FANDOM


Krew i Ogień to dwunasty rozdział serii Dragon Tale

Tymczasem na górze. Kiedy Aiden i Luke wymieniali się potężnymi ciosami i zaklęciami, Adrian zdążył powalić kilku drobniejszych magów z Ligi Cieni. Współpracował z Xandredem, który błyskawicznie zamrażał swoich przeciwników i wykorzystywał lodowe sople do tworzenia całkiem wytrzymałych lodowatych mieczy. Adrian złapał jednego z randomowych zabójców za kołnierz i skoczył wysoko w górę, robiąc salto, jednocześnie rzucając nim o ścianę. Murata atakował z niewielkiej odległości, zaś Matsu, który dołączył się do dwójki przyjaciół, posługując się pozostałym na podłodzę piaskiem, wytworzył ogromny wir, który porwał kilku pozostałych członków Ligi Cieni i wyrzucił ich gdzieś w stronę schodów na górne piętro. Reszta Dragonów, głównie Yarato i Kira skupili się na ochronie Smoczego Kryształu, do którego chciało się dostać większość oponentów. Oczywiście na próżno, Kira z prędkością światła wysylała przeciwników na drugi koniec budynku, oczywiście skopanych do nieprzytomności. No cóż...

- Adi, dużo ich tutaj! - krzyknął Sharp, pokrywając rękę piaskiem i uderzając magicznego zbira.

- Zauważyłem... Damy radę, są słabi... Spodziewałem się czegoś innego... Wiesz...

- Kurwaaaaaaa! - przerwał Xandred krzycząc i przelatując Adiemu koło oczu w pozycji leżącej. Uderzył o ścianę z taką siłą, że nie mógł podnieść się od razu. Adrian spojrzał się w kierunku z którego wystartował Lodowy Zabójca Bogów. Jego oczom ukazał się wysoki mężczyzna cały ubrany na biało z karmazynowymi włosami i oczami. Uśmiechał się szeroko, a całą rękę pokrytą miał w ciemnoczerwonej bańce. To był Escell.

- Witam państwa bardzo serdecznie, powróciłem, hahaha! - roześmiał się szderczo Escell skupiając swój wzrok na Adrianie. - Zatańczymy?

- Panie przodem...

- Ach, wspaniale - westchnął karmazynowowłosy i zrobił krok do przodu.

Adrian rozpalił swoję ręce, uwalniając szkarłatny płomień i zaczął biec w kierunku Escella, który był jego nowym przeciwnikiem. Nie spodziewa się jednak, że ubrany na biało mroczny mag tak naprawdę stanowi poważne zagrożenie dla Zabójcy Feniksów.

Escell wykonał kilka ruchów dłonią i rzucił bańkę w kierunku czarnowłosego. Ten nie spodziewając się absolutnie niczego, miał zamiat wypowiedzieć kolejne zaklęcie, jednak coś niepokojącego mu w tym przeszkodziło. Czerwona bańka zaczęła się rozrastać na całym ciele Adriego, po chwili pokrywając go czerwoną mazią, aby następnie powiekszyła się ona w ogromną bańkę.

Kia... To krew! Jak to możliwe! - pomyślał Dragneel i spojrzał się na Escella, który cały czas szaleńczo się uśmiechał.

- Zaskoczony? - zapytał i sprawił, że bańka zaczęła wybuchać w środku. Sprawiło to Dragonowi ból, ale nie na długo. Jego ciało zamieniło się w żywioł i po jakimś czasie wyszedł ma powierzchnię.

- Ach, mogłem się tego spodziewać po Magu Ognia! - karmazynowooki wystawił dłoń, która zaczerwieniła się do takiego stopnia, że po kilku sekundach zaczęła palić się czerwonym płomieniem. Płomienie te ukształtowały się w ognisty miecz, który miał służyć jako jedyna broń zdolna w jakiś sposób zranić Zabójcę Feniksów.

Również Mag Ognia? Hm... Nie może być... Najpierw ta krwista bańka, a teraz miecz utworzony z ognia... Spójrzmy... Wcześniej nie zauważyłem, aby kontrolował ogień. To musi być inna magia, ale na razie nie jestem w stanie sprecyzować... - Adi nie zdołał określić, na czym polega magia Escella, ale wiedział, a przynajmniej się domyślał, że może to być Magia Tworzenia.

- Zabiję cię! - warknął mag, zaczynając machać swoim ognistym ostrzem w stronę czerwonookiego Dragona, ale ten sprawnie unikał każdy cios.

- Wątpię w to... Stalowe Pięść Ognistego Feniksa! - wykrzyczał Adrian i odrzucił rekę Escella, wymierzając mu prawy prosty w podbrudek. Psychol, bo takim mianem określił go chlopak, odleciał na kilka metrów, uderzając w ścianę.

Escell zdjął swoją białą kurtkę i rozprostował ręce, zacisnął pięści i z całej siły uderzył w podłogę, którą nasączył karminowym płynem. To była krew. Podłoga zaczęła się zapadać, dlatego też nogi Adriana zostały uwięzione w krwi.

- Ech... - westchnął z obrzydzeniem Adrian i pokrył swoje ciało czerwonawym płomieniem. - Co to za rodzaj magii?

- To może być dla ciebie skomplikowane... Magia Przemiany Krwi. - odparł Escell.

- Mogłem się tego spodziewać. - wtrącił się Matsu, uderzając przeciwnika Dragneela z zaskoczenia i podbiegając do przyjaciela. - Magia Przemiany Krwi to nowoczesna magia, a jednocześnie magia typu Caster. Krótko mówiąc, typek może robić sobie z krwią swoją i wszystkich dookoła co chce!

- W takim razie nie może nic mi zrobić, ponieważ moje ciało zbudowane jest z płomieni!

- Dokładnie tak!

- Ale za to mogę posłużyć się tobą! - Escell pstryknął palcem, wskazał nim na Matsu, który zaczął dziwnie się zachowywać.

- Co się... Adi, ja tego nie robię! - krzyknął, uderzając przyjaciela, który całkowicie się tego nie spodziewał. - Kontroluje moją krew!

- Wiem, dlatego natychmiastowo przemień swoje ciało w swój żywioł!

Matsu rozpadł się jak zwykła piaskowa rzeźba i zniknął. Dopiero po minucie zjawił się za Escellem, którego uderzył młotem zbudowanym z piasku.

- Argh! - ryknął przeciwnik Dragonów i zakręcił się wystrzeliwując płomienie z palców. Adrian jak przyczajony tygrys sprytnie unikał rozszlałych płomieni Escella. - Krwistoognista Pięść! - karmazynowowłosy ponownie ryknął, a jego ręka zapaliła się kolejnym płomieniem, który ukształtował się w ogromną dłoń, którą zacisnął i wycelował prosto w obu Dragonów. Oberwali dość mocno, bo siła zaklęcia odrzuciła ich na kilka metrów. Na Adim nie zrobiło to większego wrażenia, gdyż wiadomo... ogień. Tylko idiota atakuje Maga Ognia zaklęciem Magii Ognia. 

- Matsu, dopilnuj żeby nikt nie dostał się do Smoczego Kryształu... Teraz moja kolej... Pieśń Księżycowa Ognistego Feniksa!!! - Dragneel pokazał na co go stać - nie dość, że zaklęcie uwolniło ogromną ilość płomieni, to jeszcze ich siła i wysoka temperatura zaczęła palić wszystko dookoła. Escell tym razem nie wytrzymał potęgi swojego przeciwnika i w pełni mu uległ. Upadł na kolana i zakrył oczy od piekielnego żaru. 

Odsłaniając oczy zauważył jedynie migające światło przed oczami - został tak mocno kopnięty przez czarnowłosego, że nawet nie zdążył nic zrobić... upadł na ziemię i stracił przytomność. 

- Xandred! - zawiadomił Adrian.

- Kurwa... Czego?! - zapytał się Murata zajęty biciem randomowego maga z Ligi. Ostatecznie sprawił mu mocne łokieto na pysk i podbiegł do Adiego.

- Zamroź go, ale skutecznie, aby nie mógł się ruszyć...

- Dobraaaa... - Xandred skupił się i wyczarował lodową kulę, która zaczęła rozrastać się po tym, gdy Xan rzucił nią w leżącego bez siły Escella. Zaraz po tym trójka Dragonów - Xandred, Matsu i Adrian zbili piątkę.


Luke został tak mocno uderzony, że zaczął przebijać każdą ścianę, przez którą przeleciał. Zerwał się jednak i uniknął kolejny cios Aidena. Rozszalały starszy brat Reyesa atakował, ale w napadzie furii nie mógł wiele zdziałać. Mimo wszystko - udało mu się, złapał Luke'a za włosy i przycisnął go do ziemi bijąc po twarzy.

- Naprawdę nie chcę tego robić... Ale muszę...

- Skończ... - jęknął blondyn i zaczął zionąć strumieniem ognia. Udalo mu się wykonać Wrzask Ognistego Tytana i uciec z dala od wściekłego Blaze'a.

- Dobrze, wiesz, że przede mną nie uciekniesz... Zresztą... Dosyć tego... Szał Apokalipsy Mrocznego Tytana! - Aiden krzyknął na całe muzeum, co zostało usłyszane przez wszystkich walczących w budynku. Z dziury pozostawionej właśnie przez Bezimiennego zacząło wydobywać się ciemnofioletowe światło, a następnie czarno-czerwony strumień energii swoją niszczycielską mocą zaczął niszczyć wszystko dookoła. Strumień ten odrzucił walczącą Kirę, Chloe, Skuyę oraz Asię z taką siłą, że wszystkie cztery uderzyły o ścianę i upadły, leżąc bez ruchu. Chłopcy przez jakiś czas trzymali się dzielnie, ale nie na długo. Ulegli i po chwili wszyscy leżeli podobnie jak dziewczyny. Przez jakieś kilka minut strumień mrocznej energii burzył wszystko dookoła. Sprawił, że wszystkie emitery pól siłowych przestały działać, przez co miał dostęp do gabloty ze Smoczym Kryształem.

Aiden dumnie krocząc podszedł do Escella i pomógł mu wstać. Zrozumiał, że walczył przeciwko dwóm silnym magom, ale nie o tym teraz myślał Bezimienny. Tryumfalnie podszedł do szybki, rozbił ją i wyjął Smoczy Kryształ zaczynając się śmiać. Nigdzie nie można było dostrzec Luke'a.

- Hahaha... - zaczął śmiać się Aiden, wpatrując się w kryształ. - Hahahahahahaha! - Jego szaleńczy śmiech przeraził nawet takiego okrutnika jakim był karmazynowooki kolega. 

Luke przeczołagał się po ziemi patrząc się na dwójkę mrocznych magów. - Ty... - jęknął i zaczął wstawać. Adrian odzyskał przytomność i spojrzał się najpierw na przyjaciół, później na Luke'a, a następnie na Aidena i Escella. 

- Escell. Zostaw ich i otwórz portal. Wiesz dokąd... Musimy ruszać.

Ten kiwnął głową, złożył ręcę i przed jego oczami objawił się fioletowy portal, przez który obaj przeszli. Luke zerwał się i zaczął biec w jego kierunku.

- Luke, nie! - Adrian również się zerwał i zaczął pędzić za przyjacielem, wpadając za nim do portalu. Reszta nie miała nic do stracenia i również się udała w stronę przyjaciół. Ponieważ biegli w przeciwnym kierunku, co mroczni magowie, wylądowali w tej samej lokacji, ale w całkowicie innym miejscu. A było to bardzo dziwne miejsce... Nie mniej jednak Dragonom wydawało się, że jest to jakaś świątynia... Nie byle jaka świątynia... była ona połączona z siedzibą, prawdziwą siedzibą Ligi Cieni. W każdym razie nie było tam ani żywej duszy. 


Ciąg dalszy nastąpi...

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki