FANDOM


Kierunek: Novigaard
Kanji

方向ノヴィグラード

Wymowa

Hōkō no Novigurādoto

Angielski

Direction: Novigaard

Informacje
Seria

Dragon Tale

Tom

2

Saga

Saga Rodu R

Inne rozdziały
Kierunek: Novigaard  (jap. 方向ノヴィグラード, Hōkō no Novigurādoto, eng. Direction: Novigaard) ósmy rozdział serii Dragon Tale

Luke zdecydował się zostawić bagaże w domu, aby wykorzystując swoje specjalne umiejętności, to znaczy Tryb Ludzkiej Pochodni dostać się do miasta. Adrian Dragneel posiadał umiejętność Super Szybkości, zaś Kira czerpała swoją moc z wymiaru nazywanego Mocą Prędkości, dlatego też trójka Zabójców postanowiła, że we własnym tempie znajdą się pod miastem. 

Wielokolorowe płomienie otoczyły Reyesa, aby następnie całkowicie się na niego nałożyć i wprowadzić w Tryb. Po chwili wszyscy usłyszeli dźwięk przypominający rakietę i zobaczyli Zabójcę Tytanów, unoszącego się w powietrzu w swojej ognistej formie. Kiwnął głową i wyruszył w stronę Novigaardu, pozostawiając po sobie jedynie pomarańczową smugę i kilka unoszących się przez chwilę płomieni. 

Adrian Dragneel również zapalił swoje ciało, na którym zaczęły się pojawiać niebieskie iskry. Niedługo po całkowitym opanowaniu Super Prędkości, ten z niesamowitą prędkością podążył za przyjacielem.

Przyszła kolej na Kirę. Dziewczyna skupiła się i otworzyła oczy, w których pojawiły się żółte i niebieskie iskierki. Przygotowała się do startu i ruszyła, zostawiając chłopaków daleko w tyle, gdyż jej moc prędkości była o wiele potężniejsza. W ten oto sposób dziewczyna dotarła jako pierwsza do Novigaardu w mniej więcej minutę. 


Luke wrócił do swojej ludzkiej formy i wylądował metr przed Kirą.

- Ech... Jesteś naprawdę szybka.

- Najszybsza. - odparła dziewczyna. - Gdzie Adi?

- Tutaj. - powiedział Dragneel wychodząc zza ściany. W ręku trzymał dwa cheeseburgery, które złożył w jednego i całego pochłonął równie błyskawicznie jak się pojawił. 

- Ja tutaj na ciebie czekałam, a za nim się obejrzałam, to ty jeszcze zdążyłeś wejść do miasta? A jakby cię zauważyli ludzie z Ligi Cieni? Pomyślałeś trochę, Adi?

- Złość piękności szkodzi, Kira... Nikt mnie nie zauważył. Nikt nie mógł zauważyć... Tak się składa, że jesteśmy tutaj o dzień za wcześnie...

- Zgadza się. - rzekł krótko Reyes i zaczął iść w kierunku mostu. - Przed nami Novigaard, w którym znajduje się Muzeum Sztuki Magicznej. Zatem tutaj znajduje się też Smoczy Kryształ. Musimy go zdobyć pierwsi...

- Zaczekaj... - Adrian wyjął z kieszeni prototyp mega-szybkiego teleportu od Rodericka i położył go na ziemi. Włączył funkcję wyświetlania obrazu i postanowił połączyć się z drugim teleportem.


W tym samym czasie. Drugi teleport znajdował się na biurku w pokoju Xandreda. Ten siedział obok i nie zauważył, że lampka na urządzeniu miga i zaraz pojawi się obraz, na którym będzie mógł zobaczyć swoich przyjaciół. Bawił się w zamrażanie i odmrażanie swojego napoju w szklance. Po chwili przed jego oczyma pojawił się Adrian wyświetlony na holograficznym interfejsie. Z wrażenia, Murata wytrzeszczył oczy i upadł na ziemię.

- Noż kurwa, ja pierdolę, nie strasz mnie tak!! Halo? 

- Halo? - odezwał się Adrian. - To ty, Xan? Słyszysz mnie?

- Em... Halo, KFC? Tutaj baza, zgłoś się. - zażartował Xandred.

- To nie pora na żarty, Xan. Jesteś sam?

- Tak, jestem sam, odbiór.

- Przestań.

- Dobra, dobra...

- Jesteśmy przed Novigaardem. Znajduje się tutaj Muzeum Sztuki Magicznej, na które napadnie tak zwana Liga Cieni. Oni są odpowiedzialni za śmierć Shinnosuke i Kato i przybyliśmy do miasta o jeden dzień za wcześnie. Zdecydowałem się, że połowa z was mogłaby wsiąść w pociąg i przyjechać, ponieważ sprawdziłem, że teleport ma pewną wadę. A mianowicie może przenieść maksymalnie do czterech osób, a nas będzie potrzeba więcej... Niestety, ale taka jest wada prototypu, więc chyba mnie rozumiesz.

- Liga Cieni? Poważna sprawa, Dragneel, ale niech ci będzie. Powiadomię ziomeczków i dam ci znać. Bez odbioru. 

Xandred wyłączył urządzenie i wybiegł z pokoju. Do siedziby gildii miał akurat kilka kilometrów, więc najpierw musiał jakimś sposobem wydostać się ze swojego osiedla. To nie był dla niego problem, bo był mistrzem w uciekaniu od kochanek przez okno, także tego... no.


Kilka minut później. Novigaard. Luke, Adrian i Kira zatrzymali się w barze, w którym swoją drogą podawano dobry alkohol. Turyści nie pogardzili poczęstunkiem i zagadali się z barmanem. 

- Nie zauważyłeś tutaj ostatnio czegoś niepokojącego? - zapytał Luke.

- Nie-e. - odparł barman. - Ale w mieście krązią plotki, zie pojawili się tutaj jacyś kolesie w ciemnich siatach, przypominającich nindzia. 

- Chyba... ninja.

- No tak - nindzia. Przecieś mówię. No, tyle ja wiem. Nić więcej nie powiem, serio...

- Jak to nie powiesz... To znaczy, że coś jeszcze wiesz...

- Ja? Nie-e. Ja juź nić nie wiem. 

- Wiesz i lepiej, żebyś powiedział, kolego. - Luke podpalił jedną butelkę alkoholu, znajdującego się na ladzie.

- Dobja, dobja... Jakiś typ o psieudonimie Cajmar był tutej i mówił, zie Bezimienni niedługo się zemści...

- Na kim się zemści?

- Tego juś serio nie wiem... Ale powiedział teź, zie jego sief sikuje pułapkię. Na jakichś magów, ale nie wiem na jakich, nie mówił ich naźwiśk, nie wśpominał... 

- Dobra... A wiesz może, gdzie w tej chwili Calmar przesiaduje?

- A, tak, tak! Jeśt tutaj taki bujdel, mają tam fajne panieńki, zieby pociupciać, ale wieś, to jest podobno pjywatny bujdel.

- Pjywatny bujdel? No kurwa... do czego to doszło... - westchnął zażenowany Adrian i pociągnął z butelki. 

- Gdzie ten bujdel?

- Kujde, no... Serio jesteś idiotą, ci tylko udajeś? Poźnasz chyba lóziowy budyniek z chujiem na szyldzie, tak?

- Hahaha! - zaśmiał się Adrian. - Różowy chuj na syldzie, hahaha!

- Ś ciego się śmiejeś? - zapytał zażenowany tym razem barman. - Jozumiem, zie mój sposiób wymowy jeśt do wyśmiania, ale beź przesiady... Ten bujdel to kultujalny oślodek prokreacijny, ci coś...

- Dobra, więcej od ciebie już nie wycisnę... Masz tutaj hajs za pomoc, dzięki.

- O śtaly... Hehe, gjubo, zie tak powiem... Moziecie wpadać częściej... Ignacio wie wszystko!

- Aj, aj... Dzięki, Ignacio. - powiedział Luke i razem z Riannon i Dragneelem wyszli z baru.

- Hahaha... 

- Z czego się śmiejesz, Adrian?

- Ten typ tak śmiesznie mówił, że musiałem uważać, żeby nie wybuchnąć śmiechem. Musieli go nieźle kastrować. 

- W każdym razie musimy iść do tego kulturalnego burdelu, ale nie w tych ubraniach... Trzeba coś wykombinować...

- Aye, mordo, aye. 


I takim oto sposobem, Luke wraz ze swoimi przyjaciółmi znalazł kilka ciuchów na dworze. Były w połowie mokre, ponieważ schły po praniu, dlatego też piromani postanowili użyć magii do całkowitego wysuszenia odzieży. Były to dwa płaszcze i szaliki. 

- Wydaje mi się, że to będzie idealne. 

-  Ano... - zgodził się z przyjacielem Dragneel i oboje wrócili do Kiry.

Dziewczyna siedziała ze skrzyżowanymi nogami na ławce obok baru, zerkając na dwóch facetów, którzy na jej widok ślinili się jak psy.

I co ja zrobię... - pomyślała. Chyba se cycki zmiejszę...

Dragneel i Reyes z założonymi płaszczami i szalikiem podeszli do białowłosej, ale tak, żeby dziewczyna się nie skapnęła.

- Psst... Kira. - szepnął Zabójca Tytanów.

- Wystraszyłam się! Ty wy?

- Jeszcze jak. - powiedział Adrian.

- Nie poznałam was... Po co to założyliście?

- Idziemy do rożowego burdelu... Musimy wyglądać jak tacy... nie wiem... jak Al Bundy.

- Chyba miałeś na myśli Ala Capone, Luke.

- Mniejsza o to, choćmy już... Kira, czekaj nas, a wrazie czego wiej...


Chłopaki w przebraniu przeszli kilka ulic i zauważyli różowy budynek otoczony karmazynowo-fioletowym murem. Przed bramą wisiał szyld z napisem Różowy Chuj. Orginalnie... Adrian roześmiał się, a Luke musiał go lekko uspokoić.

- Sorka, musiałem, mordo...

- Wiem, ale nie czas na śmiechy... Musimy zlokalizować Calmara. 

I tak oto przeszli bramę, a na ich zdrodze stanęli dwaj ochroniarze. Byli na tyle głupi, żeby faktycznie myśleć, że Luke i Adrian są wysłannikami Bezimiennego i muszą skontaktować się z Calmarem w sprawie Muzeum Sztuki Magicznej. Fantastycznie...

Wnętrze burdelu było jak... wnętrze burdelu. Różowe ściany, czerwone fotele, rury dla striptizerek, oddzielne pokoiki, bar, pełno napalonych klientów i pięknych kobiet, które no... szmaciły się, bo w niektórych przypadkach rozum nie idzie z wyglądem i większość tych lasek po prostu postanowiło się nie szanować. Co my będziemy tutaj się rozpisywać o pannach lekkich obyczajów... Pora wrócić do głównego wątku, bo chyba jakiś tam jest, no nie? 

Także no... Luke rozejrzał się i zauważył schody na wyższe piętro. W tle leciało chyba Hit me baby one more time Britney Spears. Chuj z tym, że tak naprawdę takiej piosenkarki nie ma w tym uniwersum. Pasowała do klimatu panującego w domu publicznym. Obaj zmierzali w kierunku schodów, ale na ich drodze stanął zamaskowany mężczyzna z fioletowym symbolem na klacie, zupełnie takim samym, jaki mogli znaleźć w kryjówce Ligi Cieni.

- Stać, kim jesteście!? 

- Em.. Jestem L. - oparł krótko Luke. - A to jest mój wspólnik...

- Ake. - przerwał mu Adrian. - Jesteśmy tutaj, aby porozmawiać z Calmarem, który tutaj ponoć przesiaduje.

- A kim jesteście i kto was przysłał?

- Bezimienny... - szepnął Luke do gościa w stroju ninja.

Ten gwałtownie odsunął się.

- Faktycznie... Bezimienny ma pojawić się w Novigaardzie dopiero jutro, ale najwyraźniej przyszłał was, abyście omówili przebieg akcji z Calmarem. Droga wolna, ale żadnych numerów, bo już stąd nie wyjdziecie, a nasi koledzy zrobią z wami to samo, co z tymi kurwami.

- Proszę, nie nazywaj tych kobiet kurwami... Szanujmy się... - oparł wesołym tonem Adrian i poszedł za Luke'iem.

- L? Serio?

- Ake? Serio?

- Chuj z tym, od teraz jesteś Ake.

- A ty, L, Luke. Znaczy L...

- Coś mi się wydaję, że to tutaj. 

Luke zapukał drzwi, ale nikt nie otwierał. Pociągnął za hehe klamkę i wszedł do środka. Pod oknem stał łysy mężczyzna chustą na głowie we fioletowym płaszczu i ciemnym zarostem.

- Kim wy do cholery...

- Teraz to my zadamy kilka pytań, niejaki Calmarze.

- Yyy...eee... Tak, to ja, Calmar. O co chodzi?

- Mówiłem, bez zbędnych pytań, chyba, że nadal chcesz mieć język cały.

Calmar złapał się za język i przełknął ślinę.

- A więc... Słucham.

- Może najpierw się przedstawimy... - Luke zdjął płaszcz i szalik, który zakrywał mu twarz na tyle, aby nikt go nie rozpoznał. Calmar stał przerażony.

- T-ty... Nie może być...

Adi również zdjął płaszcz.

- No kurwa po prostu no nie... - jęknął Calmar. Luke podszedł bliżej.

- Wiesz, kim jestem? Wiesz?!

- Zdaje sobie sprawę, że nie wyjdę z tej rozmowy cało?

- Masz rację... Chyba, że wypierdolę cię za okno, a ty z połamanymi kończynami będziesz leżał w śmietniku. 

- Dobra, dobra... Nie groź mi lepiej. - Calmar nagle odważnie stanął naprzeciwko Luke'a. - Luke Reyes... Syn tego idioty, Shinnosuke Reyesa.

Luke błyskawicznie uderzył Calmara prawą pieścią. Na tyle mocno, że złapał Calmarowi nos, a ten zalany w krwi tylko roześmiał się szyderczo.

- Hahahahaha!

- Kolejny obłąkaniec? - zdziwił się Adrian. 

Luke podszedł do Calmara i złapał go za kołnierz. Zaczął uderzać go w głowę lewą ręką. Kamienna twarz Luke'a lekko przeraziła jego towarzysza, ale postanowił nic z tym nie robić. Kiedy Calmar osunął się na ziemię i chciał się podnieść, Reyes kopnął go centralnie w splot słoneczny, przez co ten zaczął kaszleć i dusić się własną krwią.

- To teraz pogadajmy. - Luke podsunął sobie krzesło i popchnął Calmara na ścianę. - Jakim cudem taka gnida jak ty wytrzymała kilka moich dość silnych ciosów?

- Blokada magiczna założona przez pana Bezimiennego... Nie jestem magiem, więc nie wytrzymałbym takiej siły,

- A jednak zdarzało ci się być przebiegły. Jak rasowy mroczny mag, nie powiem.

- Luke, spokojnie.

- Jestem spokojny... A teraz pozwól mi z nim rozmawiać... Po co był ci potrzebny mój ojciec? 

- Powiedziałbym ci z miłą chęcią, ale to by zepsuło niespodziankę, hahaha! 

- W takim razie zapytam inaczej... po co Bezimiennym był potrzebny mój ojeciec?

- Tak się składa, że Bezimienny doskonale znał twojego tatusia. A że był bogaty, umożliwił nam zdobycie Smoczego Kryształu, a wkrótce, gdy wyczuliśmy, że razem z Riannonem węszął, Bezimienny się ich pozbył. Śmieszne nie? Najlepsze jest to, że twójemu tatusiowi zależało, aby cię znaleźć. Wymyśliłem, że cię znam, tylko dlatego, by zasłużyć sobie u szefa... Hahaha, nawet nie wiesz, jaki miał wyraz twarzy, gdy ginął, hahaah!

Luke spuścił głowę i zapalił pięść, a następnie przyłożył ją do skroni mężczyzny, a on zaczął krzyczeć z bólu. Po chwili puścił czując zwęgloną skórę.

- Mów dalej... 

- Ech, echh... Ty jebany sadysto... Twój ojciec serio myślał, że pomogę mu znaleźć ciebie... Ale został wykorzystany do niecnych celów Bezimiennego... Zresztą on i Reyes byli starymi znajomymi...

- Co? Jak to?

- Dowiesz się w swoim czasie... Pierdol się!

Luke znów uderzył Calmara w twarz.

- Skąd on zna mojego ojca?

- Ja... Ja nie wiem, ale wiem tylko jedno, że ma to związek z tobą... Szczerze to Bezimiennemu zależało, żeby się z tobą spotkać. Nie wiesz, jak bardzo...

- W takim razie się z nim spotkam... Gdzie i kiedy?

- Hehehe... Wypadałoby jutro... W dniu, w którym zginiesz ty i twój kolega.

- No nie wytrzymie! - Adrian podbiegł i centralnie wymierzył kopnięcie z półobrotu w twarz Calmara, wybijając mu zęby.

- Ty... kurfwo... Mfoje zebfy... 

- Adi, wyjdziesz na chwilę?

- Jasne.

Adrian zatrzasnął za sobą drzwi. Słyszał łamanie kości i straszliwy krzyk Calmara, a po chwili zapadła cisza. Luke wyszedł z pokoju mając krew na rękach.

- Trzeba odwiedzić Bezimiennego jutro w Muzeum Sztuki Magicznej. Zawiadom resztę Dragonów. 

Luke zszedł po schodach i nie zważając na konsekwencję zaczął napierdalać wszystkich magicznych ludzi, znajdujących się w środku. A że wszyscy magiczni ludzie należeli do Ligi Cieni, tym bardziej pogorszył to sprawę. Po chwili Reyes stał na środku lokalu, a wokół leżeli magowie, którzy nie zdążyli zareagować, bo gniew Luke'a przerósł ich możliwości. Adrian w szoku podszedł do przyjaciela.

- Stary...

- Nic już nie mów... Chodźmy.

- Dobra... Ale co teraz?

- Teraz? Nic, ale jutro... Muszę osobiście porozmawiać z tym całym Bezimiennym. 


Ciąg dalszy nastąpi

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki