FANDOM


DT1Okładka.jpg
Iskierka
Kanji

輝き

Wymowa

Kagayaki

Angielski

Sparkle

Informacje
Seria

Dragon Tale

Tom

1

Saga

Saga Więź Tytanów

Inne rozdziały
Iskierka (jap. 輝き, Kagayaki, ang. Sparkle) to pierwszy rozdział serii Dragon Tale

Ciemnoszare chmury zdążyły już całkowicie zasłonić świecące nad Urbem słońce. Wyładowania atmosferyczne zwiastowały burzę z deszczem. Dla mieszkańców jednej z największych metropolii na świecie może wydawać się to dziwnym zjawiskiem, gdyż ostatni raz burzę zaobserwowano dokładnie rok temu i była jak najbardziej sprawką Maga Błyskawicy, a konkretniej mężczyzny zwanego Laxusem Dreyarem. Gość dosłownie pojawił się tylko na chwilę, a później zniknął, zabierając anomalię ze sobą. To był znak, że kolejny Mag Błyskawicy miał się pojawić. 

Rain.gif
W jednym z przedziałów pociągu zmierzającego do miasta spała piękna dziewczyna o śnieżnobiałych włosach. Oparta o żółtą poduszkę lekko przeciągnęła się, po czym oparła głową o chłodne już okno. Kropla deszczu spadła na szybę i strumyk wody wężykiem zaczął po niej spływać. Dla normalnego człowieka dźwięk uderzającej kropli o szkło jest praktycznie nie do usłyszenia, ale nie dla... Zabójczyni Tytanów. 

Dziewczyna otworzyła powieki, dzięki czemu można było zobaczyć jej przepiękne szmaragdowe oczy, które na moment strzeliły błękitnymi iskierkami. Kładąc koc i poduszkę obok siebie, wstała i wyjrzała zza drzwi, słysząc dziwne odgłosy dobiegające z sąsiedniego pomieszczenia. Postanowiła nie wnikać w to, co się tam dzieje. Ponownie usiadła, krzyżując zgrabne nogi i prostując krótką spódniczkę. Zgłodniała, dlatego też sięgnęła do plecaka po ogromną kanapkę z galaretką i masłem orzechowym. Jak się okazało, była ona w połowie skonsumowana. 

- A niech cię... - szepnęła i wyciągnęła rękę w kierunku otwartej torby. W środku wypoczywał szczeniaczek zwinięty w kuleczkę. Był to czarno-biały husky, który w tej chwili wyglądał przesłodko. Delikatnie pogłaskała go po sierści, ale w tym momencie nieco większa iskierka przebudziła małego pieska, który przestraszony zerwał się i obejrzał za siebie. Zapomniała, że nie do końca potrafiła zapanować nad swoimi umiejętnościami. Patrzył swoimi błękitnymi oczkami w stronę właścicielki. Przeciągnął się, wyszedł z torby i dumnie krocząc usiadł swojej opiekunce na kolanach i ponownie zasnął. - Już niedługo, Ani... Już niedługo... - dziewczyna podrapała swojego pupila za uszkiem i spojrzała się w okno. Pogoda jeszcze bardziej się pogorszyła. Co chwilę na niebie pojawiały się pioruny, a z zewnątrz dochodziły odgłosy uderzających kropli deszczu o tory kolejowe. Wiedziała, że zbliżają się do miasta. 


Pogoda lekko złagodniała - do takiego stopnia, że przestał padać deszcz. Ostatnie piętnaście minut drogi zleciało w oka mgnieniu. Pociąg gwałtownie zatrzymał się na stacji Zachodniego Urbem przy peronie trzecim. Czarodziejka błyskawicznie (dosłownie błyskawicznie) spakowała wszystkie swoje rzeczy i po sekundzie pojawiła się na środku peronu. Jeden z wychodzących pasażerów z wrażenia upuścił pudełko, w którym znajdował się tort. Zainteresowany tym Ani podbiegł do rozje... zniszczonego pudełka i zaczął zjadać czekoladową masę, która pokrywała cały tort. 

- Ani, zostaw to! Czas na nas! Przepraszam bardzo za tort! - krzyknęła w biegu, a jej podopieczny zaszczekał wesoło i zaczął biec za swoją panią. Pasażer jedynie kichnął i poprawił okulary, przechodząc obok czekoladowej masy i udając, że to nie jest jego. 

Dziewczyna z gracją poruszała się po ulicy, trzymając w prawej dłoni torbę, na której siedział husky, a w lewej plecak. Delikatny wiatr lubił płatać figle - dmuchnął mocno w stronę czarodziejki i lekko uniósł jej spódniczkę, odsłaniając koronkowe majteczki. Niejeden nawet żonaty mężczyzna błyskawicznie zawiesił oko. Nie przejmowała się tym, szła dalej. 

Ale jak to z kobietami bywa, jeden z takich sępów postanowił ją śledzić. Zatrzymał się, gdy dziewczyna zaczęła coś podejrzewać. Skręciła w stronę ślepej uliczki i obserwowała jej adoratora. Mężczyzna kiwnął głową na znak do drugiego mężczyzny oddalonego o kilka metrów. Drugi mężczyzna szturchnął trzeciego w ramię i wskazał palcem na ślepą uliczkę. Wiadomo, na co się zanosiło. 

Podróżniczka szła w kierunku trzech mężczyzn, którzy stali przy kontenerze na śmieci. Każdy z nich szeroko się uśmiechał, a dwaj z przodu jedynie strzelali palcami. 

- Zgubiłaś się, księżniczko? - najchudszy z nich podszedł do bohaterki i spojrzał jej głęboko w oczy. - Możemy ci jakoś pomóc?

Za dziewczyną ustawili się dwaj faceci z zamiarem złapania jej za ręce. Zrealizowali ten plan, gdy husky zaczął szczekać. Najchudszy, czyli prawdpodobnie szef tej bandy gwałcicieli złapał kundelka i zacisnął dłoń na jego pyszczku, uniemożliwiając mu skowyt.

- Jeżeli możesz po dobroci... - nachalny typ przybliżył się do swojej ofiary i powoli zaczął podwijać spódniczkę, kładąc dłoń na jej... wiadomo czym. - Widzę, że jesteś chętna na nas troje. 

- Oczywiście. - dziewczyna uderzyła głową napastnika, a dwóch z tyłu poraziła wiązką prądu elektrycznego. Ryknęli obaj i postanowili rzucić się na dziewczynę. Trzeci był w tej chwili niedostępny z powodu złamania nosa. 

Wówczas gdy niedostępny z powodu dość ciężkiej kontuzji ryczał jak małe dziecko, dwaj pozostali próbowali dalej bawić się w gwałt. No, trzeba przyznać, że im nie wyszło, ponieważ dziewczyna nie dość, że była Magiem Błyskawicy to posiadała podstawowe znajomości sztuk walki. Podbiegła do najgrubszego, podskoczyła, oplątała go nogami i z całej siły przyciągnęła do ziemi. Grubasek uderzył z całym impetem głową o chodnik i zemdlał. Pozostał ostatni - najbardziej umięśniony.

- Dobra już, dobra... - syknął mięśniak. - Nie rób mi krzywdy... 

- Mogłeś zrobić ją mnie... A zdaje się, że przede mną były tu inne dziewczyny. I co? Też broniły się tak samo jak ja? - Kira, bowiem tak miała na imię, podeszła do umięśnionego, chwyciła jego prawą dłoń i złapała za palce. Złamała je.

- Aaaach!!! - wrzasnął skulony w bólu napastnik i przeciągnął się na ziemi, leżąc w kałuży wody.

- Ja to ja, ale dotykając Aniego wydaliście na siebie wyrok. Miłego dnia. - Kira uśmiechnęła się i wyszła ze ślepej uliczki. 

Tak... Mag Błyskawicy przeszkolony w sztukach walki... Do tego jest to przepiękna dziewczyna, która z pozoru jest aniołkiem, a w środku potrafi być prawdziwą diablicą. Zbliżała się do mapy, generowanej przez elektroniczne urządzenie emitujące hologram. Wpisała w interfejs słowa Dragon Tale.

Brak rezultatów? - pomyślała. Przecież to niemożliwe...

Faktycznie - brak rezultatów w holograficznej mapie Urbem. Tylko dlaczego? Wiadome jest, iż pierwsza siedziba gildii została zniszczona podczas Wojny z Sojuszem Mrocznych Gildii, ale później została odbudowana, a następnie zastąpiona nową, lepszą wersją starej bazy operacyjnej. Ani szczeknął.

- Spokojnie, Ani... Nie wiem jak iść, ale tutaj ludzie muszą znać drogę... Muszą... 

Dziewczyna stała bez ruchu wpatrując się bilboard przedstawiający Rodericka Scamandera - asa gildii Dragon Tale i jednego z Magów Klasy S. Zastanawiała się, gdzie może go spotkać, aby ten wskazał jej drogę. Stojąc w miejscu od kilku minut, za jej plecami szedł czarnowłosy, czerwonooki mężczyzna, wyglądający na około osiemnaście lat. Na ramieniu siedziało mu stworzenie, przypominające Exceeda, ale nie był to Przewyższający... To jeden z przedstawicieli rasy Archaniołów. 

- Stary, ja wiem, że kręcimy się tutaj, by zlokalizować Maga Błyskawicy, ale jeżeli serio go tutaj nie ma? Pić mi się chcę. Mam ochotę na colę... - jęknął misiopodobny zwierzak, unosząc się w powietrzu dzięki swoim demonicznym skrzydłom i robiąc jedno koło wokół swojego opiekuna. - Adrian no...

- Gir, przecież ci mówiłem, że przyjemności po robocie. To może być naprawdę ważne, a chciałbym, by to zadanie zostało wykonane. Lawliet ostatnio zrobił się strasznie męczący... Chyba na starość, haha! - zaśmiał się Dragneel i podrapał Gira za uszkiem.

- Całkowite przeciwieństwo Rodericka. Roderick spokojny i opanowany, ale i egoistyczny, a Lawliet pełny życia ryzykant i choleryk. Nieźle się dobrali, co nie? 

- Aye, Gir, aye... 

Kira zwróciła na parę przyjaciół uwagę. Swoimi wdziękami postanowiła przyciągnąć do siebie Maga Ognia. Ten od razu wyczuł, pomimo jej wdzięku, że coś jest nie tak. Postanowił zaaktorzyć i się do niej przykleić. 

- Cześć, piękna, zgubiłaś się? - zapytał spokojnym głosem Adi i skrzyżował ręce uśmiechając się szeroko. 

- Tak, tak... Szukam gildii... - powiedziała nieśmiałym głosem.

- Dragon Tale, zgadza się? Tutaj w mieście i w okolicy jest tylko jedna jedyna gildia, właśnie Dragon Tale. A po ci jej szukać?

- Muszę spotkać się z dawnym... przyjacielem. - Kira niepewnie spojrzała w oczy Adrianowi, który uśmiechnął się jeszcze bardziej.

- A o kogo chodzi? 

- O... Luke'a Reyesa.

Adrian cofnął się i wytrzeszczył oczy.

Skubany ma takie gorące znajome, jak zwykle... - pomyślał Adrian nadal się uśmiechając.

On chyba serio się mną zauroczył, haha - Kira również się uśmiechnęła.

- Luke, mówisz... Skoro znasz Luke'a to powinienem ci zaufać. Chociaż wiem, że coś kręcisz i że jesteś Magiem Błyskawicy. 

- Co? Skąd ty...

- Nigdy cię nie widziałem w mieście. Urbem jest ogromne, ale ja znam ludzi. Zapamiętuje ich twarze. Ostatni raz burza była, gdy do miasta przybył Laxus Dreyar, Mag Błyskawicy. Teraz znów napierdalało piorunami, więc na moje to ty jesteś odpowiedzialna za zmiany w pogodzie. Mam rację, czy nie?

- Ech... No dobra, myślałem, że jesteś na tyle głupi, by zaprowadzić mnie do gildii bez żadnych pytań, ani sprawdzania, ale wygląda na to, że trafiłam na... inteligentniejszą osobę, niż myślałam.

- Aye. Nie jestem taki głupi. na jakiego wyglądam, ślicznotko. Jak twoja godność?

- Kira Riannon. Zabójczyni Tytanów Błyskawicy.

- Co??? - zdziwiony Adrian odsunął się jeszcze bardziej. - Do tej pory myślałem, że Luke jest jedynym Zabójcą Tytanów na świecie, albo przynajmniej na całym kontynencie.

- Też mi się tak wydawało, dopóki się tej magii nie nauczyłam. Teraz wiem, że jest nas dwoje.

- Wydaje mi się, że stoi za tym coś większego, niż tylko wizyta u starego przyjaciela...

- Możliwe, ale o tym chciałbym porozmawiać z Luke'iem na osobności... To jest mimo wszystko bardzo ważne...

- No dobrze, załóżmy, że ci ufam i z chęcią zaprowadzę cię do Luke'yego. Ale nie próbuj żadnych sztuczek, to nie znaczy, że zaufałem ci do końca... W gildii jest nas więcej... Potężni jesteśmy.

- O to możesz być pewny. - Ani zaszczekał wesoło, na co odparła Gir:

- A co to jest? - zdziwił się Gir wskazując łapką na pieska.

- To husky, Gir. - odparł Adrian. - Daj mi torbę, wezmę ją. - powiedział Zabójca Feniksów w stronę Kiry.

- Nie dość, że przystojny, to jeszcze gentleman. 

- Och, tak jakoś wyszło. Chodźmy... W ogóle mówią na ciebie jakoś w twoich stronach? Jak można do ciebie mówić?

- Po prostu Kira, chociaż w niektórych miejscach nazywają mnie Błyskawicą, Burzą i Iskierką, którą najbardziej lubię z moich wszystkich przydomków.

- Zatem będę ci mówił po imieniu, ale czasem też per Iskierka. Wydaje mi się, że zostaniesz u nas na dłużej. Jeżeli jesteś dość ważną osobą dla Luke'a to wstawię się za ciebie u Lawlieta i Rodericka. 

- Nie spodziewałam się tego... Dziękuję.

- Proszę, Iskierko. Nie ma za co... Przyjaciele Luke'a są moimi przyjaciółmi. 


Przez dłuższy czas dwójka magów praktycznie nie rozmawiała ze sobą. Adrian zajęty był rozmową z Girem, wówczas gdy Kira nie odezwała się ani słowem. Wynika to z jej nieśmiałości i dość dzikiej natury, albo nie chciała zbytnio zawrzeć przyjaźni z Zabójcą Feniksów. Po półtorej godzinie wyszli poza miasto, aby następne piętnaście minut iść przez las, aby następnie dotrzeć do dużego obozu, na terenie którego znajdowała się siedziba Dragonów z gildii Dragon Tale. Po całym dworze biegały dzieciaki, władające przeróżnymi rodzajami umiejętności magicznej, bądź jedynie ci, którzy chcieli podziwiać innych, dzięki swoim zdolnościom. Niemniej jednak wydawało się Kirze, że czuje się jak u siebie w domu. Nie chciała jednak przywiązywać się do tego miejsca, gdyż przybyła tutaj tylko na chwilę.

Dragneel postawił torbę czarodziejki na stole i poprosił ją, aby poczekała na niego. Wszedł do środka siedziby - większość magów siedziało w barze i upijało się do nieprzytomności. Druga część zajmowała się własnymi sprawami, chociażby grą w karty, butelkę, czy bilard. Jedna kula bilardowa wystrzeliła z taką siłą, że zmierzała prosto w stronę Zangetsu, Tnącego Księżyca, czyli Adriana. Kula nie uderzyła go (możnaby rzec, że nawet by go nie uderzyła, gdyż jego refleks zdąrzyłby ją wyłapać), ponieważ w ułamek sekundy została złapana przez Luke'a, który zapalił ją ciemnopomarańczowym ogniem, po czym spalił na popiół. 

- Jacob, ile razy ci mówiłem, żebyś uważał z grą w bilard, szczególnie, gdy kula miała zamiar stłuc po raz kolejny dyplom Rodericka. - powiedział spokojnym tonem i usiadł przy stole, wołając Naomi. 

Adrian zdjął swój plecak i położył go na ziemi przy swoim krześle, rozprostował nogi i oparł się na stole.

- I jak poszukiwania? - zapytał Reyesa.

- Bez jakichkolwiek wyników, wiesz, nie znalazłem nikogo, który w stanie był zmienić pogodę, ale wyraźnie czułem w mieście obecność jakiegoś Maga Błyskawicy. Nie byle jakiego... miałem dziwne wrażenie, że do miasta przybyła osoba, którą ja znam, chociaż od dziesięciu lat nie utrzymuję kontaktu z kimkolwiek z moich stron. 

- Wydaje mi się, że to cię zainteresować, Luke... - Dragneel kiwnął głową w stronę wejścia, w którym stała Kira. Luke poruszył głową, słysząc dźwięk strzelającego karku, po czym szepnął do siebie:

- Cholera jasna... 

- Co? - zdziwił się Adi. - To znaczy, że faktycznie ją znasz? Kto to? Dawna miłość? 

- Nic z tych rzeczy... To jest...

- Witaj, kuzynie. Ile to już lat? Dziesięć od kiedy uciekłeś z domu? - Kira złapała się w pasie stanowczo i głos nagle zmienił jej się z miłego i łagodnego na groźny i chłodny.

- Kira... Tyle lat minęło, ale ja od razu cię poznałem... Em, co... co ty tutaj robisz? - Luke podrapał się po głowie i próbował uniknąć wzroku swojej kuzynki. 

- Dawno temu byłeś moim najlepszym przyjacielem... Jedyną osobą, której mogłam zaufać i wiesz co? Zawiodłeś mnie... Nie było dnia, abym o tobie nie myślała... Aż po jakimś czasie uznałam cię za martwego... 

- Nie wracajmy do tego... To nie jest dla mnie komfortowe.

- Co tu się odjebało... - powiedział Xandred Murata, przechodząc obok przyjaciół. Uśmiechnął się i wrócił do czytania książki, którą trzymał kurczowo w ręku. Chyba sam nie do końca zdawał sobie sprawę, że czyta ją do góry nogami. 

- Możecie mi wytłumaczyć o co tutaj chodzi? To ty jesteś jego kuzynką? - Adrian zadał pytanie Kirze i patrzył się na nią interesująco.

- Tak... Jestem kuzynką Luke'a. Jestem też córką brata jego matki, która była moją matką chrzestną. Byliśmy też najlepszymi przyjaciółmi, pamiętasz to chociaż?? - Kira uniosła się, miała w sobie zgromadzoną złość, którą musiała hamować, ze względu na to, że pomimo wszystko cieszyła się, że widzi Luke'a całego i zdrowego.

- Ja... Przepraszam. - Luke zerwał się na równe nogi i podszedł do dziewczyny. 

Kira ze łzami w oczach uderzyła go prawą dłonią. Nie zrobiło to na nim wrażenia, ale rozumiał to. Czuł jej gniew i pogłębiający się żal do niego. Po tym uderzeniu oboje się do siebie przytulili i chyba nie mieli zamiaru się puszczać (hehe). 

- Dosyć tego dobrego... Wyzywam cię na pojedynek! Ichibukai! - Kira ryknęła groźnie tak, aby wszyscy wszystko słyszeli. 

- Co? - zdziwiony Reyes spojrzał się na Adiego. - Prawo absolutne Sakury... 

- Na to wygląda, bracie...

- Tak, dobrze słyszałeś, kuzynie... Wyzywam cię na ichibukai!


Ciąg dalszy nastąpi. 

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki