FANDOM


DragonTaleOkładka20.jpg
Czworo do tanga
Kanji

フォータンゴへ

Wymowa

Tsuno e Tango

Angielski

Four to tango

Informacje
Seria

Dragon Tale

Tom

5

Saga

Saga Turniej Trójmagiczny

Inne rozdziały
Czworo do tanga (eng. Four to tango) to dwudziesty rozdział serii Dragon Tale.

Po wykonaniu trudnego zadania, jakim było przegnanie morowej dziewicy z gospodarstwa niejakiego Nila, dwójka Zabójców z Dragon Tale oraz ich towarzyszka udali się do baru ochrzczonego mianem Kakaszalot i upili się do nieprzytomności. Właściwie tylko Adrian Dragneel, który będąc miłośnikiem nie tylko kobiecego piękna, ale też wszelakich alkoholi, zasnął pod ławą, wtulając się w zgrabne nogi Laury.

Starzy znajomi rozmawiali początkowo na temat zbliżającego się Turnieju Trójmagicznego. Knight wyjaśniła, że jest sponsorowany przez Kai Shadel, ze względu na produkcję specjalnej odzieży dla uczestników tegorocznych zawodów. Przed rozpoczęciem turnieju, William Nevz, reporter naczelny miesięcznika Witch Grimoire, przeprowadzi wywiad z jednym z reprezentantów każdej gildii, która weźmie udział w konkurencji o Trójpuchar. 

- Z tego co mi wiadomo, ostatni Turniej Trójmagiczny był mniej więcej dekadę temu. Mimo, że jest to turniej, który ma miejsce co cztery lata. Czym to było spowodowane?

- Wiesz, istniało ryzyko, że swoim powrotem zaskoczy nas Abbadon Blackagar.

- Ten potężny czarnoksiężnik?

- Tak, ale jak się okazało, ukrył się, gdzieś za granicą i słuch po nim zaginął. Mówi sie, że ukrywa się na terenie Królestwa Alcatraz, a nawet gdzieś na Ishgarze.

- Zabrało go nawet na Ishgar? Nieźle...

- Kiedy Czterej Królowi się rozeszli po świecie i zaczęli podróżować, w kraju pozostała jedynie Najwyższa Rada z Jedenastką Patriamu i Siedmioma Zwierzchnikami u boku. Oczywiście zaczęto szkolić nową generację Aurorów. Jesteśmy w każdym momencie przygotowani na jego atak.

- Jeszcze kilka lat temu pomyślałbym, że chcesz zostać modelką, bądź po prostu czarodziejką i przeżywać mnóstwo przygód, będąc w jednej z gildii. 

- Ach, to było kiedyś, ale... dojrzałam. Stwierdziłam, że jestem na tyle potężna, że mogę wstąpić do straży Patriam... A później odkrył mnie Roderick, który zapoznał mnie z tobą... Znajomość z tobą bardzo mnie zmieniła... Na lepsze.

Luke uśmiechnął się i wziął kilka łyków piwa ze swojego kubka. - Ja też miło wspominam tamte czasy...

- Mhm. - mruknęła Laura i również się napiła. - A potem nie mówiąc absolunie nic, musiałam wyjechać.

- Rozumiem, przecież nie mam ci tego za złe...

- Masz, Luke. Dobrze cię znam i wiem, że masz...

Blaze zacisnął pięści i złapał dziewczynę za rękę. - Słuchaj... Byłaś dla mnie bardzo ważna i z tym całym uczuciem... trochę za szybko, wiesz... Nie zmienia to faktu, że chciałem, ale twój wyjazd mnie załamał... 

- Nie chciałam ci stać na drodze do szczęścia z Chloe.

- Podobałem się Chloe, ona dażyła mnie ogromnym uczuciem, nie tylko przyjaźnią, ale ja do niej nie czuję tego, co do ciebie czułem, rozumiesz? Byłem załamany, ale szybko się ogarnąłem... Dziwne, że Adrian nie zdążył cię poznać wtedy...

- Luke, to było cztery lata temu... Poza tym znaliśmy się może kilka miesięcy i tylko w określone dni i godziny... To było dziwne...

- Wiem, wtedy zrozumiałem, że za szybko... - Luke znów wziął kilka łyków piwa i wytarł usta z bialej piany. - A potem... Chloe zginęła ratując mnie.

- Poświęciła się dla ciebie...

- Była i jest dla mnie ważna. Zawsze będzie, ale nie potrafiłem kochać jej jako ktoś więcej, niż przyjaciółkę. Po prostu nie mogłem...

- Wiem, wiem... Wszystko wiem...

- Słuchaj, powinniśmy się zbierać.

- Właściwie to... wy powinniście się zbierać. Ja tutaj zostanę.

- Co? - zdziwiony Luke odstawił swój kubek i ziewnął. - W sumie, śpiący jestem. Dlaczego chcesz zostać w Kakaszalocie?

- Nie mam gdzie się podziać tak szczerze... Zostawiłam swoje rzeczy i pieniądze w moim apartamencie w Pizzy, a mam ze sobą tylko to, co mam na sobie, ewentualnie na podmianę z Rycerskiego Wymiaru. 

- Jakiego wymiaru?

- Mojego nieograniczonego wymiaru, z którego mogę wymieniać arsenał, czyli broń i zbroję, jak i zwykłe ubrania, gdy nie chce mi się ubierać, po prostu używam Podmiany, wiesz...

- Sprytnie, nie powiem... Podmiana... Łowczyni?

- Nie... Pogromczyni. Dlaczego pomyślałeś, że Łowczyni?

- Joanna Dahaka, nasza przyjaciółka i przy okazji love interest naszego pijanego kumpla pod stołem posługuje się Podmianą: Łowczyni, więc chciałem mieć pewność.

- Och, to ciekawe... Bardzo chętnie ją poznam!

- Dlatego też proponuję, abyś poszła z nami do gildii.

- Coś ty... Ja nie chcę się narzucać, poza tym mam obowiązki.

- Wiem, ale nie pozwolę, żebyś tutaj została na pastwę losu...

- Wiesz, że bym sobie poradziła.

- Z pewnością, ale chodzi mi o to, że nie powinnaś tutaj teraz siedzieć. Jesteś bez pieniędzy, więc nie wynajmniesz żadnego pokoju. W gildii w sumie również brak pokoi...

Do czego on zmierza? - pomyślała. Uwielbiam, gdy nie mówi wprost, że chce...

- To może pójdziemy do mnie, co? U mnie napewno znajdzie się miejsce dla ciebie. Mogę nawet odstąpić łóżko.

Wiedziałam - pomyślała Laura, uśmiechając się do Luke'a. - W sumie to czemu nie? Nie mam ochoty tutaj zostawać, szczerze... To dobry pomysł...

- Okej, zbierajmy się. - powiedział Luke, wstając i klękając wyciągając nachlanego Adiego spod stołu. - Wstawaj Ognisty Kielichu, dość tego dobrego.

- Aye! - przytaknął Adrian bekając. 


Wychodząc z Kakaszalota Adrian zdążył wytrzeźwieć, więc nie potrzebował już asekuracji swojego przyjaciela. Postanowił sam iść. Przemierzyli kilka ulic, aż dotarli do budynku, w którym znajdowało się mieszkanie Luke'a. Ponieważ Dragneel mieszkał naprzeciwko, zniknął w blasku księżyca i zostawił dwójkę towarzyszy samych. Luke otworzył drzwi i przepuścił Laurę jako pierwszą. Szli schodami - oczywiście Luke za Knight, aby dyskretnie podglądać, jak kręci swoimi pośladkami. Oczywiście nie zdawająca sobie z tego sprawy czarnowłosa dalej szła, nie zauważając, iż Blaze patrzył się jej bezczelnie na tyłek. 

Ogarnij się, Blaze - powiedział w myślach Zabójca Tytanów. Nie powinieneś nawet patrzeć jej w oczy.

- Co ty taki cichy? - zapytała Laura zaintrygowana dziwną ciszą na korytarzu.

- Em... Tak jakoś... Zmęczony jestem. Pozwól, że poprowadzę. Ostatnie piętra, mieszkanie numer dwadzieścia siedem. - Luke wyjął z kieszeni klucze i otworzył drzwi mieszkania znajdującego się na samej górze budynku. Było ono duże - mały salonik połączony z kuchnią z sypialnią oraz łazienką naprzeciwko siebie. W saloniku znajdował się szklany stolik z sześcioma pufami przy kominku oraz ogromne okno, dające przepiękny widok na panoramę Urbem nocą. 

- Nie masz kanapy? - zapytała różowooka.

- Tak się składa, że nie... Miałem kupić ostatnio, ale właściwie jestem tutaj pierwszy raz od sześciu miesięcy. Lawliet czasami wpadał, aby zobaczyć, czy wszystko w porządku. 

- Lawliet?

- Mistrz naszej gildii...

- Ach, okej, rozumiem... Mogę się wykąpać u ciebie?

- Tak, jasne... Właściwie mam tylko pryszni...co? - Luke odwracając się do Laury, zobaczył ją w trakcie podmiany swojej odzieży na... nic. Po prostu pozbyła się swoich cicuchów i nago na oczach Blaze'a weszła do łazienki.\

- Gha... co ona? - zakłopotany blondyn oparł się o blat w kuchni i otarł oczy ze zmęczenia. - Ogarnę sobie jakiś materac do spania... 

Podczas, gdy Laura brała długi prysznic, Luke przebrał się w piżamę, a właściwie jedynie w spodonie, gdyż zazwyczaj śpi bez koszulki, wyjął materac z szafy, położył niedaleko łóżka i wskoczył pod pieżynę, zasypiając szybciej, niż zdołał się uchlać Dragneel w Kakaszalocie

Laura owinięta w biały ręcznik przeszła obok śpiącego od pół godziny Blaze'a, który wiercił się praktycznie cały czas i zrzuciła ręcznik, aby ręcznie, nie z użyciem Podmiany, założyć bieliznę. Nie podmieniła jej na piżamę, więc można było się spodziewać, że będzie miała zamiar spać w samej bieliźnie. 

Ona również nie mogła zasnąć, głównie przez wiercącego się na podłodze Blaze'a i jego gadki przez sen. Zdarzało mu się nawet samemu z siebie wstać, zakręcić się dookoła materaca, położyć z powrotem i zasnąć. Po godzinie w końcu uwalił się w kimę, ale oczywiście nadal się wiercać. Zdenerwowana Laura, nie mogąc znieść skrzypiącej podłogi pod leżącym niebieskookim - wstała, podeszła do niego i podniosła maga ognia.

- Ach, jaki on ciężki... - jęknęła Laura trzymając Blaze'a na rękach. Była niezwykle silna, dlatego też można było się domyślić, że przewagę nad przeciwnikiem w walce zapewnia jej własna siła oraz umiejętności bojowe. Położyła go obok siebie i odwracając się od niego, zasnęła.


Następnego dnia o pierwszej po południu

Zaspany Blaze ziewnął i przeciągnął się na łóżku, odwracając się do śpiącej jeszcze Laury. Nagle rozszerzył oczy i wrzasnął:

- Kurwa! - Krzyk Luke'a obudził dziewczynę, która również krzyknęła i oboje spadli z obu stron łóżka. Leżeli chwile i podnieśli głowy, by móc spojrzeć sobie w oczy.

- Co ty robisz w moim, łożku? Zaraz... Czekaj... Co ja robię w moim łóżku?

- Wierciłeś się jak cholera, więc przeniosłam cię do łóżka. Co ciekawe, przestałeś się rzucać na wszystkie strony, ale... zdarzało ci się mnie dotykać tu i tam.

- To znaczy gdzie?

Laura dotknęła się lewej piersi puszczając oko do niebieskookiego.

- Ja nie mogę... Przepraszam! - krzyknął zawstydzony. - Taki mam nawyk, że łapię w nocy za coś miękkiego. 

- Dobrze, ty się mi nie tłumacz. Gorący jesteś...

- C-co? - Blaze zerwał się na równe nogi i założył koszulkę. 

- Ach, spokojnie, nie w tym sensie. Przez twoją magię czuję od ciebie taką wysoką temperaturę, że głupio by było, gdybyś pozwolił mi tak marznąć w nocy.

- T-to znaczy?

- No przytuliłam się do ciebie jakoś w środku nocy.

- Co?!!

Knight zaczęła się śmiać, a Luke zakomunikował, że idzie pod prysznic. Tym razem porządnie zatrzasnął za sobą drzwi i zamknął je na klucz.

Cholera jasna no... - pomyślał wskakując do kabiny prysznicowej. - Ja zawszę muszę coś odjebać...

LauraDay.png
Dwadzieścia minut później. Luke wyszedł z łazienki, zakładając koszulkę, a następnie kurtkę, która była powieszona na wieszaku przed lustrem obok drzwi wejściowych. Zmierzał w kierunku kuchni. Zastał cały stół pokryty jedzeniem, od naleśników do jajecznicy z kiełbasą. Naprzeciwko siedziała Laura ubrana w białą koszulę bez rękawów z czerwoną wstążką pod szyją. Trzymała w ręku filiżankę kawy i uśmiechała się do starego znajomego.

- Wydaje mi się, że tym skromnym śniadaniem mi wynagrodzisz to, że się do ciebie "dobierałam". 

- Ja wiem, że się do mnie nie dobierałaś... Ale dziękuję, to miłe z twojej strony, Laura.

Blaze usiadł wygodnie i polał naleśniki miodem i syropem klonowym, po czym zaczął je smacznie zajadać. Kiedy skończył, zabrał się za jajecznicę z kiełbaską, która mówiąc szczerze, skradła jego serce. Była tak dobrze doprawiona i taka chrupiąca, że chłopak ze smakiem wciągnął drugą na raz. Zapił to wszystko swoją ulubioną zieloną herbatą mrożoną.

- Mmmmmmmmmm... - mruknął Luke z zachwytu i pomasował się po brzuchu. - Uwielbiam cię za to!

Laura zarumieniła się i lekko uśmiechając się wzięła łyk kawy.

- Miło, ale powinnam się już zbierać... Muszę wracać do Pizzy... Poza tym turniej zbliża się wielkimi krokami, a przecież organizowany jest na terenach Urbem.

- Mówisz poważnie? - zaskoczony wstał i odniósł puste naczynia do zlewu. - To idealna okazja, aby się do takiego turnieju dostać!

- Jako, że Roderick jest przewodniczącym Siedmiu Zwierzchników, będziecie mieli łatwo, aby się do niego dostać. Zresztą - brane są pod uwagę statystyki i ogólne opinie na temat gildii. Wydaje mi się, że macie dobrą opinię, prawda?

- Mi się wydaje, że większość mieszkańców nas lubi, ale napewno nie wszyscy... W każdym razie... Zjadłem śniadanie, a to już pora obiadu!

- Głupi jesteś...

Mag ognia uśmiechnął się szeroko i wstał. Nagle usłyszeli, że ktoś dobija się do drzwi. 

- Luke! Luke! Luke! - krzyczał głos zza drzwi. - To ja!

- Adi... - Luke podbiegł do drzwi i je otworzył. W momencie Dragneel wparował do mieszkania, przewracając swojego przyjaciela. Pobiegł do kuchni i zobaczył siedzącą tam Laurę.

- Laura-chan, Luke... Yo! - Czerwonooki Zangetsu krzyknął uradowany i poniósł lewą rękę zaciskając pięść. - Pragnę wam zakomunikować, że gildia Dragon Tale dostała się do Turnieju Trójmagicznego!

- Mówisz poważnie? Tak! - Luke uradowany wiadomością uścisnął swojego przyjaciela. Obaj Dragoni krzyczeli coś w stylu Dragon Tale najlepsza, Dragon Tale niepowstrzymana jest!. - Od kogo to wiesz?

- Od Asi. Właśnie wróciła od Scamandera. Roderick również się cieszy, wszyscy w gildii się cieszą!

- A jak długo stoisz na nogach?

- Ja od ósmej rano. Pobiegłem szybko do gildii i spotkałem się z Asią. Poza tym mam dla was nową wiadomość...

- Nie byłeś skacowany? - zapytała Laura.

- Nie... Zresztą, może, nie ważne... Asia i ja pragniemy zaprosić waszą czwórkę do ekskluzywnej restauracji na obrzeżach miasta. Wiecie eleganckie stroje, muzyka klasyczna, wykwintne dania i znakomite wino. Wiecie romantico por favor, czy jakoś tak! - Adrian skakał z radości. - Zjem coś bardzo dobrego!

- Bardzo się cieszę, że twoja przyjaciółka mnie zaprosiła, ale ja chyba nie mogę...

- Jak to? No niee... Sama mówiłaś, że ją chętnie poznasz, a przecież możesz wrócić do Pizzy, nie wiem, jutro?

- Właściwie to mogę wrócić kiedy chcę, ale no niestety... Taka już jestem, że kiedy mam do wykonania zadanie, wracam kiedy to wykonam to zadanie najszybciej jak się da!

- No to tym bardziej! Proszę, Laura-chan! 

Po długim namyśle Laura w końcu rzekła: - Dobrze, pójdę z wami do tej restauracji!

- Arigato! - odparł wesoło czarnowłosy i zawiązał swoją czerwoną opaskę na dłoni. - Joanna zarezerwowała stolik dla czterech osób na godzinę siedemnastą, więc wiecie, macie trzy godzinki, aby się uszykować!

- Właściwie to... Ja już jestem gotowy...

- Ja w sumie też...

- O nie, nie, chłopcy. - machnęła palcem Knight. - Tak to wy nigdzie nie pójdziecie!

- A to niby dlaczego? - zapytał zdziwiony Dragneel, któremu iskry świeciły się w czerwonych oczach. - Lubię swój styl, a jak ktoś będzie chciał zwrócić uwagę...

- Nie, nie, nie! Właśnie nie możesz zachowywać się, tak jak się zachowujesz...

- To znaczy, że zachowuje się prostacko!? - zdenerwowany Adrian walnął pięścią w stół, robiąc w nim dziurę. - Tak?

- Nie o to mi chodzi, idioto!

- Dobra, uspokójcie się! - rozdzielił dwójkę przyjaciół Zabójca Tytanów i powiedział: - Adi, założymy dzisiaj wyjątkowo garnitury i nic nam się nie stanie, jeśli wytrzymamy w nich kilka godzin.

- W sumie... Asia mnie do tego namawiała, ale jej odrzekłem, że nie ma mowy... Zdenerwowana wywaliła mnie z mieszkania, więc jestem tutaj, by wam powiedzieć, że zdecydowała się na to czteroosobową imprezkę!

- Ale ty jesteś...

- Zamknij się! - przerwał dziewczynie Adrian i mówił dalej. - Tak, wyrzuciła mnie z mieszkania, po czym nie wiem, jak to do końca jest z tą rezerwacją, być może odwołała, albo po prostu miała mnie na chwilę dość. No centralnie przez okno mnie wyjebała, a ja do was z kilka kilometrów szedłem.

- Dziwne, że wszyscy nie mieszkamy w jednej okolicy... To by było najwygodniejszą alternatywą.

- Tak, dobra, okej, rozumiem już. To jak z wami będzie? Laura, Luke?

- Ja jestem za. - odparła krótko zamykając oczy. - Wystarczy, że użyję podmiany i jestem gotowa.

- A ja muszę ogarnąć jakiś garntur. Marynarkę chociaż... A tak się składa, że jakąś w szafie mam. 

- Tylko, żeby zza kołnierza nie wystawały jakieś mole, czy chuj wie co jeszcze, mordo. - skwitował Adrian i wyszedł z mieszkania. - Jakby co, to za dwie godziny po was przyjdę! - krzyknął z korytarza i ucichł.

- Hm... To co teraz?


Powiem wam szczerze - ten odcinek jest tak chujowo nudny, że aż mi się nie chce go kończyć, dlatego też małymi kroczkami zbliżamy się do przełomowego momentu całej sagi, czyli Turnieju Tójmagicznego. Nazwa myląca, ale zamknąć mordy, bo wiem co robię!

Kocham wam, dziubaski xD

Ciąg dalszy nastąpi

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki