magicznych zabezpieczeń i pułapek, gdyż jak wiadomo, takie towary nie mogą zostać bez całodobowej ochrony, a garstka aurorów nie poradzi sobie z siłami mrocznych magów. Nie tylko są oni potężniejsi od Jednostek Policyjnych Aurorów, ale też używają Magii Caster, a zdolności magiczne aurorów zazwyczaj opierają się o Magię Przedmiotów, czyli na przykład na różdżkach, czy inne artefakty z zeklętą w sobie mocą magiczną. Możnabyło jedynie odmówić mrocznym magom intelektu. Aurorzy nie tylko są nadzwyczaj inteligentni, ale nie dadzą się tak łatwo przechytrzyć. To nie znaczy, że Bezimienny jest taki sam jak większość mrocznych magów, nie... Jest on bezwzględny, przebiegły i nie cofnie się przed niczym. Teraz nie tylko zależy mu na otworzeniu portalu, ale też na spotkaniu Luke'a Reyesa osobiście. O co może chodzić...

Godziny mijały, aż w końcu Dragneel wpadł na całkiem dobry pomysł. O wiele lepszy od poprzednich pomysłów całej trójki, więc wypadałoby go zrealizować.

- Słuchajcie, mam pewien pomysł, który mógłby właściwie wypalić, ale potrzebujemy pomocy kilku ludzi... 

- Zaczekaj... Chodzi ci o resztę Dragonów?

- Aye, Luke. Chodzi mi o resztę Dragonów.

Luke spuścił głowę.

- Nie wiem, czy to dobry pomysł... Nie chcę ich narażać na konfrontację z Bezimiennym i Ligą Cieni. 

- Nie rozumiem, Luke. - powiedziała Kira i położyła ręce na biodra. - O ile mi wiadomo, twoi przyjaciele są zaprawionymi w boju silnymi magami, którzy dla dobra własnego, swoich przyjaciół i gildii będą w stanie zrobić wszystko! Wiem, to Bezimienny... Nie znamy jego umiejętności i nie wiemy jak jest silny, ale...

- Wiem, o co ci chodzi, kuzynko, ale nie chcę ryzykować... To jednak... Liga Cieni... Bezimienny musi być bardzo potężny, skoro nimi dowodzi... Jak ostatni ich przywódca, który zaginął...

- Zaufaj im. - Kira podeszła bliżej do swojego kuzyna. - Nie znam ich, ale już im zaufałam...

- Ufam im jak nikomu innemu, ale to duże ryzyko... Dobra, zgadzam się... Adi, jak brzmi twój plan?

- Och! - Adrian usiadł po turecku na stole i podrapał się po podbrudku. - Tylko, wiecie, musielibyśmy być zajebiście cicho i powinniśmy być przede wszystkim nieprzewidywalni... Jak Bezi...

- O co ci chodzi? - zapytał Reyes.

- Magiczne pole siłowe. - odparł krótko czerwonooki. - Emitowane za pomocą małych, prostych urządzeń, które w kontakcie z innymi polami wywoła potężną barierę, która może ogrodzić nawet cały budynek. Mój plan wygląda następująco... Jako zwykli mieszkańcy Novigaardu wchodzimy do muzeum i rozdzielamy się. Podczepimy emitery pól siłowych, gdzie tylko się da, ale największy będziemy w jakiś sposób musieli przykleić do miejsca, w którym znajduje się Smoczy Kryształ. Emitery to najnowszy wynalazek Noah Storma i wiecie, wypadałoby dla dobra ludzkości je wykorzystać. Wracając do tematu, emitery magiczne posiadają tryb czuwania, czyli do pewnego momentu są niewidzialne i nie są w stanie być wykryte przez jakąkolwiek magię zewnętrzną. Oczywiście emitery aktywujemy z trzech włączników, które obecnie posiadam przy sobie. W ten sposób zyskamy trochę więcej czasu, aby pobawić się z magami Ligi Cieni i samym Bezimiennym... Swoją drogą, chujowy pseudonim, mógł się postarać bardziej, bo coś mi się wydaję, że już gdzieś to kiedyś słyszałem...

- A był taki jeden z kolonii... Nie ważne. Dobra, mów dalej.

- W zasadzie powiedziałem już wszystko. Musimy działać błyskawicznie. 

Kira zbystrzała. - Błyskawicznie mówisz?

- Tak, a co? 

- Hm... Mam pewien pomysł oparty o tę błyskawiczność...

- Zamieniamy się w słuch, Iskierko... - Adrian zeskoczył ze stołu i podszedł do Kiry.

- Musicie tylko w jakiś sposób doprowadzić do tego, aby w całym muzeum przez około... - Kira zastanowiła się - Siedem sekund. Wiadomo, aurorzy od razu by skapnęli się, o co chodzi, ale widząc iskry w całkowitej ciemności zwyczajnie w świecie wezmą tą za wystrzelenie korków i krótkie spięcie w zasilaniu. Ja w tym czasie porozrzucam emitery. 

- O, to mi się podoba. O takie błyskawicznie mi chodziło... To jak, zaczynamy?

- Nie, jeszcze nie. - rzekł Luke. - Najpierw powiadom Dragonów, a ja przygotuję plan B, jeżeliby coś poszło nie tak. 

Reyes oparł się o parapet i zastanawiał się nad taktycznym planem B. Oczywiście było pewne, że plan A z emitarami i szybkością Kiry wypali, ale w razie ataku ze strony Ligi Cieni, Luke będzie zmuszony do walki. Podobnie jego przyjaciela, a kiedy prawdziwa walka się zacznie, mogą wiele ryzykować...

Bezimienny został już lekko przeanalizowany. Pomimo swojej potęgi, zachowuje się nieco dziko, praktycznie nikt z Ligi Cieni nie zna jego prawdziwego imienia, zaś Dragoni w ogóle nie znają jego umiejętności, ani w żaden sposób nie mogą się tego dowiedzieć... Jest jednak coś, co bardzo charakteryzuje Bezimiennego. Niektóre cechy jego bardzo lekko zarysowanego charakteru przypominały Luke'owi siebie samego. To znaczy w tym momencie, Zabójca Tytanów zaczął myśleć w taki sam sposób w jaki myślałby Bezimienny.

- Wymyśliłeś coś, L? - zapytał Adrian i ustał koło przyjaciela.

- Wiesz co... Dostrzegam małe podobieństwo, między nim, a sobą... Owszen, gdybym to ja był mrocznym magiem, postępowałbym tak samo... Nie zatarłbym śladów, w jakiś sposób chciałbym, aby ci, którzy chcą mnie dopaść, znaleźli mnie. Wtedy bym ich dopadł, bo właśnie na tym zależy Bezimiennemu. Chce mnie dopaść. Nie wiem, czemu... I nie mogę się niestety domyślać...

- Rozumiem. Jak najbardziej się z tobą zgadzam, ale wiesz, to trochę niepokojące, że mówisz w ten sposób... Gdybyś ty był mrocznym magiem? Serio?

- Mogę ci powiedzieć w tajemnicy przed resztą?

- Jasne, mordo. Dawaj.

- Wiele razy ciągnęło mnie, aby stać się mrocznym magiem. Ale z wiekiem nabyłem doświadczenia i wiem, że byłaby to moja najgorsza decyzja. Jestem szczęśliwy tu, gdzie jestem... Ale kim jest Bezimienny i czemu jest po drugiej stronie barykady... Nie wiem.

- Weź, bo ty nam jeszcze przejdziesz na ciemną stronę... Nie rozmawiajmy o tym... W każdym razie szanuję, że podjąłeś taką decyzję, a nie inną. 

Przyjaciele uśmiechnęli się do siebie i zbili przyjacielską piątkę magów ognia. Piątka ta, a raczej dwie dłonie obu magów zapaliły się ich płomieniami. Na tym mniej więcej polegała ich przyjaźń i obaj mają nadzieję, że płomień ich przyjaźni oraz braterstwa nigdy nie zgaśnie. Trochę zanosi się to na shipownie ze strony chorych na głowę, niedojebanych i roztrojonych emocjonalnie psychofanek, ale nevermint. Wróćmy do... kurwa przepraszam.

- To... co teraz?

- Pozostaje nam tylko czekać. Ile mniej więcej godzin zostało?

- Nie wiem. No, w każdym razie zbliża się wieczór i wypadałoby iść spać... Wypoczęty mag to najsilniejszy mag, co nie?

Luke zaśmiał się. - No, to napewno. Zanim pójdziemy spać, trzeba powiadomić ekipę.

- Załatwione. - powiedziała Kira, kładąc komunikator na stole. - Nie było mi trudno z nimi porozmawiać chwilkę. Oni są bardzo mili. Dla mnie też, o dziwo...

- Czemu miałoby być inaczej, Kira?

- No bo... Prawie cię sklepałam.

- To chyba ja cię sklepałem.

- Ja sklepałem was oboje... 

Luke zdziwił się i spojrzał na przyjaciela. - Co?

- Znaczy się.. No hehehe, przecież walczyłem z tobą kilka razy i nasze walki zawsze były wyrównane, ale przecież raz się zdarzyło, że to ja wygrałem. Tak samo z tobą, a Kirę... znaczy się z Kirą walczyłem no ten...

- W jakim sensie sklepałem? Nie... Nawet nie chcę wiedzieć.

Adrian i Kira zrobili się czerwoni i przez jakiś czas patrzyli się na siebie. 

- Nic nie było. - powiedział chłodno Adrian, po czym puścił oko do dziewczyny, kiedy kuzyn nie patrzył.

- No kurwa, słyszałem uderzenie powieki, debilu - mina Luke'a przypominała tę, jaką by zrobił gość używający emotikony xD. Adrian zaśmiał się i również użył mimicznej xD. Kira postanowiła iść spać. 

- Stary, twoja kuzynka jest... och...

- Adi, skończ... Kiedy to się w ogóle stało?

- Ale co stało? Nic między nami nie było... Raz jak brałem prysznic to złożyła mi wizytę, a później to się przez jakiś czas toczyło. Jest strasznie zboczona, wiesz?

- Nie wiem... Jak mieliśmy po siedem lat to nie widziałem, żeby była zboczona. 


Nastała noc, a trójka Zabójców z Dragon Tale musiała w jakiś sposób zasnąć. Tak się złożyło, że Luke nie mógł zmrużyć oka. Myślał o tym, co Bezimienny dokładnie chce od jego osoby i dlaczego zależy mu, aby się z nim spotkać... Przecież nie chce go zabić... Na razie, bo w każdym momencie prawdopodobnie by to zrobił. Przekręcił się na drugi bok i patrzył się w okno. W oddali zauważył gwiazdę, która zaczęła spadać i po chwili zniknęła w blasku księżyca. Dzień starcia Dragon Tale z Ligą Cieni zbliżał się nieubłaganie. 

Następnego dnia. Reyes zerwał się z łóżka, nie zmrużając oka, wziął błyskawiczny prysznic i zamknął swój pokój. Zbiegł po schodach na dół i pobiegł w kierunku głównego korytarza gościńca. Zza ściany wybiegła Chloe Cameron we własnej osobie, w którą Luke uderzył. Oboje zakręcili się, Reyes złapał dziewczynę za biodra i po chwili oboje upadli. Chloe leżała na Luke'u, bo jakżeby inaczej. 

- Chloe? Co ty tu...

- Przyjechałam. - przerwała mu dziewczyna. - Przyjechałam z Xandredem, Matim, Yarato, Sakuyą i Asią.

- Eee - Luke zająkał się. - Asia też tu jest. - W myślach błagał, aby koleżanka nie dowiedziała się, że Adrian z Kirą zaliczyli moment uniesienia. 

- Tak, a co?

- Pewnie Adi się stęsknił... Ja za tobą też zresztą... Nie wstawajmy jeszcze przez chwilę. - Blondyn roześmiał się i przez jakiś moment patrzyli sobie prosto w oczy. Przez moment wydawało mu się, że dziewczyna dotknęła jego ust własnymi, ale chwilę... jakby to powiedzieć - słabości, przerwał mu Yarato.

- Co tu się odpierdalando? - powiedział zaskoczony Yarato, który przez jakiś czas przyglądał się przyjaciołom. - Co to za dziwna pozycja? 

- To nie pozycja! - zdenerwowana Chloe zeszła z Luke'a i przeturlała się obok. Luke wstał i pomógł przyjaciółce się podnieść. Oboje przytulili się do siebie. - Dobrze, że widzę was tu wszystkich. Razem.

- No... Właściwie to jest nas tylko połowa. Reszta przybędzie przez teleporter. 

- Dobra, dobra, Yarato. - rzekła. - Lepiej mi powiedz, czy wszyscy znajdują się na dziedzińcu. 

- Właściwie to nie wiem... Poszedłem do kibla, a że trzymałem dłuższą chwilę to wiecie... Władca Mórz i te sprawy, he he he. - Yarato zaśmiał się, a raczej zasynchronizował głos Tadeusza Sznuka z przeróbki Jednego z dziesięciu Cietego Adriana. - Dosyć śmieszkowania, chodźmy. 


Wszyscy zgromadzili się na placu na terenie gościńca. Mateusz Sharp, Xandred Murata, Yarato Shiri, Sakuya Shiba i Joanna Dahaka, którzy przyjechali pociągiem, rozmawiali z Adrianem i Kirą na temat całej akcji w muzeum. Pomysł przypadł do gustu Xandredowi Muracie, który jak zwykle nie mógł się doczekać całkowitej rozróby z Ligą Cieni.

- Ale będzie masakra! - Xandred zacisnął pięści. - To znaczy, że Kira błyskawicznie podłoży emitery, a my będziemy czkeac, aż pojawi się Liga Cieni z Bezim na czele. Wtedy uruchomicie emitery, które wytorzą pola siłowe, a w kontakcie z pozostałymi, wytworzą jedną wielką barierę tak?

- Jeszcze jak. - rzekł Yarato. - Przynajmniej mi się wydaje, że tak właśnie ma być.

- Bo tak ma być. - stwierdził czerwonooki Zabójca Feniksów. - Pozostaje nam tylko iść tam i dyskretnie wszystko pozałatwiać. Liga Cieni zbliża się do miasta wielkimi krokami.

Xandred wstał i uśmiechnął się szeroko, po czym zaczął się śmiać. 

- Jak im wszystkim tam wpierdolę to im się łożyska w tych pizdach poprzewracają!

- Musisz wziąć pod uwagę, że to silni mroczni magowie, mordo. - powiedział Luke, siadając obok Kiry. - Ale tak, możesz im wpierdolić tak, że im wszystkim łożyska w pizdach się poprzewracają. 

- No i zajebiście. - Xandred opadł i rozwalił się na kanapię. - To jaki macie plan?

- Wy czekacie, aż damy znać, tzn. jeżeli zauważycie, że emitery zostały włączone i wielka bariera zaczyna otaczać budynek, wypadałoby być w środku... Wiecie, po całkowitym sklepieniu pól siłowych, nikt nie przedostanie się do środka. - Reyes wstał i zaczął mówić dalej - Bezimienny musi być bardzo potężny, a to znaczy, że pozostali magowie z Ligi Cieni również... Wiecie, nie wiadomo jednak, czy ma jakichś silniejszych popleczników.

- Spokojnie. - powiedział Adrian. - Zajmiemy się tym. Ty przede wszystkim musisz skupić się na bossie w tej całej grze.

- No tak... - Co by się działo, zajmijcie się resztą. Deser zostawcie mi...

- Czyli mamy opierdolić wszystko, ale tobie zostawić deser, tak? - Xandred chciał mieć pewność, więc zadał to pytanie,

- Tak, o to chodzi. Dokładnie tak. Dobrze, ilu was jest? Zgłaszajcie się!

- Mateusz Sharp. - zaczął Mati. - Em... Lubię placki?

- Yarato Shiri. Cicha Woda brzegi rwie.

- Xandred Murata. Zimny w chuj, ale równie gorący jak nasi Ogniści Zabójcy. 

Sakuya odpłynęła i przez chwilę patrzyła się w jeden punkt. - E..e..e... Sakuya Shiba. Rymuję się z szyba?

Wszyscy skupili się na Sakuyi, a w tle można było spokojnie puścić odgłos świerszcza.

- No co?

- Dobra... Joanna Dahaka. Seksowna łowczyni.

- Jaki jest sens w dodawaniu tych przydomków? - zapytał się Adi.

- Nie wiem, ale jest bekowo, więc morda. - zarzucił Yarato.

- Aye. Dobra... Trzeba się zbierać. - Dragneel stanął na równe nogi i zacisnął pięści. - Dzisiaj... dopniemy swego!

- Coo...

- Zamknij się i nie psuj mi dobrej passy! - przerwał Xandredowi czerwonooki Zabójca Feniksów i zapalił się. - Dzisiaj zrobimy show!

- To na pewno. - Luke uśmiechnął się szeroko i również wstał. - W tej chwili do muzeum idziemy we trójkę - ja, Adi i Kira w przebraniu. Adrian zaprogramuje emitery, a Kira je podłoży. Ja w tej chwili spróbuję wywołać awarię na jakiś moment, ale będę musiał przejść niepostrzeżenie, między grupą aurorów. W każdym razie, uda nam się.

- To... Czekamy na wasz znak. - powiedziała Joanna.

- Mamy być blisko muzeum? I mamy biec w kierunku budynku, kiedy zauważymy sklepiające się pola siłowe? - zapytała Chloe.

- Tak. Wcześniej nie mam mowy. 

- Okej...

Po naradzie - Luke, Adrian oraz Kira sprawnie założyli ciemne płaszcze i nakrycia głowy, ponieważ ich ubiór skojarzyłby się aurorom z grupką magów, dlatego też nie mogli ryzykować. Akcja i tak miała rozegrać się bardzo szybko. Tak, dzisiaj Luke stanie oko w oko z Bezimiennym, który tak bardzo oczekuje spotkania z Płomienistym Nephilim, jak nikt nigdy...


Ciąg dalszy nastąpi...

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki