FANDOM


DragonTale17Okładka.png
Wielki Powrót
Kanji

偉大戻ります

Wymowa

Idai Modorimasu

Angielski

The Great Return

Informacje
Seria

Dragon Tale

Tom

5

Saga

Saga Turniej Trójmagiczny

Inne rozdziały
Wielki Powrót (ang. The Great Return) to siedemnasty rozdział serii Dragon Tale

Sześć miesięcy później po ostatnich wydarzeniach. Jeszcze kilka dni przed pogrzebem Chloe Cameron, Luke zakomunikował, że wyrusza w podróż po świecie w celu odpoczynku. Nie planował wracać prędko, ostatnie wydarzenia mocno odbiły się na jego psychice i nie miał zamiaru angażować się w cokolwiek, co dotyczyło magicznego półświatka. Mimo to, już jako Luke Blaze powrócił do kraju okryty jedynie czarnym, postrzępionym płaszczem z kapturem, który zakrywał jego twarz. Miał ze sobą tylko i wyłącznie jedną małą torbę, której pas przerzucił przez ramię. Szedł wolnym krokiem, przekraczając mury miasta Urbem. Przez chwilę można było dostrzej jego usta, które mówiły praktycznie tyle, co nic, to znaczy - całkowity brak jakiegokolwiek wyrazu twarzy, emocji... Reszta twarzy była zakryta przez kaptur, bądź zasłonięta cieniem. Metr nad Blaze'm leciał jego koci towarzysz, parademon Chu. 

Przez dłuższą chwilę nikt nie zwracał uwagi na maga z Dragon Tale, ale niedługo później większość mieszkańców zgromadzonych na chociażby głównym rynku, wtapiało swój wzrok w naszego protagonistę, zadawając sobie pytanie - kto mógł skrywać się pod płaszczem? Ponieważ wydawał się bardzo tajemniczy, a jednocześnie niepokoił swoim zachowaniem, a raczej jego brakiem, każda z przpadkowych osób omijałago szerokim łukiem. Czyżby ktoś domyślił się, że to może być właśnie Ognisty Zabójca Tytanów.

Chu wzbił się w powietrze, zatrzepotał skrzydełkami i zaczął pikować w dół, aby zatrzymać się przed Luke'iem, zrobić przewrót w powietrzu i wylądować swojemu opiekunowi na ramieniu. 

Gdybym musiał podsumować ten rok, stwierdziłbym, że z pewnością był to najgorszy rok w moim życiu. Straciłem ojca, okazało się, że miałem starszego brata, którego absolutnie nie mogłem pamiętać z powodu pieprzonej magii, a w dodatku możliwe jest, że i on nie żyje oraz straciłem jedną z najważniejszych mi osób, kobietę, którą kochałem, ale bałem się zrobić krok w tym kierunku... Doprowadziłem do tego, że odeszła nie wiedząc, co czułem... Ale może to lepiej... Jasna cholera, co ja w ogóle pieprzę!? Jakie lepiej!? Co może być lepsze od jej śmierci? Czasami zastanawiam się nad swoją ludzką egzystencją... Jestem bardziej człowiekiem...czy demonem? A może potworem z krwi i kości? - rozmyślał, przemierzając kolejny dystans. 

- Luke... - rzekł po cichu Chu do ucha chłopaka. - Powiedz coś, proszę...

Blaze milczał - nie miał ochoty na rozmowę, nawet ze swoim parademonem. Chu spuścił głowę, westchnął i również zamilkł. 

ReturnofTitan.jpg
Błękitne niebo zostało zakryte przez ciemnoszare chmury, które zapowiadały najprawdopodobniej deszcz. Mimo ciepłego klimatu, Chu przeszył dreszcz zimna, a Luke nie wzruszony szedł dalej. Zepsuta pogoda w żaden sposób nie wpłynęła na humor mieszkańców. Kilkanaście metrów przed bramą prowadząco do drugiej części miasta zgromadziło się pełno handlarzy, którzy z nadzieją, że wepchną komuś swoje towary, proponowali specjalne promocje, czy oferty kupna dwóch w cenie trzech. Sprytne i cwane. W każdym razie, Luke olał wszystkich zaczepiających go sprzedawców i przemierzając most prowadzący do Dzielnicy Wschodniej dostrzegł znajdującego się przed bramą strażnika, który trzymał w ręku kilka glejtów.

- Stać! - krzyknął w kierunku Blaze'a i podchodząc do niego. - Bez glejtu nie wpuszczamy.

Luke chwilę milczał po czym przemówił. - Od kiedy do innej dzielnicy potrzeba glejtu, aby się w ogóle tam dostać, strażniku? Jakieś nowe rozkazy ze strony Najwyższej Rady Magii?

- Bez zbędnych pytań, nieznajomy. Nie mam na to czasu!

Luke spojrzał za siebie, a następnie w prawo, po czym lewo i powiedział: - Właśnie widzę, strażnik jest zajęty rozmową z innymi obywatelami i bierze od nich glejty.

- Nieznajomy ma glejt, czy nie?

- Przebyłem długą drogę... Wróciłem po długiej nieobecności, co znaczy, że jestem brudny, zmęczony, głodny i potrzebuję noclegu. Jeszcze chwila, a stracę cierpliwość. - Płomienisty Nephilim podniósł głowę, ukazując strażnikowi swoją twarz. - Nadal muszę wręczać glejt?

- Gha... - strażnik zawahał się. - T-to... W tym przypadku proszę przejść! - krzyknął sztywno prostując się. Blaze wzruszył ramionami i przechodząc przez most, zszedł po schodach w dół i skręcił w lewo. Ulica była pusta. Ani żywej duszy. Rozwinięty słuch Luke'a dał jednak o sobie znać. Dragon usłyszał niepokojące jęki, dobiegające ze ślepej uliczki, a konkretniej z zaplecza restauracji słynącej z zasmażanej cebuli i buraków. Przyszpieszył nieco, aby lepiej słyszeć, co się dzieje na zapleczu.

Stanął oko w oko z bandą łobuzów, bądź nazywanych przez większość amerykańskiego społeczeństwa thugsów, którzy nosili się w strojach do gry w baseball. Jeden z nich wyróżniał się na tle grupy - nosił czapkę, miał średniej długości kruczoczarne włosy i zaczepiał młodą dziewczynę, która na tylu rosłch mężczyzn po prostu nie miała szans, aby uciec. Mag przyglądał się im chwilę, ale kiedy zauważył, że bezczelny osobnik skierował swoją dłoń pod spódniczkę swojej ofiary, puściły mu nerwy.

- Ekhem. - kaszlnął Luke, aby banda złoli zwróciła na niego uwagę.

- Czego tutaj chcesz palancie? - powiedział rosły facet, strzelając palcami, zaciskając po chwili pięści.

- Proszę, abyście zostawili tę panią. Grzecznie proszę. - zaznaczył Blaze.

- Ach, tak? A ja grzecznie proszę, abyś wypierdalał przybłędo! Jest nas więcej!

- Tak, widzę. - rzekł krótko wiodąc ich wzrokiem. - Ja jestem jeden, a was jest ośmiu, ale to nie znaczy, że jest was więcej. To taki matematyczny paradoks, wyjątek od reguły.

- Znaczy, że co?

- Znaczy, wypierdalać stąd w podskokach, bo połamię kości. - zrobił krok do przodu i zdjął kaptur, zapalając w dłoni czerwonawy płomień. - Wszystkim. 

- Tylko nie on! - krzyknął przestraszony typek z irokezem. - To ten blondas z Dragon Tale! To Mag Ognia, przecież on nas tutaj usmaży. Chodźmy stąd, póki jeszcze nie wypalił nam tego swojego piętna.

Jakiego do kurwy nędzy piętna? - pomyślał Blaze, a jego płomienie otaczające dłoń zaczęły się rozszerzać, co ruszyło opryszków.

Przywódca bandy patrzył się na Dragona podejrzliwie, aby spuścił wzrok. Spojrzał się na przestraszoną kobietę i rzekł:

Thugs.jpg
- Chodźmy. - Po czym banda baseballowców opuściła zapleczę i zniknęła we mgle, unoszącej się nad miastem.

- D-dziękuję, panie...

- Nie jestem żadnym panem... Jestem Luke Blaze. I właśnie wróciłem do domu! - Luke uśmiechnął się i opuścił kobietę, Chu usiadł mu na ramionach. Obaj również zniknęli we mgle.


Po godzinie dotarł do bramy, która miała wyprowadzić go z miasta. Do siedziby gildii został już niecały kilometr. Musiał jedynie przejść las, który całkowicie zatopił się w gęstej jak mleko mgle. Zza drzew dobiegał jednak przyjemny dla ucha śpiew ptaków. 

- Luke jak zwykle cięty na przypadkowych zbirów... - mruknął Chu, po czym się uśmiechnął.

- A co ja miałem zrobić, Chucky? 

- Ja to bym jak zwykle powiedział Chisuko, ale to ja. Poza tym sam też bym sobie dał radę z nimi. Jestem rzadkim okazem parademona, przecież wiesz.

- Nie wywższaj się tak, bo ja nawet nie miałem zamiaru skopać im dupsk. Szkoda czasu, poza tym mi się śpieszy.

Pogoda zaczęła wracać do pierwotnego stanu. Oczom obu przyjaciół ukazał się znak, na którym wypisane było zdanie: Witamy w Dragon Tale!.

- W końcu... Dom. - Blaze uśmiechnął się i zrzucił płaszcz, wyrzucając go do strumienia i podążył za wyprzedzającym go Chu.

Kilka minut później obaj weszli do środka budynku, który służył za siedzibę gildii. Jak zawsze, ludzi było pełno - bawili się, pili i gadali między sobą. Jednak nagły powrót Luke'a wszystkich zdziwił. Skupili swój wzrok na nim i nie mogąc wydusić z siebie żadnego słowa po prostu wykrzyczeli jego imię i zaczęli wiwatować. Luke uśmiechnął się szeroko, zaś jego parademon powiedział:

- Dobrze jest cię widzieć takiego jak zawsze, aniżeli...

- Takiego emo leszcza, jakim byłem przez ostatnie sześć miesięcy? Byłem samotny, Chu i miałem tylko ciebie, ale wróciłem do miejsca, które od zawsze było domem i głupio było ten dom opuszczać, po tym jak przyjaciele ryzykowali swoje życie, aby pomóc mi rozwiązać sprawę związaną z moją rodziną.

- Reyes! Reyes! Reyes!

- Em... Słuchajcie mnie...

- Reyes! Reyes! Reyes!

Luke westchnął i zakrzyczał - Słuchajcie mnie!!!

Wszyscy zaskoczeni wysoką skalą głosu Maga Ognia, przestali skandować jego nazwisko.

- Od sześciu miesięcy nie nazywam się Reyes, tylko Blaze. Odkąd zostałem oskarżony przez Najwyższą Radę Magii o niszczenie mienia w wielu miastach, spanikowałem i musiałem odejść. Ale moja podróż nie poszła na marne, wróciłem silnejszy... W każdym razie jeżeli ktoś jeszcze położy swoje brudne łapska na tej gildii, spróbują zagrozić moim przyjaciołom i wam... Spotka ich los znacznie gorszy niż śmierć... W końcu czego się można spodziewać po Ognistym Zabójcą Tytanów? - Luke ponownie uśmiechnął się szeroko, a wszyscy zgromadzeni w barze znów zaczęli wiwatować i skandować imię Płomienistego Nephilim. 

Dragon rozejrzał się po pomieszczeniu i nigdzie nie mógł spotkać nawet jednego ze swoich przyjaciół - Adrian zniknął, Kira razem z Joanną i Sakuyą ponoć wyruszyły na misję, zaś reszta kompanów, chociażby Xandred, Matsu, czy Yarato po prostu byli nieobecni. 

Szedł schodami na górne piętro, mijając kilku innych magów z gildii i witając się z nimi. Na górnym piętrze znajdowało się pomieszczenie, które było w pewnym sensie gabinetem, bo tak to możnabyło nazwać, Lawlieta Yagami - mistrza gildii, który słynął ze swojego wybuchowego charakteru i niesamowicie luźnej postawy.

- Witaj mistrzu. - rzekł krótko Luke zamykając za sobą drzwi.

- Yo, młody! - Lawliet uśmiechnięty na widok Luke'a podszedł do niego i zbił z nim piątkę. - Opowiadaj młody, co robiłeś przez taką kopę czasu, hę?

- Ach... Właściwie to nic... Zaszyłem się w górach, gdzie wyremontowałem małą chatę, którą znalazłem w tragicznym stanie. I nic tylko trenowałem, obserwowałem okolice, myślałem, że coś się wydarzy, rozumiesz?

- Aye, młody. - Lawliet westchnął i napił się ze swojej piersiówki. - Ach, Roderick kazał ci przekazać, że pod wieczór powinien przyjechać. Wiesz, często jeździ do Novigaardu przez ostatnie wydarzenia. Ma do ciebie sprawę.

- Jaką?

- Nic nie powiedział, nawet mi. Cały Roderick, co nie, młody?

- Aye, wiem... Roderick jak zwykle tajemniczy, a zdrugiej strony potrafi być ciętym dupkiem. 

- Taki jego urok, młody, nic nie poradzimy na to jaki jest. Ale przecież właśnie taki Roderick jest najlepszy, kiedy jest sobą.

- Ja nie mówię, że to źle, mistrzu. Dobra, spadam, dopóki nie mogę znaleźć żadnych z kompanów, może wezmę jakieś zadanie na start.

- Klasy S?

- Nie wiem... Zobaczę. - powiedział Luke zatrzaskując za sobą drzwi. 


Zobaczmy - pomyślał wpatrując się w tablicę ogłoszeniową. - Morowa dziewica... ogłoszenie nadane przez niejakiego Nilo, właściciela sporego gospodarstwa na południu od Urbem... Szczegóły - tajemnicza biała postać co noc pojawia się na terenie gospodarstwa... Boję się wychodzić z domu, a moja żona i dzieci są przerażeni. Morowa dziewica, bo tak ją określiliśmy, wyje co wieczór kilka metrów od domu. Umieramy ze strachu. Wiemy, że jest to duch i nie daje nam spokoju... Może to jakaś zabłąkana dusza, a może to jakieś widmo? Proszę o szybką interwencję, wynagrodzimy... - Luke przerwał czytać w myślach. Tyle informacji mu starczyło - schował kartkę z ogłoszeniem do kieszeni i wyszedł z siedziby. Chu powędrował za nim.

- Widziałem jak bierzesz jakieś ogłoszenie. Zadanie?

- Aye.

- Mogę wiedzieć jakie?

- Morowa dziewica.

- Co kurwa?

- Morowa dziewica, duch... - Luke zatrzymał się. - Zaraz! Chu, wróć do gildii i wejdź do archiwum gildii i znajdź mi książkę zatytułowaną Duchy, zjawy i widma z cyklu Magiczne istoty, tom trzeci Matildy Monro. 

- Aye, za chwilę jestem!

Luke dosłownie czekał chwilę, może trochę dłuższą chwilę, aż w końcu parademon zjawił się nad głową Dragona trzymając w rękach grubą księgę Duchów i zjaw.

- Trzymaj. - Chu zrzucił książkę prosto na Luke'a, który błyskawicznie ją złapał i otworzył od razu na odpowiedniej stronie. 

- Jak... Nawet nie zajrzałeś do spisu treści...

- Nie przeszkadzaj, bo czytam. O morowej dziewicy wiem niewiele... Morowa dziewica, nazywana również dziewicą moru to zjawa, która jest zwiastunką zagłady... Opisem jest zbliżona do południcy, z którą walczyliśmy kiedyś - pamiętasz? 

- Aye, czytaj dalej. 

- Ach, okej, dobra... Hm... Morderczy demon, który porywał, bądź zabijał tych, którzy niebacznie przebywali zazwyczaj na polach lub odosobionych miejscach... Wygląd... trup odzianej na biało kobiety, pozostawiający za sobą srebrno-białą poświatę i chłód... Zdolności... unosząca istota potrafi materializować się, bądź przenosić się z miejsca na miejsce, przechodząc przez ofiarę i zadając jej obrażenia. Odnotowano wiele brutalnych mordów, za które odpowiedzialne były rzekomo morowe dziewice. Jak wspomniano wcześniej - morowa dziewica za życia była młodą kobietą, zazwyczaj dziewicą, ale wiele lat później używano tego terminu bez względu na termin dziewictwa.

- Em... Jakieś sposoby na zwalczanie morowej dziewicy są?

- Morowe dziewice boją się ognia oraz magicznych pułapek - wtedy są w stanie wrócić do stałej formy, można ją zaatakować, a tak w świetle księżyca, czy w blasku słońca, potrafi zmienić swoje ciało jedynie w materię, na której ataki nie robią wrażenia. - dokończył Luke i zamknął książkę i schował ją do torby. - Dobrze, Chu, muszę już iść.

- Jak to muszę? Idę z tobą!

- Tym razem to wykluczone! To jest morowa dziewica, więc nie zdziwiłbym się, gdyby przejęła nad tobą jakąś kontrolę, bądź cię opętała. Idę sam. Wrócę niedługo. Zostań i nie próbuj za mną iść, bo się fochnę.

- Ech... Dobra, Luke, ale obiecaj mi coś...

- Co?

- Kup mi te ciastka, co ostatnio jedliśmy przed powrotem do Urbem. Może tutaj są...

- Masz przyziemne wymagania, przyjacielu, ale dobrze, kupię ci je. Nawet kilka torebek.

- W takim razie z chęcią zostanę. Do zobaczenia.

Chu powędrował do siedziby przez okno, zaś Luke zniknął gdzieś w lesie. 

- Podsumowując: mamy morową dziewicę, która atakuje w opuszczonych miejscach. Tym razem jest w stanie zaatakować na terenie zamieszkiwanym przez ludzi. Działa na nią ogień, więc punkt dla mnie, ale też magiczne pułapki i specjalne zaklęcia... Można też zastosować olej, ale nie mam go... Nie ważne... Mimo wszystko coś mi tutaj nie pasuje, ponieważ morowa dziewica nie powinna atakować w nocy, a zazwyczaj za dnia, to znaczy w południe, bądź po południu... Rzadko co zdarza się, aby widmo kobiety atakowało wieczorem, bądź w nocy, a tutaj mamy właśnie taki przypadek. Jeżeli okażę się, że to jednak nie morowa dziewica, a bardziej niebezpieczny demon, do którego się nie przygotowałem, nigdy nie biorę tych ogłoszeń, serio... 

Luke zmierzał w kierunku gospodarstwa Nilo.

- Morowa dziewica... Kurwa no... Znaczy się wciąż dziewica... Ja, pierdolę, spaliłem to. Ooo... spaliłem... Ale to mi się udało, hehe, x kurwa D. Dobra, dosyć śmieszkowania, zbliżam się do gospodarstwa, a zbliża się też noc. Powinienem spotkać się z właścicielem i go przełuchać. 


Ciąg dalszy nastąpi...

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki