FANDOM


Xandred  z szaleńczą prędkością pędzi w kierunku szpitala, Raiden tym czasem zdołał znaleźć w sobie na tyle sił by przejść z pozycji leżącej na siedzącom by zacząć poważnie kontemplować nad własnym stanem zdrowia. Xan  po długim czasie spędzonym na poczekalni uzyskał przyzwolenie na wstęp do pokoju w którym znajduje się obecnie Alicia, dla której los chyba ponownie się uśmiechnął. Jej stan pozwala jej na dialog, nie może sobie jednak pozwolić na śmiech i unoszenie głosu, najlepiej dla niej jednak gdy tylko przytakuje, przez co Xan bardziej skupia się na zadawaniu odpowiednich ku temu pytań, przeplatając to relacją z wydarzeń. Nie wiedział jednak kiedy ugryźć się w język i przypadkiem wydał prawdopodobny czyn Xandreda, przez co sytuacja stała się napięta, mimo sytuacji gdzie tylko 1 ze stron zabiera głos. Dla obojga było jasne na co stać Xandreda gdy się zatraci w trakcie walki, a co dopiero podczas ataku gniewu na taką skalę. W międzyczasie Adrian z Lukiem wracają z poległymi w boju, czyli posłane przez Xandreda koński zaprzęg dotarł do celu z powodzeniem, fakt iż przybył on sam sprawił im nie małe zaskoczenie. Domyślili się jednak iż powód musiałbyć śmiertelnie poważny, nie jest trudno akurat  rozpracować naturę i motywy zachowań przypisane Xandredowi. Yarato w tym czasie jest wniebowzięty, gdyż od ostatniego czasu kiedy go widzieliśmy pokusił się o wykonanie 5 zadań o zabarwieniu prywatnym, za co wynagrodzenie przy każdym z osobna było zaskakująco powyżej jego oczekiwań. W gildii panował ten sam stary "ład", czyli każdy zajmował się czymś innym, czy cała społeczność rozbiła się na kilka grup w celu prowadzenia nie koniecznie przez cały czas inteligentnego dialogu, na co wskazywały zwynaturzone wybuchy śmiechu. W końcu Xandred dociera do celu swej podróży, ląduje w odległości około 200 metrów od szpitala, po czym decyduje się na kontakt z "starszym".

Yo - Przemawia Xandred, który powoli co raz to bardziej pojmował sztukę takiej metody kontaktu.

- I jak? - Dopytuje Xan, oczywiście o przebieg samosądu - Zutylizowany?

-  Było blisko - Odpowiada mu Xandred, jakby z żalem do siebie.

-  Co Cię powstrzymało? - Pyta Xan, nie rozumiejąc czemu "młodszy" nie dokończył dzieła.

- Nie chciałaby tego - Odpowiada Xandred, głos jednak mu się waha.

- Może i słusznie - Przyznaje Xan - Tak jakby wie o tym co Cię przez tyle czasu zajęło.

- To się zdziwi - Stwierdza niespodziewanie  rozbawiony Xandred - Jest przekonana że zabiłem, tak?

- Trochę... - Odpowiada Xan

- Wchodzisz? - Pyta.

- No, nie powiem żebym nie chciał - Odpowiada mu Xandred, śmiejąc się lekko przy tym

- Ok, to ja znikam - Oznajmia Xan - Lepiej by fakt istnienia nas dwóch nie był  zbytnio  znany

- Ano - Przytakuje Xandred.

Po powyższym dialogu Xandred wstępuje do środka placówki i spokojnym krokiem porusza się po schodach. Wbrew pozorom cały zapał z wcześniej gdzieś jakby uleciał - Nie ważne co zrobi, zawsze będzie uznawany za tego co morduje? W połowie drogi mija się on z Xanem, bez jednak słowa. Xan choć różni się od niego naturą zdawał sobię sprawę co prawdopodobnie zaprząta Xandredowi głowę. Za chwilę ten już stoi przed drzwiami, które należałoby otworzyć i przekroczyć, nie wiedzieć jednak czemu zaczął odczuwać strach. Nie pierwszy to raz, kiedy nie rozumie zachodzących w nim zmian. Odczuwał oczywiście wcześniej strach niejednokrotnie, ten towarzyszący mu teraz jednak różni się od  sumy wszystkich poprzednich strachów. Ociera pot z czoła i z resztkami zdecydowania chwyta za klamkę.

- Oo, heej - Wita go Alicia, z uśmiechem na twarzy.

- Hej, hej - Odpowiada jej Xandred, tłumiąc w sobie pokłady radości - To kiedy wychodzisz?

-  Kwestia tygodnia, chyba - Odpowiada spokojnie, nic nie wskazuje na to przed czym ostrzegał Xan, jeszcze.

- Co robiłeś wcześniej? - Alicia przeprowadza pierwszy "atak" na mury obrony Xandreda, z maską jednak niewinności, prawie że autentycznej.

-  Coś nie gra... - Pomyślał Xandred przypominając sobie słowa Xana jeszcze z przed chwili.

- Tak jakby spotkałem się z tym który Cię tu posłał - Odpowiada zdecydowanie, z pogodnym jednak tonem.

- I co? - Pyta dziewczyna, symulując brak jakichkolwiek domysłów.

- Żyje - Odpowiada Xandred, omyłkowo źle dobierając ton

- Spodziewałeś się? - Pyta zaskoczona Alicia.

- Zawsze gotowy na wszystko - Odpowiada jej. Chciała chwycić go za rękę, ten jednak ją odsunął i odszedł w kierunku okna naprzeciw jej łóżka.

- Ile to jeszcze potrwa? - Pyta Xandred, przybitym nieco tonem. Odpowiada mu jednak milczenie.

- Ile czasu będę uznawany za pospolitego mordercę? - Pyta już rzeczowo, kładąc lekki już nacisk na ton głosu

- Nie wiem... - Odpowiada mu Alicia, szczerze, z smutkiem w głosie.

- Wpadnę później - Przemawia chłopak po niezręcznych paru minutach milczenia, jako iż 2-częściowe okno było otwarte na całą szerokość, to pozwolił sobie przez nie wylecieć. Chciała go zatrzymać, nie zdążyła jednak dostać okazji dojścia do słowa.

- Już lecisz? - Rzucił mu Xan w swej złośliwej nadal jednak naturze, widząc go szybującego z nie małą prędkością.

-A jak widzisz? - Odparowuje Xan, tracąc nieco na kontroli lotu.

- Co jest, czemu opadłem?! 

- Najwidoczniej w trakcie lotu musisz być skupiony tylko i wyłącznie na tym - Wyjaśnia mu przechadzający się po dzielnicy handlowej Xan - A obecnie nie dość że jesteś rozdarty, to do tego ja Ci psuję nerwy.

- Skoro wiesz że tak to działa, to po co to? - Pyta Xandred z pretensją.

- Jestem tu bo mamy ten sam cel - Rzuca Xan - Nie było nic mowy o tym że mam Cię niańczyć.

- W moich czasach Alicia przynajmniej żyje - Nabuzowany Xandred wyprowadza atak, niekoniecznie przemyślany.

- Nie zapominaj dzięki komu! - Xanowi zagrywka ta mocno się nie spodobała - Nie ochroniłeś jej!

- A Ty lepszy?! - Xandred nie pozostaje bierny, co jednak kosztuję go tym że spadł on lotem koszącym na (na szczęście) równą ziemię.

- Wiedziałeś że na nią czycha to czemu do cholery nie pilnowałeś żeby na nią trafił?!
- Jak zginęła w Twoich czasach, też nawaliłeś?!

- Hamuj! - Xanowi prawie że wychodzi żyłka - Nie wiesz jak było!

- A kto niby wie, nie licząc Ciebie? - Pyta ostro Xandred.

- Ona sama - Odpowiada triumfująco Xan - Na chwilę przed atakiem tamtego kutasa.

- Powiedz mi jedno - Rzuca Xan, opanowanym już tonem głosu - Pamiętasz wasze pierwsze spotkanie?

- No, nie było to tak dawno - Daje odpowiedź Xandred, przecierający twarz z krwi i brudów z ziemi. - A co?

- W Twoim i moim przypadku z początku kręci się wokół Sho, nie prawda? - Przemawia Xan

- Do czego dążysz? - Xandred jakby czuł co za chwilę usłyszy.

- Nie myślałeś nigdy o tym czemu tak łatwo poszedł w odstawkę? - Xan pyta teraz retorycznie.

- Ten sam cel, co? - Odparowuje Xandred, również pytaniem retorycznym.

- Wolna refleksja - Odpowiada niewinnie Xan - Pamiętaj że skala różnic jaką wywołał tamten frajer nie jest i nie będzie znana.

- Samo moje przybycie tu zapewne nieźle nagmatwało.
- Nie tak że wystawiam o niej  złe świadectwo - Dodaje - Ale od teraz aż do końca należy się spodziewać wszystkiego.

- Jak by teraz nie było miedzy mną a nią problemu z zaufaniem - Xandred przeszedł w tryb ubolewania.

- Co z nim zrobiłeś tak w ogóle?  - Pyta Xan, ciekawy odpowiedzi.

- Szczerze? - Odpowiada Xandred, ledwo powstrzymujący śmiech - Nie wiem.

- Nie wiesz? - Xana to co usłyszał już nawet zaintrygowało.

- Liczyło się tylko to żeby za wszystko zapłacił krwią - Wyjaśnia Xandred - Styl mieszany, o.

- Leciałeś do szpitala, mogłeś go jednak zabrać skoro go nie zabiłeś - Stwierdza  Xan po chwili namysłu.

- Sam da rade - Odpowiada Xandred - Nie dostał zbytnio po kończynach, zawsze może poczekać aż odzyska siły i sam tam dolecieć .

- Ok - Xanowi tego typu zagranie jest jednak znane - Sensownie.

- A co z Tobą?

- Co ze mną? - Pyta pogubiony już Xandred.

- Chyba nie za bardzo u Ciebie z lotem, co? - Przypomina mu Xan.

- Tyle ile się da polecę nisko nad ziemią - Stwierdza Xandred, od razu do tego przechodząc.

- Powodzenia zatem - Xan się .tym sposobem żegna i rozmowa dobiega końca.

- Dzięki - Warknął pod nosem Xan, sam do siebie.

Reyes i Dragneel w tym czasie już co raz to bardziej zbliżają się do bazy gildii, z zamiarem zachaczenia o szpital. Drogę już "umilał" im Matsu, odzyskawszy przytomność lecz pozbawiony możliwości bezbolesnego wykonania ruchu. Prowadzili wbrew pozorom dialog między sobą, z poszanowaniem. Tematem były głównie odbyte w ostatnim czasie walki, jak i gdybania nad tym czym spowodowane było nagłe dość zniknięcie Xandreda. Reyes rozmów tym razem głównie słuchał, czuł w sobie jakąś niepohamowaną żądzę zmiany i wiedział że nie jest tak daleko od wprowadzenia tych zmian w życie, z kuszącymi możliwymi skutkami. Wkrótce jednak Matsu wraz z Tysonem  i Sho zostają w szpitalu, na okres paru dni. Dragneelowi wystarczył szybki opatrunek na "nabyte" w trakcie walki rany. Wychodząc z budynku szpitala Reyesowi rzuca się w oczy widok spacerującego Xana, któremu do głowy by nie przyszło że spostrzeże go ktoś znaczący więcej niż zdecydowana większość "szarych myszy" w mijającym się tłumie ludzi, jako iż było wyjątkowo gorąco, to pozwolił on sobie na spacer bez kaptura na głowie jak i nabytej nie tak jeszcze dawno bluzy. Dragneel niczego nieświadom podąża dalej, a Reyes z kolei nie czuje potrzeby by obwieszczać mu kogo zobaczył, bo i tak w końcu na siebie trafią, w wiadomym miejscu. Xandred w tym czasie również dotarł do tego samego miasta i zmierza teraz w kierunku gildii, jako iż nie jest jeszcze pewien czy chce się pokazywać Alicii po tym jak wyleciał oknem niedopuszczając ją do słowa. Czuł się źle z tym faktym, ale no - Nieodstanie się. Dociera do miejsce i zasiada przy jednej z ławek stojących przy stole, przy prawej ścianie budowli. Alecta widząc iż temu coś doskwiera pośpieszyła do niego z kuflem zimnego piwa, jednak po zostawieniu "podarku" odchodzi bez słowa, na co nikt wprawdzie nie zwraca większej uwagi, w tym sam Xandred, którego zmysły obecnie są nieco przytępione. Nie mija wiele czasu aż w wejściu staje Adrian z Lukiem. Lukowi ponownie rzuca się w oczy widok tej samej persony, więc decyduję się on na podejście i wyjaśnienie sytuacji.

- Yo - Przemawia Luke do sączącego sobie powoli browara Xandreda - Przeszkadzam?

- Nie - Odpowiada mu Xandred po zażyciu nagłych potężnych 3 łyków, na skutek czego z kufla znika połowa jego zawartości - Jakaś sprawa?

-  Ano, jedna - Rzecze Reyes - Ogarniasz teleportacje dalej niż wokół przeciwnika?

- Nie, sam lot to już dużo - Odpowiada Xandred, podśmiechując się już najpewniej pod wpływem spożytej ilości browaru. - A czemu pytasz?

- Bo widziałem Cię jakieś 10 minut temu - Przemawia Reyes, opierając twarz o dłoń - Niekoniecznie zmierzałeś w tym kierunku, byłeś też inaczej ubrany...

- No... - Xandredowi  z zaskoczenia odjęło mowę, nie brał też nigdy wcześniej pod uwagę że jego "duplikat" pozwoli sobie na więcej niż tylko chwilę nie uwagi i da się przyłapać.

- Powiesz o co chodzi? - Pyta stanowczo Reyes, nie spuszczając wzroku z Xandreda.

- Nie tu - Stwierdza Xandred, dając do zrozumienia poprzez gestykulację palcem iż wokół nich za dużo ludności się wałęsa

- To gdzie? - Luke nie ma zamiaru dać się spławić.

- Pokój Alicii - Przemawia pół-szeptem Xandred i tam też się udają.

- Więc? - Luke postanawia nie dawać Xandredowi czasu na namysły.

-  Prawda - Zaczyna Xandred - Jest mnie dwóch. Ten tutaj teraz, jak i ten drugi, z przyszłości.

- Nooo? - Reyes zezwala na kontynuowanie wypowiedzi przez przesłuchiwanego.

- Się okazało że mamy ten sam cel - Dopowiada Xandred z dość skwaszoną miną, nie podobała mu się sytuacja w jakiej się znalazł.

- Zniszczenie miasta? Świata? - Dopytuje już ciekawsko Luke - Bardziej ochrona tej samej osoby - Poprawia go Xandred.

- Alicia? - Pyta triumfatorsko Luke.

- Dokładnie - Przytakuje Xandred, czując nieludzkie pokłady bezsilności w sobie.

- Co jej zagraża? - Pyta dalej Luke.

- Przybył tu taki jeden frajer - Wyjaśnia Xandred - Z przeszłości. Mocno wprowadzony w błąd.

- I co z nim? - Luke kontynuuje ciąg pytań.

- Już sobie z nim pogadałem - Odpowiada Xandred, tym razem dumnie.

- Ma czas na przemyślenia i wyciągnięcie morału? - Pyta dalej Luke

- Raczej tak - Xandred odpowiada już troche od niechcenia

- No nieźle - Podsumowuję całość Luke. - Luz, zostanie to między nami.

- Dzięki - Odpowiada Xandred, z nie małą ulgą.

- A co z nią? - Ostatnie pytanie z strony Luka, odnoszące się oczywiście do Alicii.

- Było blisko przez moment, ale żyje - Odpowiada mu Xandred i obaj wychodzą z pokoju Alicii w tym samym momencie, co z perspektywy osób niewtajemniczonych mogło wyglądać podejrzanie.

- To co, pędzisz tam? - Pyta Luke, z myślą o odwiedzeniu Alicii przez Xandreda.

- Nie bardzo - Odpowiada skwaszony Xandred - Parę problemów wymaga naprawy.

- Hmm? - Lukowi już podoba się  tymczasowa nowa rola.

- Jest uprzedona jeśli chodzi o dokonywanie egzekucji - Wyjaśnia zrezygnowany Xandred - Weź tu wymierz sprawiedliwość, tak by być usatysfakcjonowanym...

- O czym rozmawiacie? - Pyta zaciekawiony Dragneel z hamburgerem w ręku.

- Możesz? - Pyta Xandred, nie czując się na siłach na kolejne objaśnienia.

- Pewnie - Luke czuje że żyje i przechodzi z Adrianem z powrotem do pokoju Alicii, a Xandred chwilowo zmęczony życiem okupuje dach i wpatruje się w niebo, po którym czasem przewija się jakieś ptactwo.




CdN

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki