FANDOM


Muzeum Sztuki Magicznej, część 2
Kanji

魔法の美術館

Wymowa

Mahō no Bijutsukan

Angielski

Art Museum of Magic part 2

Informacje
Seria

Dragon Tale

Tom

4

Saga

Saga Rodu R

Inne rozdziały
Muzeum Sztuki Magicznej, część 2  (jap. 魔法の美術館, Mahō no Bijutsukan, eng. Art Museum of Magic part 2) to dziesiąty rozdział serii Dragon Tale

Na korytarzu zapadła cisza. Wszyscy skupili się tylki i wyłącznie na emiterach oraz portalu, przez który mieli się dostać Peter, Rex, Mei oraz Ami, którzy zostali w Urbem, aby przybyć do Novigaardu w odpowiedniej chwili.

Xandred patrzył się w sufit, Mati bawił się szklanką, Yarato się kimnął, a dziewczyny rozmawiały o całym zajściu. Zastanawiało je, jak potężny może być Bezimienny. W każdym razie, postanowiły o tym nie dyskutować, po czym zamilkły i nie odezwały się już do siebie przez dłuższy czas. Każdy poszedł w swoją stronę i skupił się wyłącznie na sobie. Przygotowywali się do bitwy.

...

Tym czasem przed wejściem do Muzeum Sztuki Magicznej. Luke w czarnym płaszczu i nakryciem głowy podążał za Kirą i Adrianem. Ponieważ muzeum było ogólnodostępne, bez konieczności posiadania biletu (wut), Zabójcy wparowali do środka i zaczęli się rozglądać.

Wszędzie roiło się od patrolujących aurorów, którzy jednak byli zajęci pilnowaniem obiektów, aniżeli sprawdzać ludzi, którzy wchodzili do środka. Słabe posunięcie z ich strony, ale z korzyścią dla naszych bohaterów. 

Luke poszedł w kierunku korytarza, na końcu którego znajdowały się schody, które prawdopdobnie prowadziły do piwnicy. A jak było rozrysowane na planie, w piwnicy znajdowały się włączniki. Wcześniej, Reyes, Dragneel i Riannon zgadali się, że kiedy zgaśne światło, ta błyskawicznie podłoży emitery, a Dragneel w tym momencie nie będzie się jakoś specjalnie wyróżniał na tle innych. Będzie czekać na odpowiedni moment.

Reyes podszedł do drzwi, które gwałtownie się otworzyły. Blondyn błyskawicznie pobiegł za ścianę, aby nie zostać zauważonym, ale niestety... patrolujący w tym miejscu auror zauważył go. Co musiał zrobić Reyes? Ukatrupić dziada W jakiś sposób go obezwładnić. Z precyzyjną dokładnością uniknął ciosy aurora, zakręcił się wokół własnej osi, podskoczył robiąc salto nad patrolem i sprzedając mu mocnego kopniaka w plecy. Auror uderzył o ścianę i odwrócił się, by ponownie zaatakować. Luke szybko wygiął się do tyłu, unikając uderzenia różdżką, a następnie zadał cios w brzuch. Auror zgiął się w pół, ale po chwili ponownie zaczął napierać na Zabójcę Tytanów. Machał swoją różdżką hehe gwałtownie, ale Luke był szybszy... O wiele... Unikał jego cięć tak szybko, że auror pogubił się i nie zauważył, jak chłopak wymierzył mu cios w twarz, co zamroczyło go na tyle, aby przez chwilę nie ogarniać co się dzieje dookoła. Dragon odwrócił go i zaczął podduszać, czy raczej wykorzystując chwyt, który miał uśpić policjanta. Po chwili leżał bezwładnie i zaczął chrapać.

- To zawsze działa... - Luke założył płaszcz i zamknął za sobą drzwi. Od razu zauważył cały system... I piwnica wcale nie wyglądała na piwnicę, a na jakieś małe centrum dowodzenia. W każdym razie, miał kilka sekund, aby wyłączyć światło. Nacisnął czerwony przycisk na środku konsoli i wszystkie światła gwałtownie zgasły. Luke nie widział nic, oprócz zielonego, świecącego się w ciemnościach włącznika. Prawdopodobnie miał przywrócić dopływ prądu do całego budynku. Usłyszał dziwny szum, przez co wydawało mu się, że Kira już podłożyła wszystkie emitery.

- Dobra... - Luke zaczął odliczać. - Pięć, cztery, trzy...

Kira w tym momencie zaczęła podkładać ostatni emiter, obok gabloty ze Smoczym Kryształem.

- Dwa, jeden... - Szybko nacisnął zielony guzik i światło ponownie zaczęło odpowiednio pracować. Wybiegł z pomieszczenia przy okazji przeciągając śpiącego aurora i zamykając go w schowku na miotły. Udał się na górę, aby spotkać się z przyjaciółmi.

- Emitery ustawione? - szepnął Reyes do Kiry. 

- Tak, tak. - odparła krótko Kira, obok której przechodził auror, gapiący się na jej piękne kształty.

- Pozostaje nam tylko czekać...


Mijały sekundy, minuty, aż w końcu po dwóch godzinach coś zaczęło się dziać. Ponieważ Dragonom wydawało się, że trwała wieczność, naszła ich ogromna ochota, aby w końcu coś rozwalić, albo komuś mocno przyłóżyć. W całym pomieszczeniu, pomimo ogrzewania, zaczęło wiać chłodem, co było nie do zniesienia w jakimś stopniu dla aurorów i Kiry... Ponieważ Adrian i Luke byli magami ognia, niska temperatura im nie przeszkadzała zbytnio... Reyes oddał płaszcz Kirze, przy okazji zdradzając się aurorom.

- Zaraz, chwila... - powiedział jeden z aurorów... - Bardzo fajna kurtka, mógłbym wiedzieć, gdzie ją zakupiłeś, kolego?

- Em... - Luke zająkał się. - W Urbem jest dość duże centrum handlowe i można tam dostać świetne ciuchy. Jest tam kilka sklepów z ciuchami... Do wybory do koloru, heh...

Auror uśmiechnął się i odszedł od Dragonów.

- Uf... - westchnął i oparł się o kolana. - Ja pierdzielę...

- Zimno tu... Co się dzieje?

Luke i Adrian tym samym ruchem podeszli do drzwi, które zdążyły pokryć się szronem. Reyes delikatnie dotknął drzwi, aby stopić szron nie uszkadzając drzwi. Na własne oczy zobaczył grupę ludzi, która stała przed wejściem, jednocześnie patrząc się na Dragonów. Grupa magów z Ligi Cieni zrobiło przejście dla mężczyzny, który nosił czarną szatę z białymi i żółtymi elementami, szarymi spodniami oraz symbolem organizacji, który stanowił jednocześnie część jego stroju. Miał on ciemnoszare włosy, a twarz zakrywała maska. Adrian dostrzegł, że nie posiadał oczu, a przez jego gałki oczne przechodziły bardzo wyraźne blizny. Jego dłoń zaświeciła się ciemno-fioletowym światłem. Obu Zabójcom wydawało się, że coś powiedział. 

W tym właśnie momencie, jakaś siła gwałtownie uderzyła z drzwi, powodując eksplozję, która odrzuciła przyjaciół na kilka metrów. Przelatując przez cały hol, uderzyli w ścianę. Kira obejrzała się i błyskawicznie podbiegła do partnerów.

- Chłopaki!

- Nic nam nie jest... - Luke przeciągnął się po ziemi i wstał, otrzepując kurz z ubrania. Pomógł wstać Adiemu.

- Co za skurwysyn... - warknął czarnowłosy.  - Kira!

Białowłosa kiwnęła głową i pobiegła w nieznanym kierunku. Dragneel i Reyes zapalili swoje ciało płomieniami, które w bezpośrednim kontakcie wywołały napływ temperatury w całym holu.

Bezimienny zaczął iść w kierunku obu Zabójców, cały czas bawiąc się fioletowym światłem w dłoni. Pomimo, że nie było widać jego oczu, mogły one mówić do słownie wszystko. Stanął cztery metry przed chłopakami i przemówił:

- A więc to są słynni Zabójcy z gildii Dragon Tale... Magowie ognia... Luke Reyes i... Adrian Dragneel.

- Zaraz, skąd on...

- To nieważne. Bowiem w tej chwili wydaliście na siebie wyrok śmierci i nic wam już nie pomoże. Szkoda tylko, że musieliśmy niestety obyć się bez środków przymusu... Mogliśmy od razu dostać się do waszej ukochanej gildii i pozbyć się wszystkich, wybić ich i zgnieść jak robale.

Te słowa zdenerwowały Luke'a, który zaczął biec w kierunku Bezimiennego, ale ten pstryknął palcem i tajemnicza aura zgromadziła się wokół Reyesa, która go całkowicie zablokowała. Zaczął upadać, przez napływ energii od mrocznego maga, przywódcy Ligi Cieni i po chwili dwoma ruchami dłoni sprawił, że blondyn został wbitwy w podłogę i mocno nacierany przez maga do takiego stopnia, że zrobił dziurę w kilku pomieszczeniach znajdujących się na dole.

Adrian nie mógł na to patrzeć, więc wykrzyczał Stalową Pięść Ognistego Feniksa i wycelował ją w Bezimiennego. Ten jednak stłamsił jego płomienie i oddał mu jego własną bronią...

- Ach...

- Wy okazujecie się strasznie prymitywni. - powiedział spokojnym głosem Bezimienny. - Po co te nerwy skoro można było po prostu porozmawiać... 

- Idź w cholerę... - warknął Adrian.

- Escell, zajmij się nim. - zza pleców Bezimiennego wyłonił się mężczyzna, który zaczął kręcić swoją magiczną tarczą wokół dłoni. Zaczął zbliżać się do Dragneela, który powoli wstał.

Kira wyczuła moment i zaatakowała Bezimiennego i Escella równocześnie, jednakże na próżno. Ten pierwszy równie szybko złapał ją za rękę i cisnął nią o gablotę stojącą obok wejścia na górne piętro.

- Kira! - wrzasnął Adrian. - Ty śmie... - Bezimienny tajemniczą mocą zaczął podduszać czerwonookiego i również nim cisnął, jednak w przeciwnym kierunku.

- Zajmijcie się nimi. Mam do pogadania ze starym znajomym. - odparł zimno Bezimienny i zeskoczył na dół. Na samym dole znajdował się Luke, który z powodu wyczerpania, zaczął czołgać się po ziemi. Uniknął jeden cios przeciwnika, który wowołał mocne trzęsienie ziemi.

- Adrian, proszę cię, uruchom te emitery... - jęknął Reyes i błyskawicznie wstał, uderzając Bezimiennego czubkiem buta w twarz. Tego się chyba całkowicie nie spodziewał.

- Zadziorny jak zwykle? 

- Co znaczy zwykle? Kim ty w ogóle do kurwy nędzy jesteś?

Bezimienny pomimo zakrytej twarzy prawdopodobnie się uśmiechnął i zaczął przeprowadzać atak w kierunku Dragona. 

- Wkrótce się przekonasz, za nim zginiesz!

Bezimienny zrzucił z siebie swój czrny płaszcz i zaczął biec w kierunku Luke'a, który błyskawicznie uniknął ciosu przecwinika. Ten jednak nie dawał za wygraną i po dwóch skontrowanych atakach, Reyes został uderzony z taką siłą, że został odepchnięty na kilka metrów i z trudnością utrzymywał równowagę. Mroczny Mag wrzasnął, podskoczył i w jego dłoniach pojawiła się czarno-czerwona energia, która przeobraziła się w zaklęcie na wzór Żelaznej Pięści Ognistego Tytana. Zaskoczony Tytan Zabójca wytworzył swoją Żelazną Pięść i zablokował uderzenie, jednak na próżno, gdyż siła magicznego zaklęcia przeciwnika była potężniejsza. Płomienie zniknęły, a Luke został dosłownie wgnieciony w ziemię. 

- Ach... Nie spodziewałem się, że to zniesiesz... Cóż, mogłem się tego spodziewać. Kopnięcie...

Przywódca Ligi Cieni nie zdążył wykorzystać zaklęcia, gdyż Reyes w momencie użył Wrzasku Ognistego Tytana i zmiótł Bezimiennego z podłogi. Płomienie uniosły go aż do sufitu, co spowodowało uderzenie wroga plecami, po czym z impetem runął na ziemię. Przeciągnął się, dlatego Luke miał czas, aby się podnieść i biec w kierunku schodów. 

- Kryształowa Ściana! - Bezimienny wykonał dwa gesty dłonią, co sprawiło, że wejście na schody zostało zablokowane przez kryształowy twór. 

- Co do... Żelazna Pięść Ognistego Tytana! - Dragon zapalił swoją pięść i uderzył nią o kryszał, ale na próżno. Ani drgnął. Odwrocił się i patrzył w Bezimiennego, który tylko stał i mu się przyglądał.

- Diamentowe...

- Nie... Kryształowe Tworzenie. - przerwał mu Bezimienny. - Polega mniej więcej na tym samym co Diamentowe Tworzenie, ale jest potężniejsze od czegokolwiek. 

- Widzę... Nie odpuścisz tak łatwo.

- Nie...

Luke i Bezimienny zaczęli biec w jednym kierunku, po czym wycelowali swoje pięści w siebie. Kontakt ten spowodował, że energia Bezimiennego i płomienie Tytana uwolniły się i wyrwały dziurę w suficie, która została zauważona przez Adriana, na którego ogonie wciąż był Escell. Kira była zajęta słabszymi magami z Ligi, zaś na pomoc Dragonom przybyli ich przyjaciele.

- Dobra... - rzekł Yarato. - Mati i Xan za mną. Wy dziewczyny pomóżcie Kirze. 

Yarato podbiegł do Escella i nakierował swoją dłonią na niego, co doprowadziło do tego, że woda z rur oblała mrocznego maga i zabrała go w stronę dziury pozostawionej przez Luke'a i jego przeciwnika. Shiri wykorzystał wodę, aby ją pomnożyć i zaatakować nią pozostałych przeciwników.

W tym samym czasie Joanna i Chloe kontrowały ataki dwóch mrocznych magów, którzy posługiwali się bronią białą, która miała magiczne zastosowanie. Po tym, kiedy obie potężnie machnęły w ich stronę, pojawiła się Sakuya, która dmuchnęła swoim powietrzem w ich plecy, co sprawiło, że obaj się wywrócili i zaczęli lecieć w kierunku najbliższej ściany.

Xandred co chwilę zlodowacał podłogę, czy schody, aby mroczni magowie ulegli wypadkom. Oczywiście zastosował kilka swoich zaklęć, aby mieć z przeciwnikami jakiś bliższy kontakt. 

Mateusz właściwie robił to samo, co Lodowy Zabójca, ale z większą precyzją. Uderzył pięściami w podłogę, aby ona zniszczyła się i wydobywała ogromne ilości piasku, które praktycznie zgniatały podwładnych Bezimiennego.


Luke złapał swojego przeciwnika za kark, ale ten sprawnie uwolnił się z objęć Ognistego Zabójcy i uderzył go w twarz z półobrotu. Pobiegł w kierunku ściany, zaczął po niej stąpać, aby wykonać obrót i użyć zaklęcia, które wytworzyło ciemno-czerwoną energię, która oplotła ciało Reyesa i rozkazało uklęknąć na kolana. 

Dragon warknął, a następnie wydał z siebie przerażliwy wrzask, który spowodował wydobycie się ogromnej ilości płomieni, które stłamsiło energię mrocznego maga, do takiego stopnia, że on sam musiał w jakiś zakryć się, aby ogień przeciwnika mu nie zaszkodził. Atak ten zniszczył praktycznie cały dolny korytarz. Zmierzał w kierunku Bezimiennego i zadał kilkanaście potężnych ataków, które zamroczyły przeciwnika tak, aby wykonać ostateczny cios. 

Bezimienny przefrunął kilka metrów i uderzył o słup, zakręcił się i upadł, uderzając głową w podłogę. Sprawiło to, że połowa jego maski zakrywającej część twarzy pękła i rozkruszyła się na ziemi.

Warknął przerażliwie i wytowrzył Kryształową Barierę, która okryła Luke'a. Ten nie mógł się uwolnić, nawet używając Żelaznej Pięści. Było to potężne tworzenie.

Na szczęście z pomocą przyszedł mu Dragneel, który miał trochę czasu, ponieważ Escell w tym momencie był niedysponowany. Zaatakował Bezimiennego Pazurem Ognistego Feniksa, przez co miał chwilę, aby pomóc przyjacielowi wydostać się z kryształowego więzienia. Uderzenie Skrzydłem Ognistego Feniksa ostatecznie rozkruszyło kamień.

- Dzięki, Adrian... Idź na górę.

- Napewno?

- Tak. Zostaw go mnie. - Reyes zdjął kurtkę i rozpalił ogień na stopach. Obrócił się na prawej nodze, podskoczył, zrobił salto w powietrzu i lewą nogą uderzył swojego nemesis Pazurem Ognistego Tytana. W poeiwtrzu unosiła się znaczna ilość kurzu i trudno było zauważyć cokolwiek, dlatego też Luke nie przewidział pięści, którą oberwał i która spowodowała, że wywróci się na podłogę z hukiem. Nagle pojawiła się czarno-czerwona energia, która sygnalizowała, że Reyes musiał gwałtownie odchylić głowę, aby nie dostać. Odepchnął się od ziemi i złapał Bezimiennego za kołnierz i obaj zaczęli się obracac, wymieniając się uderzeniami, często wykorzystując swoją magię. 

Uderzenia na obu nie robiły żadnego wrażenia, ale po jakimś czasie obaj wydawali się wyglądać na zmęczonych. Ponieważ na górze roiło się od członków Ligi Cieni, reszta Dragonów miała co robić. Co nie zmienia faktu, że druga poważna walka odgrywała się pomiędzy Dragneelem, a Escellem, prawą ręką Bezimiennego. 

- Mój mistrz wykończy twoje przyjaciela, a ja pokażę mu, że potrafię zabić i ciebie!

- I mnie? O czym ty gadasz?

- Tak naprawdę to ja zabiłem Kato Riannona i Shinnosuke Reyesa. Bezimienny mi kazał to zrobić, mówiąc, że tylko po tym, jak tego dokonam, stanę się kimś ważniejszym w szeregach Ligi. I widzisz?

- Ty śmieciu! - Adrian zaszarżował w kierunku Escella i wykonał Ryk Ognistego Feniksa, który zmiótł jego i resztę Cieni z powierzchni ziemii. Po jakimś czasie zaatakowani wylądowali tuż przed nogami czerwonookiego.

- A więc to tak się bawisz? - zawrknął Escell i podciął Dragneela i uderzył go w podbrudek. Zielono-czarna energia zaczęła krążyć wokół Escella i po chwili zaatakowała Dragneela, który zaczął krzyczeć.

- Ach! Co to jest!!! - wrzasnął, zwijając się z bólu. Nigdy przedtem nie czuł czegoś tak okropnego.

- Hahahaha!

W tym właśnie momencie na pomoc Adrianowi przyszła Joanna Dahaka, która stosując Podmianę:Łowczyni, zaatakowała Escella i uderzyła go na tyle mocno, aby zmieść go z pola walki. 


Tymczasem pomiędzy Luke'iem, a Bezimiennym doszło do bardziej krwawego pojedynku, niż przedtem. Uderzenia obu magów były mocniejsze i przede wszystkim brutalniejsze. Pomimo, że Bezimienny wydawał się być silniejszy, mag z Dragon Tale dawał mu radę.

- Dlaczego nadal walczysz? Poddaj się, a być może to zadecyduje o twoim losie...

- Łaski mi nie robisz! - krzyknął Reyes, który trzymany przez Bezimiennego wyrwał się i uderzył go w nos czołem. Bezimienny cofnął się i wykonał skręcający gest dłonią. Wokół Reyesa ponownie zebrała się czarno-czerwona energia.

- Tym razem twoi przyjaciele ci nie pomogą... Walczą teraz dla własnego bezpieczeństwa i nikt nie może ci pomóc. W dłoni Bezimiennego pojawił się miecz z czystej magicznej energii. Zamachnął się, ale nie ciął, gdyż w ułamku sekundy miecz został mu odebrany przez błyskawicę... A jaką błyskawicę? Oczywiście, że przez Kirę. Ponieważ odebrała mu miecz, część zebranej energii przy ciele Reyesa również zniknęła, a ten mógł swobodnie użyć Żelaznej Pięści Ognistego Tytana, aby ponownie mieć przewagę nad mrocznym magiem. 

- Znowu? - mroczny mag całkowicie zaskoczony sytuacją, chociaż wydarzyła się drugi raz, ponownie zmierzał w kierunku blondyna, który jedynie zerwał się i zaczął biec w przeciwnym kierunku. Niszczycielska magia Bezimiennego, która wydobyła się z jego ręki zaczęła zmierzać ku Luke'owi, aby uderzyć w kolumnę, za którą ten się ukrył. Po chwili nie było widać, że w tym miejscu stał jakikolwiek słup.

- Ja pierdolę... Co znowu... - Luke wstał i zaczął głęboko oddychać.

- Długo będzie trwać ten sparing?

- O czym ty gadasz?

- Wydaje mi się, że na więcej cię stać. - Luke podpuścił Bezimiennego, aby ten wydobył z siebie odrobinę więcej magicznej energii, którą Zabójca miał wykorzystać i się nią pożywić. Jego przeciwnik warknął, a z jego ciała wydobyła się czarna energia. Luke użył Wrzasku Ognistego Tytana i okrył całą wydobytą energię Bezimiennego swoimi płomieniami i zaczął ją zasysać. Po chwili upadł na ziemię, po czym zapalił się pomarańczowo-czarnym ogniem, a jego oczy nabrały demonicznego wyglądu.

- No to teraz się zabawimy! - Reyes zaśmiał się, a jego głos brzmiał nienaturalnie. Bezimienny lekko się przeraził, ale nie odmówił blondynowi. Niedługo po wymianie wzroku, obaj ponownie się zmierzyli.

Tym razem przewaga zdawała się być po stronie Płomienistego Nephilim, który nie dość, że bez problemu wchłoną cząstkę Czarnej Magii to jeszcze i ulepszył własne płomienie, które skuteczniej zaczęły krzywdzić Cienia

Ponownie doszło do wymiany ciosów, w czasie której Bezimienny skoczył Luke'owi na plecy, a ten złapał go za kark i wywrócił do przodu, zrywając mu maskę z twarzy. Leżała na ziemi rozpadając się. Mroczny mag przeturlał się i stanął odwrócony do Reyesa. Ten czekał, aż Bezimienny odwrócił się.

I faktycznie, mężczyzna ukazał swoją twarz odsłaniając ją swoimi szarymi włosami. Jego mina była... zimna i nie dało się z niej nic wyciągnąć. Po prostu, w tym momencie wydawało się, że on dosłownie nie czuł nic.

Reyes westchnął... - Może teraz, skoro maska nie zasłania ci ust, mógłbyś mi powiedzieć kim jesteś?

Po długim milczeniu wróg Dragona przemówił. - Nazywam się Aiden Blaze i jestem... - Bezimienny przerwał.

- Kim jesteś?

- Jestem twoim starszym bratem.

W tej chwili nogi Luke'a się ugieły. Upadł na kolana, a z jego dłoni zniknął rozgrzany na zapas ogień.


Ciąg dalszy nastąpi...

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki