FANDOM


Jak za dawnych czasów
Kanji

ただ、昔のような

Wymowa

Tada mukashi no yōna

Angielski

Like in the golden days

Informacje
Seria

Dragon Tale

Tom

1

Saga

Saga Więź Tytanów

Inne rozdziały
Jak za dawnych czasów (jap. ただ、昔のような, Tada mukashi no yōna, eng. Like in the golden days) to trzeci rozdział serii Dragon Tale.

Luke zapalił swoje pięści szkarłatno-pomarańczowym płomieniem i zaczął rozwalać wszystko dookoła w napadzie furii i smutko jednocześnie. Aby nie zniszczyć wartościowych rzeczy, przeniósł się za budynek, służący jako siłownia. Znajdowały się tam metalowy pręty, ławki, wyszlifowane kamienie i worki treningowe. Po kwadransie na ziemi wszystko leżało w najmniejszych kawałkach, a on sam zaczął ciężko oddychać, po czym upadł na kolana i ogień z jego dłoni natychmiastowo zniknął. Poor Luke...

Nie widział ojca dziesięć lat - fakt. Nienawidził go przez większość swojego życia - fakt. Nie obchodził go jego los - fakt, ale w momencie, gdy Kira powiedziała co wydarzyło się ostatnimi czasy, coś w nim pękło. Czuł się winny, że potoczyło się to tak, a nie inaczej. 

- Zachciało mi się uciekać z domu... - mruknął pod nosem. - Ale co by to zmieniło? Gdybym nie poznał Iseia, nie poznałbym moich przyjaciół to i tak prawdpodobnie nie miałbym wpływu na morderstwo ojca. Nawet nie zdążyłem się z nim zobaczyć... Ostatni raz...

Właśnie w tym momencie pojawił się Dragneel, będąc niebywale cicho podszedł do przyjaciela i poklepał go po ramieniu.

- Stary... Moje serdeczne kondolencje... Współczuję straty ojca...

- Ech, daj spokój... Porzuciłem rodzinę, dom z powodu ojca... On mnie porzucił, gdy byłem mały. Tak bardzo się mnie wstydził?

- Nie, wiesz, wydaje mi się, że to tylko dlatego, że za bardzo przypominałeś mu swoją matkę, no nie? Opowiedziałeś mi to kiedyś jak byliśmy dziećmi.

- Hm... A pamiętasz naszą pierwszą kłótnię i przy okazji bójkę? Nie odzywaliśmy się do siebie przez miesiąc... - Luke postanowił przypomnieć pewną sytuację z dzieciństwa, gdy Adrian i on po raz pierwszy poważnie się pokłócili. To był pierwszy i ostatni raz.

- Chloe nas pogodziła. Hahaha! Nazwałem cię wtedy cipką i sierotą... - Adrian kucnął obok Reyesa.

- Ja też przesadziłem z pokraką i miernotą, ale nie sądziłem, że wtedy weźmiemy to tak głęboko do siebie. 

- Stare dobre czasy, mordo.  - Zabójca Feniksów wstał, otrzepał spodnie i wyciągnął rękę w kierunku przyjaciela. - Wstawaj, idziemy na piwo.

- Czemu nie... - Blondyn skorzystał z pomocy kruczowłosego i oboje poszli do baru.

Przez dobre dwie godziny Adrian i Luke wspominali stare czasy, gdy byli dziećmi. Wspominali ich pierwsze spotkanie, wzloty, upadki, pierwsze zlecenie, czy chociażby odwieczną rywalizację z chociażby takiego powodu, iż oboje byli Ognistymi Zabójcami. 

Kubki piwa szły i szły, a później prawdziwa balanga zaczęła się przy wódce. Co prawda Luke nie mógł się upić do upadłego, ale poczuł, że następnego dnia będzie nieźle skacowany. Pod ladę podeszła Kira, usiadła między chłopaków.

- Em.. cześć wam.

Adrian kiwnął głową na znak powitania, a Luke machnął ręką.

- Jak się czujesz, Luke? - zapytała.

- A jak mam się czuć po stracie ojca? Chociaż nie widziałem się z nim przez dekadę i miałem w dupie jego i całą resztę mojej rodziny, bez obrazy... - Reyes pociągnął z dwóch kieliszków na raz i syknął wydobywając ust języczek ognia. - Dupek ze mnie...

- Nie prawda, kuzynku... - Kira przytuliła się do swojego kuzyna i odstawiła dwa kieliszki. - Twój ojciec został zamordowany przez nieznanego maga.

Oczy Luke'a zaczęły palić się żółtawym płomieniem, nabrały blasku, po czym wróciły do naturalnego wyglądu.

- A więc to było morderstwo... No zaskocz mnie jeszcze bardziej...

- Twój ojciec został zamordowany, bo zadał się z niewłaściwym towarzystem. W konflikt z nieznanym ugrupowaniem magów wprowadził go mój ojciec, który przy okazji... też nie żyje. 

Luke wziął do ręki kieliszek i rozbił go o podłogę.

- Kurwa mać! 

- Uspokój się, mordo...

- Jak mam się uspokoić!? To moja wina! 

- Nie, twoja wina nie jest to. - Adi powiedział to w taki sam sposób jak Yoda z Gwiezdnych Wojen. Dowcip nadal się go trzymał.

- To nie jest twoja wina. Twój ojciec jak i mój byli całkowicie za siebie odpowiedzialni. To tylko i wyłącznie ich wina. 

- Kiedy pogrzeb?

- Pogrzeb już był...

- I nie było mnie na nim?

- Na początku słyszałam o twoich przygodach. O tym, że jesteś dość znany w tych okolicach. Ale nie potrafiłam ciebie znaleźć, a pogrzeb odbył się bardzo szybko. Zaledwie dwa dni po ich śmierci. 

- Nieznany mag, mówisz?

- Tak, nieznany mag. Przypuszczam, że mroczny mag używający Czarnej Magii, ale mogę się mylić. To nie zmienia faktu, że w tym wszystkim swoje palce maczała Rada Magii. 

- Co? Jak to?

- Mój ojciec od jakiegoś czasu był tajnym agentem pod Radą. Dodatkowo był przez jakiś czas w Aurorach, mimo swojej niemagiczności

- Wiedział o tym, że stałaś się Zabójczynią Tytanów.

- On sam mnie do tego nakłonił. Okazało się, że jego znajoma z lat młodości okazała się być pół-tytanką. Zabrała mnie do siebie i przez rok trenowała. Nauczyła mnie wszystkiego, co sama umiała. 

- I gdzie ona teraz jest?

- Pewnego dnia po powrocie od ojca weszłam do jej domku w górach i zastałam ją martwą... Nie miała na sobie żadnych śladów, siniaków, ani okaleczeń. Badania nie wykazały, że był to udar, zawał, czy cokolwiek. Żadna alergia, choroba, nic... To była sprawka tego maga, jestem pewna.

- Twoja nauczycielka, mój ojciec i twój... O co tutaj może chodzić?

- Nie wiem absolutnie nic. Ciężko mi o tym myśleć...

- Trzeba jak najprędzej coś z tym zrobić... Nie, nie, nie... ja po prostu temu skurwielowi nie podaruję.

- Tych skurwieli może być więcej, kuzynie...

- W dodatku są to Mroczni Magowie prawdpodobnie. - dodał Adrian. - Oczywiście możemy liczyć na wsparcie wujaszków.

- Kogo masz na myśli, Adi? - zapytała dziewczyna.

- Mojego wujka Marka Shibę jak i Rodericka Scamandera i Lawlieta Yagami... Ci dwaj byli naszymi opiekunami praktycznie od zawsze. 

- Słyszałam, że są bardzo potężni.

- Najpotężniejsi. - powiedzieli jednocześnie Luke i Adrian i oboje się uśmiechnęli. 

- Powinniśmy coś z tym zrobić, kuzynie. Chcę dopaść tego skurwiela i osobiście mu wpierdolić.

- O to możesz być pewna, Kira, ale nie wiesz z kim mamy do czynienia... To może być równie dobrze ktoś pokroju sławnego Abbadona Blackagara...

- Oooo - wtrącił się Xandred, który jak zwykle pojawił się w centrum uwagi. Podszedł do lady i napił się whiskey z kieliszka maga, siedzącego niedaleko bohaterów. - Ten to podobno ma pierdolnięcie. Słyszałem, że... Swoją drogą zajebista whiskey... Dobra, wracając do tematu - Abbadon Blackagar ma takie pierdolnięcie, że jak ci wyjebie prawego sierpowego z półobrotu laczkiem koło ucha to wypierdolisz poza atmosferę i przy okazji postawisz kloca. Ale to nic...

- Xandred, skończ, my wiemy. - powiedział Luke.

- Ach, no tak... - Murata na chwilę się uspokoił. - To co z tym robimy?

- My? - zdziwiła się siedząca trójka.

- Jeszcze jak. Przecież wiecie, że jestem w stanie wam pomóc. Ostatni czytałem taką jedną książkę o zastosowaniu mojej magii pod wodą. Kompletnie nic nie zrozumiałem. 

- Wiemy, że możemy liczyć na twoją pomoc, mordo. - rzekł Adrian. 

- Możecie, jak najbardziej. Polecam zacząć od miejsca zbordni. Może się czegoś dowiecie.

- Kira, wiesz, gdzie konkretniej zabili ojca i wujka?

- Hm... Luke, ja byłam wtedy w szoku, ale... Chyba tak... To trochę daleko...

- To nic! - krzyknął Murata. - Ja z chęcią do was dołącze. Szwadron Detektywów, o tak!

- Szwadroco? - zdziwił się Adrian.

- O czym pierdolicie? - zapytał Yarato Shiri, Mag Wody, który podszedł do zgromadzonych pod ladą. - Ooo, to ta loszka z którą walczył Luke. Dobra byłaś całkiem!

- No pięknie... - dodał Luke zażenowany zaszłą sytuacją.

- Dzięki... - powiedziała chłodno Kira, po czym się uśmiechnęła. 

- To o czym...

- Pierdolimy o tym, że ktoś zabił mi ojca. - przerwał Shiriemu Luke. - Zabili też ojca Kiry, która jest moją kuzynką. Prowadzimy dochodzenie w tej sytuacji, a wy nam w tej chwili przeszkadzacie.

Wszyscy zamilkli.

- Forgive me, Luke, nie wiedziałem. - powiedział Yarato.

- Spoko, nic się nie stało. Liczę na waszą pomoc, ale nie teraz.

- Wybieracie się tam we trójkę? - zapytał Zabójca Bogów, Xandred. 

- Tak. Ale spokojnie, wezwiemy was. - odparł krótko Reyes.

- Muszę się przewietrzyć. - Kira odsunęła krzesło i wyszła na zewnątrz. Adrian spojrzał się na Luke'a.

- Pójdę za nią. - Luke błyskawicznie znalazł się na zewnątrz. - Kira, zaczekaj! 

Dziewczyna odwróciła się gwałtownie i otarła mokre od łez policzki.

- Płakałaś?

- Mhm...

- Przejdziemy się? - Luke uśmiechnął się i wziął Kirę pod rękę. - Nie myśl już o tym, zrelaksujmy się. 

Przez dłuższy czas kuzyni spacerowali po okolicy i wspominali dawne czasy, gdy byli jeszcze dziećmi. Kira wspomniała jak Luke wstawił się za nią u swojego ojca i jak obronił ją przed agresywnymi równieśnikami. To była pierwsza bójka Luke'a, którą niestety przegrał z powodu większej liczebności przeciwników. Luke wspomniał zaś ich wyprawę do Smoczej Doliny, która miała być według legendy zamieszkiwana przez smoki. Niestety, smoków nie było. Był za to wielki troll, który na szczęście okazał się być przyjazny i towarzyski. Gdy wrócili do domu dostali szlaban od ojców, ale ich matki były na tyle łagodne, aby wybaczyć dzieciom i skrócić wyrok. Co by tu dużo mówić... przez wiele lat Kirze i Luke'owi brakowało siebie nawzajem. Riannon ponownie otworzyła się i tym razem była całkowicie inną osobą, od tej spotkanej chociażby przez Adriana, czy podczas pojedynku. Zwierzała się i z chęcią opowiadała co działo się u niej podczas nieobecności Luke'a.

Luke również opowiadał o tym jak poznał Iseia, jak dołączył do Dragon Tale i o przyjaźni, pomiędzy nim i Adrianem. Dziewczyna zauważyła ogromne podobieństwo obu Magów Ognia do siebie, dlatego zapytała się, czy jest mu tutaj dobrze. Zabójca Tytanów odparł, iż - tak, dobrze, ale czuje się winny, że nie wrócił do rodzinncyh stron wcześniej. Miał szansę na uratowanie i ojca i wujka. 

Minęły trzy godzinny odkąd kuzynostwo bez przerwy spacerowało po lesie i łąkach. Luke zapropnował, aby oboje poszli nad jezioro.

- Masz ochotę na kąpiel?

- Taką jak kiedyś? Oczywiście!

Luke uśmiechnął się i zdjął kurtkę, po czym zaczął zdejmować koszulkę, buty i spodnie. Po chwili wskoczył do wody i zanurkował głęboko, wynuszając się po jakimś czasie. Oczom Reyesa ukazała się Kira kompetnie naga, która zasłoniła rękoma jedynie piersi i inne miejsce intymne.

- Wiesz, lata mijają, a ja nabrałam nieco kształtów. 

- Rozumiem, nie patrzę się przecież.

- Widzę, że zerkasz.

- Trochę... - przyznał zarumieniony Luke, ochlapując kuzynkę wodą.

- Brrr... zimna.

- To żaden problem. - Luke zanurkował się, co zmusiło Kirę do zasłonięcia swojej myszelki, bydlaka śmierdziela części intymnej. Po chwili zauważyła, że Reyes emitował ogniem pod wodą, a po chwili eksplozja doprowadziła do tego, że woda stała się całkiem ciepła. 

- Nawet tak potrafisz?

- Jeszcze wielu rzeczy o mnie nie wiesz. - Zabójca Tytanów uśmiechnął się szeroko i po jakimś czasie oboje zaczęli się zabawiać bawić w wodzie. 

Co by nie robili w tej wodzie, hehehe, robili to tak głośno, aby cała okolica ich usłyszała. Nie myślecie teraz, że chodzi o zbliżenie intymne - nie, nie, nie. Przecież to kuzynosto! Kuzynostwo, które nie widziało się dziesięć lat. Robili salta w wodzie, skakali do wody z drzewa nie przejmując się kompletnie, że są nadzy, Reyes łapał dziewczynę za biodra i wyrzucał w głąb jeziora. No taka zabawa, co nie? Nie wstydzili się nagości i absolutnie nie krępowali się, aby pokazać co nieco. 

- Chyba na nas pora. - Kira powoli wychodziła z jeziorka. - Odwrócisz się?

- Jasne. - odparł krótko Luke i odwrócił się w wodzie. - To znaczy, że już idziemy, tak? Szkoda...

- Ano, szkoda, ale uwierz mi - ile będzie jeszcze takich okazji.

- Na ja myślę... Proponuję jutro wyjeżdżać.

- Em, co? - zdziwiła się Kira, zakładając bieliznę i siadając na rozgrzanym kamieniu, na którym leżały ciuchy Ognistego Zabójcy.

- Nie popuszczę tym skurwysynom. Chcę wrócić do domu i przy okazji znaleźć bandę tych skurwieli. Przecież po to przyjechałaś do Urbem... Aby mnie odnaleźć i z moją pomocą ich zabić. Widzę to w twoich oczach. Chcesz zemsty.

- Chcę... Ale nie tylko zemsty... Chcę spojrzeć temu magowi w oczy, po czym go zabiję. 

- Rozumiem cię. Kiedy przestaniesz patrzeć mu się w oczy, zabiję go.

- On jest potężny. 

- No i co z tego? My też jesteśmy potężni... Jako drużyna, na kontynencie jesteśmy niepokonani, rozumiesz? Dragoni są od tego by pilnować porządku na świecie... Nawet jeśli uniemożliwia nam to Rada Magii coraz częściej. 

- No dobrze, chyba powinniśmy się zbierać. - Kira wstała, odwróciła się na palcach i schyliła się po część ubrań. Luke uśmiechnął się szeroko i strzelił małą iskierką z palca, która trafiła w lewy pośladek dziewczyny. Riannon pisnęła głośno i zrobiła się czerwona, a po chwili złagodniała. Reyes skomentował to jedynie słowami Fajny masz tyłek w sumie i oboje po kilku minutach wrócili do gildii. 

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki